niedziela, 29 stycznia 2017

Spacer z żabami

W piątek z samego rana wsiedliśmy z Pańciem do LaBuni i ruszyliśmy w drogę. Oczywiście ja zasiadłem w swoim miejscu, choć miałem ochotę zasiąść z przodu. Na razie nie jako kierowca, ale przedni pasażer nie byłby by zły. No, ale tam nie ma zapięcia dla mnie i w ogóle Pańcio pozwala mi bardzo rzadko siąść z przodu i to jest zwykle w jakieś ciepłe dni, żebym wyglądał przez okienko. Tymczasem zorientowałem się, że jedziemy nad jeziorko w Katowicach - nad Starganiec. Zaparkowaliśmy jednak po przeciwnej stronie drogi. Po kilkukrotnym sprawdzeniu z LaBunia jest zamknięta. Ruszyliśmy. Jak już nie raz mówiłem - zaśnieżony, mroźny last w którym nie ma żywej duszy jest miejscem magicznym. Tylko ja i Pańcio no i oczywiście aparat i setki myśli, marzeń i planów krzątających się w głowach. A to wszystko w rytm chrupiącego śniegu.
no idziesz człowiek?

piątek, 27 stycznia 2017

dyrektor

W poniedziałek po tak intensywnym i pełnym wrażeń popołudniu miałem ochotę na spanie i relaks, albo na jeżdżenie po sklepach. Jednak nie było mi dane ani to ani to. Musiałem iść na spacer i mało tego musiałem jeszcze iść na pocztę odebrać przesyłki, które nie zmieściły się do naszej malutkiej skrzynki. Nie uwierzycie, ale człowiek kazał mi czekać przed wejściem. Ja, pies, który chodzi po centrach handlowych, nie mogłem wejść do placówki pocztowej i to nie z powodu zakazu, ale z powodu niechęci mojego Pańcia.
eeeeee jak to ja nie mogę?

czwartek, 19 stycznia 2017

Mój pierwszy raz

Piątek rano zajęliśmy się bardzo ważnymi rzeczami. Pojechaliśmy do centrum sąsiedniego miasta. Oczywiście zrobiliśmy to nie bez powodu. Pańcio jeździł po sklepach w poszukiwaniu jakiegoś tam tableta, czy czegoś takiego. Nie wiem nie znam się, choć uważam, że powinien przynajmniej jedną zażyć, ciągle pokasłuje. Tylko zastanawiałem się po co za tabletkami chodzimy po sklepach a nie po aptekach. Jednak w naszym domku lepiej o takie rzeczy się nie dopytywać. Logika w naszym domku jest raczej pomijana - przynajmniej z mojego punktu widzenia. W każdym razie na koniec naszych poszukiwań tabletki, wielkiej tabletki trafiliśmy na rynek Rudy Sląskiej. Tam niemal od razu zapoznałem się z kilkoma psiakami. Oczywiście nie mogłem pobiegać, bo śmigałem na smyczy a wśród ludzi i samochodów lepiej czuć się bezpiecznie. 
no cześć

niedziela, 15 stycznia 2017

Nadeszła wiekopomna zmiana

Poniedziałek, to kolejny już dzień wspaniałej, ale mroźnej pogody. Zdawało się, że słońcu pomyliły się pory roku. Za to temperatura naprawdę była bardzo zimowa. Miałem wrażenie, że nigdy nie ustąpi. Z jednej strony widząc przez okno tak rozświetlony świat aż chce się wychodzić i potem po otwarciu drzwi spotyka się z mrozem. Tak oto niszczone są marzenia. No nic, o poranku, czyli tuż koło 10 udaliśmy się na mały rekonesans. Z sercem w gardle odpaliliśmy LaBunie i ruszyliśmy na małe zakupki. Oczywiście ja siedziałem w aucie, bo po co łazić po sklepach. Pańcio szybko wrócił i poszliśmy na spacerek po okolicy. Śnieg głęboki, obok droga dość ruchliwa a my kręciliśmy się po dzikich i opuszczonych terenach nad którymi górował stary bunkier. Już tu kiedyś się kręciłem i obiecałem sobie, że jeszcze tu wrócę, no i wróciłem, ale znowu bez aparatu. Tracąc zbędnego czasu zrobiłem to co musiałem. Szybciutko wróciłem do autka i od momentu wejścia do domku minęło ledwo 2 no może 3 sekundy, gdy jadłem swoje śniadanko. Teraz to ja już jem po spacerku a nie przed. Jakoś tak lepiej się spaceruje a potem lepiej się układa.
no zimno jest strasznie

