czwartek, 29 września 2016

Na tropie

Mówiłem Wam, że przy naszym tymczasowym mieszkanku trwa remont drogi, a raczej jakiejś kanalizacji, czy czegoś takiego. Piątkowy spacer postanowiłem spędzić na doglądaniu robót. Prze te wykopaliska i wykopki ciężko jeździ się po tej ulicy i co gorsze LaBunia się brudzi. Z bliska obejrzałem to wszystko i trochę pogoniłem tych człowieków, ale przy okazji trochę spowolniłem ich pracę, bo tak patrzyli na mnie, gdy ja głośno krzyczałem na koparkę, że za wolno kopie.
oznaczam, że przeprowadziłem tu inspekcję

poniedziałek, 26 września 2016

Dziki wschód

Okazuje się, że nas pobyt w Białymstoku się przedłużył. To już nie tylko weekend. Teraz będziemy szaleć tutaj co najmniej do następnego weekendu a może i dużo dłużej. Tak więc nie czekając za wiele postanowiłem pozwiedzać bardziej te dzikie i wschodnie okolice - postanawiamy eksplorować Białystok i okolice. Po załatwieniu kilku ważnych spraw przedpołudniem mieliśmy czas i wolne chwilę, by udać się na zwiedzanie centrum miasta. Krótko i na temat - czysto, rowerowo i zielono.
przy pomniku podróży - a czemu mnie tam nie ma!

środa, 21 września 2016

Droga do szczęścia

Piątek od rana był bardzo zamieszany, aktywny. Coś tam Pańcio znosił do LaBuni. Nagle zapadła decyzja, że wszyscy musimy zejść. Fuksja została zapakowana do transporterka, co nie bardzo jej się podobało i ruszyliśmy w drogę. Najpierw jednak trzeba było zatankować kapryśną damę, a potem pozałatwiać jeszcze kilka spraw i w końcu mogliśmy ruszyć w trasę.. Jak zwykle z lekkim poślizgiem, ale kilometry nam mijały sprawnie.
no kiedy pojedziemy?

niedziela, 18 września 2016

Przygotowania

Pogodny poniedziałek staraliśmy się wykorzystać jak najbardziej się tylko dało. Skoro świt ruszyliśmy załatwić wszystko co trzeba a potem ruszyliśmy do północnej części naszego miasteczka. Ruszyliśmy w okolice bunkrów - na pola. Zatrzymaliśmy się na parkingu nieopodal - zostawiliśmy naszą kapiącą LaBunie i ruszyliśmy w drogę. Liczyłem, że spotkam przy najmniej jednego konika, bo w pobliży hasają sobie po ogrodzonym terenie.
a gdzie koniki?

piątek, 16 września 2016

babysitter jak się patrzy

Ja wiem, że dawno nie pisałem, ja wiem, że mam wielkie zaległości. Naprawdę jednak mam sporo na głowie. Przepraszam, za opóźnienia i bez owijania w bawełnę przejdę do opisania ostatniego weekendu, ale w telegraficznym skrócie, bo właśnie się pakujemy powoli i jutro ruszamy w drogę.  No dobrze więc zaczynamy. W sobotę do południa było leniwie, ale było to tylko przygotowanie do masy atrakcji i męczarni popołudniu. No właśnie nagle wskoczyliśmy do LaBuni i pędziliśmy. No dobrze, nie do końca pędziliśmy, bo przypominam, że LaBunia ciągle kapusia. W każdym razie pojechaliśmy na wieś odwiedzić najmłodszego w rodzinie. Okazało się, że jego rodziców nie było i to my mieliśmy zająć się tym brzdącem. Dobrze, że człowieki mnie mają, bo z pewnością nie dali by sobie rady. W każdym razie zaczęliśmy od zjedzenia obiadku.
zapoznanie

sobota, 10 września 2016

Dwa razy grzybowa

Czwartkowy poranek, był bardzo zachęcający do spacerów. Nie mogliśmy z tego nie skorzystać. LaBunia ciągle "pokapywała" ale mimo wszystko dawała radę nas wozić. Zawsze coś tam jej dolejemy i można jechać. O poranku pojechaliśmy w okolicę ulicy Księżycowej, a więc do lasu, do lasu dzikiego i niebezpiecznego. Po zaparkowaniu i upewnieniu się, że LaBunia została zamknięta ruszyliśmy w las.
idziemy?

