piątek, 27 stycznia 2017

dyrektor

W poniedziałek po tak intensywnym i pełnym wrażeń popołudniu miałem ochotę na spanie i relaks, albo na jeżdżenie po sklepach. Jednak nie było mi dane ani to ani to. Musiałem iść na spacer i mało tego musiałem jeszcze iść na pocztę odebrać przesyłki, które nie zmieściły się do naszej malutkiej skrzynki. Nie uwierzycie, ale człowiek kazał mi czekać przed wejściem. Ja, pies, który chodzi po centrach handlowych, nie mogłem wejść do placówki pocztowej i to nie z powodu zakazu, ale z powodu niechęci mojego Pańcia.
eeeeee jak to ja nie mogę?

Z paczki wszyscy się cieszyli i zaraz, gdy wnieśliśmy ją do domku to została odpakowana. Ba została niemal rozszarpana. Każdy w niej znalazł coś dla siebie. Ja znalazłem wypoczynek na pontoniku pod stołem, Pańcia z Pańciem jakieś kremy i tablety a koty najbardziej zainteresowały się samym pudełkiem. Fuksja obwąchała weszła, ale po chwili wróciła do swojego codziennego i normalnego spania na dekoderze. Karton na dłuższą chwilę zaanektował Fart. Przyczepił się do niego jak III Rzesza do Austrii - co najmniej. Spał w nim drzemał i przeciągał. Czasem tylko wyjrzał przez górną krawędź, aby sprawdzić, czy wszyscy są na miejscu. Tak mijały nam dłuższe chwile. Coś tam sobie spałem, coś tam pospacerowałem, coś tam sobie ponudziłem się a w naszym domku nic się nie zmieniało oprócz tego, że Fart z kartonu przeniósł się na stolik i doglądał a doglądał wszystkiego i wszystkich. Ech ten poniedziałek był dokładnie tak jak każdy modelowy poniedziałek. Jak myślicie poniedziałek to widzicie właśnie taki poniedziałek. Największym wydarzeniem jest siku i tyle. Dobrze, że popołudniu i wieczorem była z nami Wiki, bo inaczej to była by kaplica, co tam kaplica - mogiła.
mój jest ten kawałek kartonu

obserwuję i widzę

We wtorek z rana po załatwieniu ważnych ważności udaliśmy się z Pańciem na spacerek do lasu. Najlepsze spacerki są w lesie, zwłaszcza w śniegu. W te pędy wyskoczyłem z auta i poszedłem eksplorować te dzikie dzikości. Śnieg po uszy i cisza. Nikogo w zasięgu wzroku. Ani najmniejszego hałasu - no dosłownie NIC. Jedynie chrzęst śniegu pod naszymi łapkami no i butami oczywiście. Taka przyjemność jest warta wielu wyrzeczeń, nawet marznięcia. Jednak wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć i czas było wracać do domku. W końcu obowiązki czekały. Wicie takie nudne i bez sensu jak sprzątanie i gotowanie a przede wszystkim spanie i przewracanie się z boku na bok. 

i ta  dobra cisza

no wracajmy już

Na szczęście jeszcze tylko kilka spacerków było przede mną i mogłem zasnąć tak naprawdę, tak porządnie w swoim legowisku. Nim jednak do tego doszło, musiałem sprawdzić co się dzieje w internetach. Gdy sprawdziłem całe, spokojnie mogłem położyć się i usnąć szczęśliwie. Tego dnia nie interesowałem się spaniem z Wiki, wolałem u siebie.
dyrektor internetów

Środowy poranek znowu rozpoczęliśmy obowiązkami, ważnymi obowiązkami a potem to znowu na spacerek do lasu. Im dalej w las szliśmy tym śnieg był głębszy, mniej zdeptany. Widać było ślady jedynie dzikich zwierząt. Z trudnością wielką dreptałem. W zasadzie to jeśli nie kroczyłem za Pańciem, który przecierał szlak to musiałem skakać jak jakiś królik, albo kangur. Uszy latała wszędzie, ale jakoś dawałem sobie radę. Jakoś w to brnęliśmy i mimo całego zmęczenia byłem bardzo zadowolony z tego wszystkiego. Taki czarno biały, a w zasadzie to biały świat sprawiał wrażenie bajkowego - zwłaszcza bez obecności ludzi. Z czasem zmęczenie dawało o sobie znać i powolutku zaczęliśmy się zastanawiać, czy nie pora wracać. W końcu musiała zapaś ta decyzja. W końcu przyszedł czas powrotu do domku. Na szczęście praktycznie po swoich śladach dobrze się wraca i o dziwo nim się zorientowałem byłem już w autku i w drodze do domku.
zima wszędzie zima

