piątek, 1 września 2017

w pigułce

Moi drodzy mili kochanie czytacze. Od dłuższego czasu mamy bardzo wiele na głowie. Że o maleństwie w naszym małym mieszkanku nie wspomnę. A to jakieś załatwianie a to jakieś awarie LaBuni. W zasadzie to ostatnio ona jest zawariowana. No, ale taka kapryśna dama ma swoje humorki i musimy to zrozumieć. No w każdym razie muszę się Wam przyznać do czegoś i od razu przeprosić. Uświadomiłem sobie, że nie dam rady w normalnym trybie nadrobić zaległości jakie wytworzyły się na blogu. Postanowiłem więc ten cały czas streścić w jednym poście. Pisząc po co nieco o dniach które zleciały.
Najpierw słowo wstępu. Nasze życie całkowicie podporządkowało się pod rytm dnia maleństwa. Przez co wstajemy w nocy. Na szczęście wraz z upływem czasu wstawanie jest co raz rzadsze i bardziej zaplanowane. Często wstajemy dość późno. Spacerki zwykle są tylko dwa, ale za zwyczaj dużo dłuższe i bardzo często jest z nami Pańcia. Bardzo cię cieszę z tego, ale i powiem szczerze, że czasami jeszcze jeden spacerek by się przydał zwłaszcza gdy za dużo popije, ale jakoś dajemy radę. 

niedziela, 25 czerwca 2017

No i jest

Poniedziałek od samego rana był jakiś taki dziwny, taki inny. Wszyscy czuliśmy, że stanie się coś wielkiego i coś ważnego. Po cichu cała zwierzęca rodzinka liczyła na nowego zwierzaczka. Ja oczywiście liczyłem na basseta lub bassetkę a koty liczyły na kolejnego do swojej paczki. No i tak się sprzeczaliśmy o to co tam dziś będzie. W końcu z Pańciem ruszyłem i pojechaliśmy naszą LaBunią. Trochę się naczekałem w LaBuni. Dobrze, że wcześniej z Pańciem pospacerowałem. No w każdym razie gdy tak siedziałem w LaBuni to nagle pojawił się Pańio obładowany tobołami. Zapakował to wszystko i sobie poszedł. Nowego zwierzaka nie było. Po chwili już z daleka przez okno widziałem Pańcia i wiecie co nie szedł sam! Widziałem Pańcię i jeszcze jeden tobołek mieli ze sobą. Po otwarciu drzwi od razu poleciałem do Pańci - tak bardzo się cieszyłem, że już jest- że się "odbraziła". Po drodze minąłem to tobołek i była w nim mała laleczka, która miała znajomy zapach (tych podkładów, co Pańcio przynosił przez cały tydzień) tak więc po szybkim zapoznaniu skoczyłem do Pańci i bardzo się cieszyłem, że już jest. Razem ruszyliśmy do domku a ten tobołek to ze mną na tylnej kanapie. Ale go strasznie dokładnie mocowali. 

niedziela, 18 czerwca 2017

Co się stało z Pańcią?

Poniedziałek z rana był jakiś taki dziwny. Inny. Zebraliśmy się z Pańcią i pojechaliśmy. Ja oczywiście pilnowałem auta a człowieki gdzieś zniknęli.Nie było ich dość długo. Tak się znęcają. Tak bardzo nic mi nie mówią i tak bardzo nie wiem co u nich się dzieje. W końcu wrócił Pańcio i po małym spacerku wróciliśmy do domku. Nie minęło kilka godzin a znowu pojechaliśmy w to samo miejsce. I znowu Pańcia nie było i co gorsze znowu wrócił sam. My po tym udaliśmy się na Skałkę, na spacer. Tam od razu spotkałem człowieka, który był mną bardzo zachwycony i mnie bardzo wygłaskał. Wygłaskał mnie po wsze czasy. Ciężko było się nam rozstać, ale musiałem. 
o tak głaskaj mnie

niedziela, 11 czerwca 2017

już wszystko gotowe

W poniedziałek z samego rana pojechaliśmy na jakieś tam coś. Pańcia ze względu na zjedzenie bobasa ciągle musi się badać. Pańcia zniknęła w budynku a my z Pańciem sobie pochodziliśmy i pospacerowaliśmy po okolicy. Chodziliśmy między budynkami i wzdłuż bardzo ruchliwej ulicy. Ostatecznie jednak wróciliśmy pod drzwi budynku i czekaliśmy aż wyjdzie Pańcia.
no gdzie Ona jest?

niedziela, 4 czerwca 2017

Idzie Nowe

W poniedziałek razem z Pańciem postanowiliśmy wykonać zakupione wcześnie rano liny i inne takie dziwne dziwność. Sporo czasu zajęło nam skręcanie tego i zawijanie. Nie mieliśmy pomysły jak to zakończyć i robiliśmy takie dziwne dziwaski. Ni to supeł ni to kokardka. Ostatecznie, dzięki krzesłu, cierpliwości i samozaparciu udało nam się sklecić własnoręcznie smycz. Elastyczna na końcu. Zapomnieliśmy tylko o jednym kółeczku, ale rozplatanie tego nie miało sensu.. Musimy sobie jakoś bez tego poradzić, bo na razie nam się nie chce tego rozplątywać. Znając życie pewnie zostanie tak do końca życia tej smyczy i może o jeden dzień dłużej.
skończone dzieło

niedziela, 28 maja 2017

Profesional foto sesjon

Postaram się aby szybko nadrobić zaległość. Tak wiec tylko krótko i zwięźle opiszę kolejne dni i tygodnie. Niedziela była dniem relaksu. Po sobotnim wysiłku należał się nam wszystkim relaks. Pojechaliśmy więc z Pańcią do Parku Kościuszki. Pogoda nie była jakoś zachwycająca wyjątkowo, ale na szczęście jakoś dało się przeżyć i wędrowaliśmy po parku przy okazji cykając sobie foteczki. No dobra człowieki cykali je sobie a ja tylko szwendałem się za nimi gryząc sobie patyczek. Co więcej może robi piesek o którym jego człowieki zdają się zapominać.
ja dopiero się za niego zabrałem

sobota, 20 maja 2017

I dog trekking w Parku Śląskim

W sobotę wstaliśmy skoro świt. Byłem podekscytowany na maksa i gotowy do działania, przynajmniej mój umysł, bo w aucie na te kilkanaście minut drogi przymknęły mi się oczy i podobno chrapałem. Choć to ostatnie to zapewne jedynie pomówienia. W każdym razie wjechaliśmy jak królowie do Parku Śląskiego. Zaparkowaliśmy niemal w samym jego sercu i już po kilku kontrolach, czy LaBunia jest zamknięta ruszyliśmy na miejsce startu