sobota, 25 marca 2017

Naprawa imprezy

Tydzień rozpoczął się bardzo leniwie. Zresztą nie ma się co śpieszyć przecież tydzień nie ucieknie nigdzie i tak przyjdzie i tak będzie powoli przesuwał się w swoim tempie powolutku. Moje zaangażowanie w te sprawy nic a nic nie zmieni. Lepiej się wyspać. Jak to mówią co ma być to będzie. Kolejne spacerki były szybkie i tylko po najbliższej okolicy. Zresztą pogoda w ogóle nie nastrajała do chodzenia. No taki to był poniedziałek. Tak dość niepewnie wyglądałem tego tygodnia, gdy patrzyłem na pogodę. Czułem nawet, że może spać śnieg, albo coś. 
czuć zimę?

środa, 22 marca 2017

W końcu koniec

W poniedziałek w końcu był tydzień bez remontu. W końcu skończyło się i powolutku domek się porządkował. Powolutku rzeczy były prane i się suszyły. Coś czuje, że mieszkanko jeszcze bardzo długo będzie stało na głowie, no ale przecież nie od razu u basseta są długie uszy. O poranku był tylko krótki spacerek i szybciutko musieliśmy wracać, bo przecież porządki same się nie zrobią. W domku po prostu leżałem sobie na swoim zdezelowanym pontoniku i obserwowałem krzątających się człowieków a w zasadzie to dyrygowałem całą operacją - przez sen!
tak, dobrze

poniedziałek, 13 marca 2017

Ciągle ten remont

Poniedziałek przywitał nas wspaniałą pogodą. Słoneczko świeciło, więc o poranku ruszyliśmy odwiedzić dawno niewidziany Park Skałka. Jednak mimo wielkich chęci nie daliśmy rady zrobić całego kółeczka. Okazało się, że dotarcie do parku i załatwiania wszystkich spraw po drodze okazało się być bardziej czasochłonne niż nam się wydawało. Tak więc naszą wizytę w parku skróciły nie tylko obowiązki, ale także chłodny wiaterek. Po kilkunastu minutach wsiedliśmy w LaBunię i do domku. 
ech. Jak to czas wracać? A pogoń za kaczkami?

niedziela, 12 marca 2017

Ciąg dalszy

W poniedziałek remont zaczął się tak całkiem na serio, tak poważnie. Najmniejszy pokój długie godziny się opróżniał i w końcu przyszedł czas by wynieść regał na książki. Ten był jednak bardzo uparty, bo był większy od otworu drzwiowego i człowiek kombinował i kombinował. Ja mu od razu mówiłem, że bez rozebrania się nie obejdzie. W między czasie trochę spacerowałem i gdzieś z człowiekami pojechałem, ale po powrocie udało się przetransportować regał na miejsce docelowe. W tym etapie najwięcej pomagał Fart. Cała nasza reszta tylko obserwowała to przez zamknięte w trakcie snu oczka.
długo jeszcze będziesz skręcać?

niedziela, 5 marca 2017

Start

Nawet się nie domyślacie jak wspaniale zaczął się tydzień. Ten ubiegły oczywiście, znaczy ten bardziej ubiegły. Dopiero teraz znalazłem trochę czasu aby napisać co nieco i dość szybko, bo w domu to przeżywamy prawdziwe "domowe rewolucje" No ale wracając do początku, do zamierzchłej przeszłości. W poniedziałek od samego rana się trochę nudziliśmy. Małe spacerki i jakoś tak powoli ogarnialiśmy wszystko. Szczerze się przyznam, że po prostu spałem, a koty trochę się ganiały, ale przede wszystkim to podobnie jak jak spały i ładowały energię. Jeden robił to bardzo dosłownie.
ładowanie w toku

środa, 15 lutego 2017

II Gliwicki Walentynkowy Psi Spacer Wielorasowy

W niedzielę ciężko mi się wstawało. Mimo iż pogoda bardzo się zapowiadała. Nawet śniadanie się opóźniło a ja sobie drzemałem, to tu to tam i cierpliwie czekałem aż pójdziemy. Coś tam Pańcio mówił, że miał być jakiś spacer, a my siedzimy i się lenimy. Aż tu nagle bach i już wychodzę i nagle bach i siedzę w aucie. Ledwo zdążyłem puścić małe siku. Jedziemy. Odbieramy Pana z fajką i jedziemy dalej. Nasza droga zdaje się nie mieć końca, a dzielna LaBunia nas wiezie. Nie kapie i nie pęka a to najważniejsze. Nagle zjechaliśmy z głównej drogi i po małej chwili byliśmy pokierowani przez jakiś Panów na parking i wysiedliśmy. Długo się żegnaliśmy z LaBunią, ale w końcu odeszliśmy.
żegnamy się z LaBunią (foto Na Wypad z Psem)

wtorek, 14 lutego 2017

Katastrofalna katastrofa

W poniedziałek ruszyliśmy do Bojkowa. Fordzik mimo wieku dał sobie radę. Jechaliśmy dość wolno i głośno, ale ciągle do przodu. Już całą tylną kanapę zdążyłem "zasierścić". W Bojkowie musieliśmy przestawić LaBunie. Zimno było bardzo a kierownica bardzo ciężko się kręciła. Awaria dała o sobie znać. Gdy zaparkowaliśmy ją na właściwym miejscu to zabraliśmy się za wymontowywanie z niej kierownicy i innych takich  rzeczy.Tak zaopatrzeni ruszyliśmy w drogę do domu a raczej do Piekar Śląskich, gdzie to wszystko zostawiliśmy u Pana, który zajmował się obszywaniem takich rzeczy. Potem trochę smutni i zmęczeni wróciliśmy do domku jeszcze zahaczając o sklep. Miałem dość tego dnia i naprawdę marzyłem tylko o spaniu. Całe szczęście nikt mi zdjęć nie robił a człowiek w ogóle nie robił zdjęć. Jedynym pozytywem było to, że Farcikowi wypadł pierwszy mleczny, nadmiarowy kieł.