niedziela, 6 listopada 2016

Jak co wekend

Piątek się zaczął dość normalnie. Pojechałem z młodym do Weta. Tym razem nie wchodziłem i postanowiłem sobie jedynie posiedzieć w aucie i się wyspać. Nie spieszyło mi ze spacerowaniem, bo w drodze do LaBuni zrobiłem to co musiałem zrobić. Gdy ciśnienia brak to zdecydowanie lepiej jest drzemać niż przebierać łapkami. Czekałem w aucie na dobre wieści no i się doczekałem. Wizyta nie trwała najdłużej i okazało się, że młody jest już prawie zdrowy. Leki praktycznie już nie są potrzebne. Za kilka dni trzeba będzie podać mu drugie odrobaczenie i na dziesiątego ustalone zostało pierwsze szczepienie. Czułem, że młody ma się co raz lepiej, ale naprawdę nie wiedziałem, że aż tak szybko.
Ten dzień spędziliśmy na świętowaniu i wypoczywaniu. Ja unikałem spacerów, bo tak naprawdę jakoś mi się nie chciało chodzi, a koty już całkiem legalnie ganiały się za sobą i bawiły się razem. Najmniejszy pokój został odcięty od reszty leżącym krzesłem, czyli zwyczajowym murem, przez który ja nie przechodzę, jeśli nie mam w tym wyraźnego interesu.
gdzie są kotki?

Od czasu do czasu przerywałem swoją drzemkę i chciałem oficjalnie przywitać się z młodym, ale ten jakoś troszeczkę mnie unikał. gdy tylko zbliżałem się to niego to po prostu uciekał gdzieś i chował się. Ech na razie nie będę nalegał i w końcu pewnie sam do mnie przyjdzie.

no i sobie gdzieś uciekł

Młody tylko od czasu do czasu był bardzo aktywny, a tedy po prostu mnie unikał. Nie chciał się bawić nawet jak nalegałem. No ale może to przez to, że zazdrości mi uszu, czy coś. W każdym razie, młody głównie śpi i znalazł sobie do tego idealne miejsce. Wdrapuje się pod koc Pańci i układa w nogach. Gdy tak leży to absolutnie nic go nie rusza i jedyne co powoduje, że od czasu do czasu się rusza to jego zsuwanie się. W tedy tylko leniwie się wdrapuje i śpi dalej. Wybudzić go może jedynie wyciągnięcie go z jego gniazdka.

drzemka młodego

Wieczorem po chwilowej aktywności młody wybrał sobie fotel Pańcia i wiecie co - dogadali się i razem zmieścili na fotelu. Ja młodego jak zwykle zachęcałem do zabawy, ale ciągle był niezainteresowany. Po spacerku nocnym, kiedy w końcu położyłem się spać Pańcio zasiadł przy młodym i się miziali, ale wiecie co młody zrobił z tej całej radości? Popuścił na kocyk, tuż po tym jak Pańcio poszedł spać. Cały czas był miziany i tak się odwdzięczył. Zrzuciliśmy to na barki młodzieńczości.

młody ty śpisz? 

drzemka 

Na sam koniec zostawiłem Wam najgorszą informację. LaBunia się popsuła i musiał przyjechać opiekun Franka i wymontował, popsutą część. Z rana będziemy jechać z nią do naprawy. Okazało się, że poprzednia nasza awaria to najprawdopodobniej następstwo tego co teraz kompletnie się popsuło. Alternatorator, czy jakoś tak bo o nim mowa. Taka pierdoła a potrafi napsuć sporo krwi.
W sobotę skoro świt wyciągnął mnie Pańcio z legowiska. Ledwo zdążyłem zjeść a już wychodziliśmy. Słońce jeszcze nie wstało i też jak ja dopiero powolutku gramoliło się do życia. Pańcio dał mi się wysikać i tłumacząc, czemu to robi założył mi kaganiec. Bardzo się tym zasmuciłem, ale powiedział mi, że w autobusie przecież pieski muszą mieć kaganiec. No jakoś to starałem się rozumieć i po chwili oczekiwania wsiedliśmy do wielkiego autobusu. Podeszliśmy do kierowcy celem zakupu biletów. Trochę niemiły i zaspany Pan sprzedał nam bilety. Znaczy jeden cały dla buły i połówkę dla mnie. Nie mieliśmy pojęcia czy tak trzeba, czy to nie za mało, ale kierowca nic a nic nam nie podpowiedział. No nic i zaczęła się jazda do sklepu. Z ciekawością rozglądałem się po autobusie, wąchałem wszystkich wsiadających i wysiadających. 
w autobusie

W końcu udało nam się dotrzeć na miejsce i Pańcio szybko zostawił naszą popsutą część i piechotką udaliśmy się do Gliwic, do mieszkanka z kafelkami. Było bardzo fajnie. Spacerek był bardzo przyjemne. Słoneczko świeciło drzewa się "jesieniowały". Wędrowaliśmy ulicami Zabrza, które po chwili zmieniły się w park a chwilę później trafiliśmy do lasu. Drzewa przyciągały wzrok i tworzyły wspaniały dywan pod stopami. Liści było pełno i w słońcu robiło to wspaniałe wrażenie. W lesie było sporo biegaczy. Bardzo ciekawe było i bardzo przyjemnie. Przekroczyliśmy dwa razy torowisko i w końcu dotarliśmy do celu naszej podróży. Bardzo żałowaliśmy, że nie zabraliśmy ze sobą aparatu, no ale do plecaczka się nie zmieścił.
no i w liściach

no wchodzimy do parku

ale tu ładnie

no to co idziemy?