piątek, 9 września 2016

nakrętka do nakrętki

Tydzień zaczyna się od poniedziałku, a my postanowiliśmy rozpocząć ten tydzień z przytupem. No więc ruszyliśmy na wybieg. Nie z rana, bo ten spędziłem na malutkim spacerku i długim spaniu. Popołudniu po całych porządkach i relaksie nagle wsiedliśmy w LaBunie i pojechaliśmy do Gliwic, gdzie czekała na nas Wiki. Z nią szybko wróciliśmy i odebraliśmy Pańcie. Całą ekipę zabraliśmy do dentysty a sami pojechaliśmy na wybieg. Liczyłem na doskonałą zabawę w dużym godnie, a tym czasem były dwa malutkie psiaki. "Rodzeństwo" znaczy się od jednej Pańci. Zupełnie niepodobne do siebie psiaki, z których jeden był całkiem otwarty i przyjazny a drugi trochę wycofany. Z tym pierwszym trochę się przywitałem i trochę pogadałem. Byliśmy jednak trochę do siebie zdystansowani.
witam!!

wtorek, 6 września 2016

Z apetytem

Słoneczny piątek trzeba rozpocząć od porządnego spaceru. Porządny spacer powinien się odbyć pięknym i sprzyjającym nam miejscu. Ja takich miejsc mam wiele i jednym z nich jest Las w Kochłowicach w okolicach ulicy Księżycowej. Chwile tam spędzone są zawsze dobrą zabawą i nawet w niepogodę można tam wypocząć - zazwyczaj. W słonecznych dniach jest tam naprawdę wyśmienicie.
ruszamy na podbój

sobota, 3 września 2016

Przed kurami

Wyobraźcie sobie: wielki olimpijski basen w którym zamiast wody jest są najsmaczniejsze na świecie przekąski. Wszystkie są wasze i już macie wskoczyć do tego basenu, a w zasadzie to już lecicie i tylko ułamki sekund dzielą was od zanurzenia się w tych smaczkach. Nagle słyszycie przerażający dźwięk, rozdzierający głowę od środka. Wszystko znika i otwierając oczy widzicie, ruszające się człowieki. Za oknem ciemno jak nie powiem gdzie a ci się gdzieś wybierają. Chcąc nie chcąc i bardzo żałując tego co mogło się przytrafić a nie przytrafiło i to przez człowieki. Szybko coś wrzuciłem na ząb i Borowscy pośpiesznie ruszyli do LaBuni i w drogę. W bardzo długą drogę, ale o dziwo bardzo szybką. Spokojnie sobie spałem w drodze i obudziłem się dopiero gdy zatrzymaliśmy się. No dobra jak zombie próbowałem zdobyć choć kawałeczki bułeczek, które jedli człowieki i się udawało - zawsze jakiś kawałeczek się trafił.
coś tu zjemy?

piątek, 2 września 2016

Pilotka

W niedziele po bardzo leniwym poranku ruszyliśmy w drogę. Zostawiliśmy dziewczyny w domku i pojechaliśmy. Po drodze okazało się, że wentylator w naszej LaBuni znowu odmówił posłuszeństwa. Na postoju pod sklepem Pańcio jako tako to naprawił i mogliśmy w miarę normalnie dojechać do celu. Zaparkowaliśmy i ruszyliśmy na spacerek. Całkiem sporo ludzi było a my jak się okazało wędrowaliśmy na lotnisko. Na lotnisku był piknik lotniczy. 
ale te samoloty malutkie!

czwartek, 1 września 2016

mnie nie chcieli

We czwartek o świcie, czyli zaraz po śniadaniu i załatwieniu wszystkich ważnych rzeczy, ruszyłem  z Pańciem do Gliwic, a tam zaraz ruszyliśmy na spacerek wokół jeziorka. O "świcie" byli tam tylko wędkarze, no i my. Kręciliśmy się między jeziorkami i wąchałem. Było sporo ciekawych tropów i śladów, jednak nie było mi dane podążać, za choćby jednym z nich. Musiałem iść tam gdzie Pańcio chciał i kropka. Dobrze chociaż, że mieliśmy długą smycz i mogłem sobie pobiegać wokół Pańcia.
ktoś tu był?