Wdrapując się do mieszkanka zajrzeliśmy jeszcze do skrzynki, w której niestety nic nie było. Na szczęście w domku była kolejna paczuszka. Tym razem dużo większa niż zwykle. To była paczka z zakupami dla nas, a w zasadzie to dla kotów. Bo przyszedł sam żwirek i karma dla małych łobuzów. Kolejna paczka a w niej nic dla mnie. Z tego wszystkiego to koty były najbardziej zadowolone, z kartonu w którym to wszystko przyszło - jak zwykle zresztą. One cieszą się z opakowań. Zarówno Fuksja jak i Fart szalały w wielkim na pół podłogi pudle. Hałasowały przy tym tak, że jakbym nie był sobą to bym się obudził, albo coś takiego. W każdym razie to nie była jedyna ich rozrywka. Znaczy Fart to tylko w tym kartonie, ale Fuksja jak to ona szybko się znudziła. Od razu znalazła nową rozrywkę. Szalała i skakała po ciuchach Wiki. Upodobała sobie jej bluzę w baranka, czy coś takiego. 
w pudle


wcieranie się

W końcu jednak i ona dała za wygraną i zmęczona chciała iść spać, ale ktoś dalej buszował w kartonie i nie pozwalał jej na relaksowanie się podusią i snem.  Nie była z tego powodu zadowolona, ale jakoś nie chciała reagować. Chyba wolała przeczekać, aż młody się wyszaleje i sam pójdzie spać.

czy on musi tak hałasować?

Ja tymczasem zostałem zmuszony do wyjścia na spacer. Nie chciało mi się spacerować, wiec swoją złość wyładowywałem na smyczy. Ile ona się przez moje wybuchy i agresje wycierpiała. Coś czuje, że rychły będzie jej koniec. Mimo, że gruba i fioletowa to powoli widać na niej upływający czas i moje ząbki.
aaaaaaaa złość

W końcu czas mijał i powoli dobiegał dzień do końca. Wiki już była z nami, koci karton stał się tymczasowym koszem na śmieci. Każdy już szukał swojego miejsca. Jedni dalej inni bliżej człowieków, a niektórzy bawili się w agencje reklamową.
u Wiki nieudolne próby

dama na grzejniku

"puma" - prawie

Już była późno noc, gdy część człowieków przeniosła się do sypialni. Oczywiście ja wyprzedzałem ich o krok i pojawiłem się w swoim legowisku gdy oni dopiero otworzyli drzwi. Koty zdążyły się już wyspać i buszowały, zwłaszcza młody był absolutnie wszędzie. Z każdej strony można było się spodziewać jego obecności. Z nim to czasami można zwariować. Wszyscy mamy nadzieję, że z czasem mu przejdzie to jego łobuzowanie. Bo fajnie by było jakby nie przestał być takim tulaśnym kotkiem.
obserwator pola walki

We czwartek, czwartunio, nie czułem się najlepiej. Jakoś tak mi zwrotnie było i Pańcio w nocy dwa razy sprzątał. Śniadania nie dostałem i odbyłem tylko malutki spacerek po okolicy. Wyszliśmy po cichutku - jeszcze nim Pańcia się obudziła. Koty zajadały się a my zamykaliśmy za sobą drzwi. W końcu jednak po krótkim spacerku, małych zakupach wróciłem i poszedłem spać. Przespałem niemal wszystko co się dało, przerywałem tylko na małe co nieco. Porcje były mniejsze niż zwykle, ale czułem, że dzieje się dobrze i to mimo tego, że byłem głodny. Chciałem tylko aby czwartek się szybko skończył licząc, że w piątek będzie lepiej. Może to jakaś zimowa depresja, albo coś takiego. Do ugryzienia!
a gdzie to ja jestem?

sen twardy sen

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz