środa, 26 października 2016

Nowości

Poniedziałek rano to dzień ważnych spraw. Jechaliśmy z człowiekami pożyczoną czerwoną strzałą, zwaną Fordzikiem. Po spacerku człowieki gdzieś zniknęli, ale gdy po jakimś czasie wrócili to byli bardzo weseli. Pewnie cieszyli się, że wrócili do mnie. Szczęśliwie wracaliśmy do domku a tu nagle na środku drogi stoi malutki koteczek, który cudem przeżył, gdy kolejne auta go mijały. My nie mogliśmy go minąć i Pańcio zahamował. Włączył awaryjne i szybciutko chciał malca przegonić z drogi. Ten maluch jednak hyc i pod autko. Trochę Pańcio za nim biegał i czołgał się pod autem. Maluch cwanie wskakiwał na koła, pod silnik - no a ja głośno instruowałem Pańcia co i jak ma robić. W końcu maluch zawinięty w szmatkę wylądował w pudełku w bagażniku. Jakimś dziwnym trafem mieliśmy takie wielkie pudełko w bagażniku. To dzięki temu, że przyszło zamówienie na psie rzeczy i kocie rzeczy. My jednak z maleństwem nie wróciliśmy do domku, Tylko zabraliśmy transporter Fuksji i w drogę.

piątek, 21 października 2016

Krwista awaria

W piątek, w piątunio słoneczko wyszło i można było w końcu z podniesionym czółkiem i z uśmiechem na pyszczku. Można było w końcu poczuć się jesień. Brakowało tego. Nim jednak udaliśmy się na spacerek po Kochłowickim lesie to Pańcio zabrał się za naprawę tych zegarów. No i tak grzebał, coś kręcił i zaczęło działać. Okazało się, że była wuna luźnej wtyczki. No i po chwili już spacerowaliśmy. Postanowiliśmy nie wędrować nad jeziorkiem. Udaliśmy się w głęboki las.
no i morda sama się uśmiecha

czwartek, 20 października 2016

Deszczownia

A idźcie mi z tym poniedziałkiem. Mam nadzieję, że kiedyś pójdę spać w niedzielę wieczorkiem i obudzę się w piątek popołudniu. Niestety mimo wielu prób nigdy się to nie udało. Tak więc, zaczął się poniedziałek. Wstałem bo musiałem, wstałem i poszedłem na ten spacer po załatwieniu wszystkich porannych spraw. No ale po powrocie do domku mogłem dyskretnie wdrapać się na kanapę i po prostu zasnąć. Dobrze, że nikt mnie na niej nie widział, nawet krzątający się po mieszkanku Pańcio 
dobra drzemka nie jest zła - zwłaszcza w poniedziałek

niedziela, 16 października 2016

Champion

Piątek przed południem mieliśmy do załatwienia kilka ważniejszych i mniej ważnych spraw. Piątek był bardzo słoneczny i naprawdę cieszyłem się, że tak pięknie zapowiada się weekend. W każdym razie po krótkich i niezbyt wymagających spacerkach trochę czasu spędziłem w LaBuni czekając aż Pańcio wróci. Ostatnimi czasy nasze spacerki bardzo się ograniczyły, regenerujemy się. Powolutku i spokojnie wszystko leciało.
no już czekam i czekam

poniedziałek, 10 października 2016

Niespodzianka

Poniedziałek w zasadzie cały był podporządkowany temu co nastało przedpołudniem. Pańcio przytaszczył dość pokaźnych rozmiarów kopertę. Tak leżała schowana w torbie, ale naprawdę zarówno Fuksję jak i mnie bardzo mocno zaintrygowała. Coś w niej tak ładnie pachniało, coś bardzo mocno nas do niej ciągnęło - może to był zapach innego psiaka, nie wiem - po prostu było świetne. Pańcio w końcu się zlitował i wyciągnął tą paczuszkę i mogliśmy się nią zająć. Wąchaliśmy jak tylko się dało. Miałem takie wrażenie, że czuje innego basseta, ale nie mogłem za bardzo się na tym skupić, bo Fuksja już z pazurami i zębami dobierała się do środka.
czy tu czuję innego basseta?

niedziela, 9 października 2016

pożegnanie z przytupem

Powolutku nasz wyjazd dobiegał końca. Powolutku to wszystko się kończyło i już wszyscy byliśmy myślami w drodze do domku, a może i nawet w samym domku. Jednak przed wyjazdem musieliśmy zrobić coś spektakularnego.  W piątek z samego rana, czyli tuż po śniadanku i innych ważnych sprawach ruszyliśmy w drogę. Niezbyt daleko, ale i niezbyt daleko. LaBunia dość szybko i sprawnie zawiozła nas na miejsce. Okazał  się, że wylądowaliśmy w spokojnej mieście, w której miał zacząć się nasz wielki marsz. Zaparkowaliśmy na parkingu w mieście Goniądz nad samą rzeką Biebrza i ruszyliśmy. No dobra pięćdziesiąt razy wracaliśmy sprawdzić, czy auto zamknięte, ale w końcu ruszyliśmy
pierwsze kroki

wtorek, 4 października 2016

Niech moc będzie w łapkach

Poniedziałek to kolejny dzień w którym postanowiliśmy nie przestawać, nie odpoczywać. Na mapie znaleźliśmy miejsce zwane Pałacem Lubomirskich i postanowiliśmy je odwiedzić. Jednak pogoda była nie najlepsza i czekaliśmy z wyjściem. Robiło się coraz później i zapadła decyzja by ruszyć mimo wszystko. Droga nie była krótka i po cichu liczyliśmy, że z czasem stanie się cud i słońce wyjdzie. W trakcie drogi do celu co chwilę patrzyliśmy na niebo i to co widzieliśmy napawało nas optymizmem.
łyczek u celu