środa, 7 stycznia 2015

Ośnieżony

Słoneczny dzień nie mógł się obejść bez spacerku. Około południowy spacerek był bardzo fajny a co najważniejsze bardzo relaksujący i bardzo męczący. Najważniejsze, że przyćmił swoją wysoką jakością cały leniwy dzień.
ruszamy, najpierw czytamy najważniejsze osiedlowe ploteczki


Poszliśmy z Panem w kierunku naszej góry, naszego lasku. Już kilka kroków od naszego osiedla Pan zmienił moją smycz na smycz asekuracyjną. Pierwsza część spacerku odbywała się na polu. Zresztą nie ma się co dziwić, bo to było po drodze do naszego lasku. Tutaj sobie troszkę pobiegałem i powąchałem. W sumie nie wiedziałem wtedy, ze czeka nas jeszcze kawał spaceru i chciałem ten czas jak najbardziej wykorzystać. Tak więc latałem i w tą i w tamtą, w sumie w ogóle nie zwracając uwagi na Pana i sznur jaki wziął ze sobą.
no weź mnie odepnij z tej smyczy

no nie bądź sobą

huraaaaaaaaa wolność

no dobra, przy Tobie jednak lepiej

Wołałeś mnie?

już idę

Okazało się, że Pan mnie ciągnął na drugą łąkę. Po drodze spotkaliśmy miłą Parę, która oczywiście się ze mną przywitała. No dobra ja się z nimi przywitałem. W tym czasie abym za bardzo po nich nie skakał Pan trzymał mnie za smycz. Kiedy się pożegnałem i odeszliśmy na konkretną odległość to znowu biegałem swobodnie niczym latający po niebie ptak, z tym, że ja nie mam skrzydełek umożliwiających latanie i w zasadzie nie odrywałem się od ziemi. No dobra trochę się odrywałem jak biegałem, ale do latania to temu daleko. W sumie muszę jeszcze poćwiczyć. Na nowym miejscu biegałem za sznurem, który latał na znaczne odległości. Ja nie oszczędzając się biegałem za nim jak szalony. Przynosiłem a Pan rzucał znowu. W końcu znudziło mi się to bieganie i zainteresowałem się jakimś nieznanym mi zapachem i zacząłem go tropić. Szedłem dokładnie po zapachu, który był połączony ze śladami w śniegu
no idziemy tam?

o tak na łąkę

czuję dobrą zabawę

biegnę do sznura

po co mnie wytarzałeś w śniegu

biegnę ze sznurem

wołasz mnie?

ojej a co to za interesujący zapach?

Za zapachem powędrowaliśmy do lasku. Tam niestety większa część czasu spędziłem trzymany na smyczy, bo między drzewami było bardzo dużo ludzi i zazwyczaj w większych grupach. Ja ze wszystkimi chciałem się witać, skacząc na nich i domagając się pieszczot. Okazuje się jednak, że nie wszyscy chcąc tak się witać - nie rozumie tego, ale muszę to akceptować z powodu smyczy. Grupy ludzi składały się z większych i mniejszych ludzi, a ci ostatni zazwyczaj siedzieli na jakiś sankach, czy czymś takim. Wszyscy poruszali się w jednym kierunku, na górkę, którą niemal na każdym spacerku po lesie mijam. Tam zjeżdżali mając przy tym bardzo dużo radości i uśmiechów - też tak bym chciał!. Spotykałem też bardzo dużo piesków, a wśród nich znane i lubiane oraz całkiem obce. 
Na szczęście były też chwile kiedy mogłem pobiegać bez smyczy. Obwąchiwać co tylko chciałem i gdzie chciałem, nawet bardzo daleko i obserwowałem w oddali jak przemieszcza się dwoje ludzi, którzy nie ruszali przy tym nogami. Dziwne to było i dopiero potem w drodze do domku okazało się, że do poruszania się używali desek, zwanych nartami.
no w końcu można pobiegać!

wołałeś mnie?

jestem daleko przed Tobą!

o a ci to jak to robią?

hehe upadł!

o idą jakieś pieski

no i zaznaczyłem

hm no rób to zdjęcie i idziemy

halo, długo mam czekać?

no dobra to ja przybiegnę do ciebie

Niestety cała ta doskonała zabawa musiała się skończyć, bo bardzo chciało mi się już pić i byłem zmęczony tak więc ruszyliśmy w drogę powrotną. W zasadzie to powtórzyliśmy trasę, ale w drugą stronę. Uszka to mało mi nieodmarzły a łapki to mnie już najnormalniej w świecie bolały. Droga była szybka i bez zbędnego obwąchiwania szybko trafiłem do domku i poszedłem spać, wcześniej zganiając Fuksje z mojego fotelika. To uciekała w ramiona Panci. Potem oczywiście było jeszcze kilka spacerków, jedzonko i inne takie jak spanie na podłodze i kaganiec za łobuzowanie, ale ogólnie cały dzień był wspaniały własnie dzięki takiemu spacerkowi. Morał z tego taki, że warto się cieszyć z każdej dobrej chwili. Do ugryzienia!
wracajmy już

no bardzo śmieszne

uciekała do Panci 

śpię gdzie mi się podoba

1 komentarz:

  1. Pozdrawiam basecie towarzystwo :-) Bardzo sympatyczny blog.

    OdpowiedzUsuń