piątek, 13 stycznia 2017

mimo mrozu

Wolny piątek już od rana był bardzo ale to bardzo słoneczny. Jednak to słońce było tylko na pokaz. Poranny szybki spacer, był wyjątkowo szybki, bo gdy tylko otworzyły się drzwi klatki schodowej to uderzyła w nas fala zimna pochodząca z samego serca Arktyki. Oddech zdawał się zamarzać a w nosie i płucach czułem kłucie miliona szpilek. Na moje oko termometr musiał pokazywać z -10000 stopni - co najmniej! Na spacerku ani żywej duszy. LaBunia cała zamarznięta. Zastanawiałem się jak nasza dama odpali, a przecież już za kilkadziesiąt minut musiała.  
chyba czas budować iglo

wtorek, 10 stycznia 2017

Mróz

Pierwszy poniedziałek nowego roku zaczął się bardzo leniwie. Długo spałem w swoim mieszkanku ze swoimi człowiekami. Nic  tak dobrze dnia nie układa jak pewność, że są człowieki, które kochają. Spać można bardzo długo i nawet można zagłuszyć naturalne potrzeby aby jak najmniej wychodzić. Bo naprawdę są takie dni, że naprawdę są ważniejsze rzeczy do zrobienia. Powiadają, że tak jak wyglądają pierwsze dni nowego roku, tak wyglądać będzie cały rok. Oby to była prawda, bo w pierwszy poniedziałek 2017 roku byłem bardzo szczęśliwy a i człowieki wyglądali i na szczęśliwych. Niech tak zostanie.

dobry dzień

środa, 4 stycznia 2017

na zakończenie

Poświąteczny wtorek, był dniem bardzo przygnębiającym. Dobrze, że choinka jeszcze stoi i mam nadzieję, że postoi długo. Niby nic się nie zmieniło w porównaniu z dniem poprzednim, ale jakoś taka świadomość pozostaje. Skończyły się. Już nie będziemy jeść wystawnych posiłków przy stoliku. Pozostaje tylko dojadanie resztek. Zresztą muszę powiedzieć, że przez te święta odechciało mi się jeść moich chrupek. Teraz leżą bardzo długo. To pewnie przez to moje podjadanie. Na szczęście Pańcio wie jak temu zaradzić i abym zjadł dorzuca mi na dno miseczki jakiś smaczek w postaci jakiegoś mięska lub szyneczki. W każdym razie z rana jeszcze niem zjadłem poszliśmy na szybki spacerek. Na dworze odniosłem wrażenie, że jest wiosna, bo śniegu nie widać już nigdzie i panowała dość przyjazna temperatura. Jednak poświąteczna chandra przytłumiła chęć mojego spacerowania i po prostu chciałem wrócić do domku.
no dobra już wracajmy

wtorek, 3 stycznia 2017

Święta

Odkąd sięgam pamięcią zawsze mieliśmy dwie wigilie. Jedna w mieszkanku z kafelkami a druga u Freda. Tym razem nie było inaczej. Po ubraniu choinki i po spacerku i przygotowaniu ostatnich rzeczy oraz małym sprzątaniu kuchni ruszyliśmy w drogę. Oczywiście był to dzień wyjątkowy, więc musiałem się porządnie i odpowiednio ubrać. Pańcio zadecydował, że koszula odpada, więc został mi krawat. Podobno w krawacie pies jest mniej awanturujący się. Miałem nadzieję, że tak się stanie. Szybciutko dojechaliśmy dzięki LaBuni na miejsce pierwszej "imprezy". O dziwo byliśmy przed czasem. Jak nigdy. Człowieki zasiedli do stołu a ja przy nich. Rozmawiali, dobrze się bawili i uśmiechali. Było bardzo miło i bardzo przyjemnie. Od czasu do czasu zajrzałem co tam na stole jest i od czasu do czasu coś dostałem. Jednym słowem pełen sukces.
halo tu jestem!

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Przedświąteczna gorączka

Będzie szybko i zwięźle bo ten tydzień przed świętami był szybki i zwięzły, a raczej bardzo, ale to bardzo męczący. Oficjalnie sprzątaliśmy na 150% a w rzeczywistości było odrobinę mniej - jakieś 60%. Wszystko nam się tak ślimaczyło i bardzo szybko złapaliśmy olbrzymie plecy. No, ale poniedziałek był dniem innym. Niby sprzątaliśmy a szło tak jakoś powolutku jednak najważniejsze było to, że podreptaliśmy na pocztę aby wysłać listy do bassecich przyjaciół. Musiałem wszystkiego doglądać do samego, samiuśkiego końca. Uspokoiłem się dopiero, gdy list wylądowały w wielkiej czerwonej skrzynce.
wysłany list