no, radość ma jest wielka

idziemy torami

Gdy my tak zdobywaliśmy kilometry to w domku kociaki robiły to co najlepiej potrafią. Fuksja preferowała parapet na którym w blasku słoneczka wypatrywała jakiś ciekawostek za oknem, a młody przecież położył się spać u Pańci w nogach. Powiem, że im nie zazdrościłem, ale wolałbym tego nie wiedzieć.
Fuksja na warcie

młody śpi

My w mieszkanku z kafelkami chwilę balowaliśmy. Dostałem pyszne parówki i każde otwarcie lodówki było pod moją pilną obserwacją. Trochę nabrudziłem, trochę obśliniłem i się ciepło pożegnaliśmy. Na całe szczęście nie musieliśmy już dreptać na piechotkę. Zabraliśmy pożyczonego Fordziaka i ruszyliśmy w drogę do domku. Co prawda to nie nasza LaBunia, ale jeździ i szczęśliwie pędziliśmy do domku. Tutaj mogłem sobie pośmigać na przednim foteliku. Jazda super była i z przedniego fotelika to wszystko wygląda na bardziej. Oczywiście zamiast podziwiać świat to poszedłem spać!
dawaj parówę!

jadziem!

W domku jak to w domku. Odpoczywanie i ciągle wąchanie za jedzeniem. Pańcio na chwile zniknął bo pojechał odebrać naszą naprawioną część. Niestety mimo wszystkich starań nie udało nam się tego założyć. Po pierwsze z Pańciem nie mamy pojęcia jak to się zakłada - a opiekun Franka przyjechać nie mógł. Pozostało nam tylko czekanie na jego poniedziałkową wizytę. Tym czasem koty jako tako się ze sobą dogadywały w trakcie sprzątania mieszkania a ja się trochę z Pańciem pobawiłem szarpakiem. Ta sobota była już bardzo, ale to bardzo spokojna. Trochę poganialiśmy się, ale nie było żadnych niebezpiecznych zabaw. Koty jednak trzymały dystans względem siebie i unikały dzielenia jednego miejsca do spania. Młody wszystkim się bawił, a Fuskja na to po prostu patrzyła z politowaniem. Muszę jednak zauważyć, że trochę się uzupełniają. Fuksja skacze za zwiniętymi w kulkę paragonami, a gdy wylądują przestają ją interesowąć. Tutaj wkracza młody i zabiera się za te papierki. Idealna symbioza, która skończyła się, gdy zacząłem gonić te kociaki. Oba czmychnęły do kuchni i pochowały się pod szafkami, a chciałem się tylko z nimi bawić.  
młody panuje nad mopem

Fuksja i jej dezaprobata dla głupich zabawch

no weź pogłaskaj małego piesia

Po spacerku w końcu przyszła noc i przenieśliśmy się do sypialni.Tylko koty zostały w salonie dzieląc się szezlongiem Pańci. Ech jednak jeśli powierzchnia do spania jest odpowiednio duża to mogą ją ze sobą dzielić.
śpiochy

W niedzielę mimo braku LaBuni, a raczej jej niedyspozycji postanowiliśmy, że będzie bardzo aktywny. Koty z rana były leniwe. Fuksja stała na straży i oglądała świat przez okno. Młody tymczasem po porannej toalecie, którą zrobił Pańcio został przetransportowany do sypialni. Nigdy do niej sam nie wchodzi więc była to dla niego nowość, podobnie jak dla Borowskich. Chwilę poleżał na łóżku i dał się pogłaskać i pofiglował. Niestety w końcu głód wszystkim zajrzał w oczy i leniuchowanie się skończyło. Zaczęło się. Aktywnie ruszyliśmy!
koci wartownik

no może mnie pomiziać!

ale już starczy!

My korzystając z pięknej pogody udaliśmy się na spacer. Nie mógł to być jednak jakiś taki zwykły spacerek pod domkiem. Wsiedliśmy w Fordziaka i ruszyliśmy w drogę głośno i wylewnie żegnając się z kocią bandą i Pańcią. Fordziak szybciutko nas zawiózł na miejsce - nad jeziorko Starganiec. Oczywiscie gdy dotarliśmy na miejsce to słońce się chowało za chmurkami. Na szczęście im dalej w las tym więcej słońca. Czasami jak przebijało przez chmury to miałem wrażenie, że jest lato. Porę roku zdradzał jedynie kolor liści. Naprawdę to był dobry pomysł aby pojechać na spacer właśnie w to miejsce. Po krótkim spacerku na piaszczystej plaży udaliśmy się dalej - w las. Spacerek po plaży to było istne wariactwo z mojej strony, ale co tam przecież czasami tak poważny psiak jak ja musi sobie poszaleć.
już zaraz idziemy dalej

no to biegniemy!

Spacer po lesie to jak zwykle jedna wielka przyjemność. Biegałem od krzaczka do drzewa a zapachy wodziły mnie za nos. Raz prowadziłem ja, a raz prowadził Pańcio. Najfajniejsze było to, że Pańcio pozwalał mi decydować, gdzie idziemy i w jakim tempie. Była okazja aby przycupnąć na chwilę przy kałuży i napić się tego i owego. W ogóle nie przeszkadzało mi, że kilka razy musieliśmy się wrócić do droga nagle stała się ścianą drzew. W ogóle dużo było śmiechu z tym, że kilka razy tak zaplątałem się o drzewa i krzaki, że prawie już sięgaliśmy po nożyczki albo siekierę. Po drodze spotkaliśmy kilka osób a nawet rowerzystę, którego zwiadowcą był taki wyżeł lub coś podobnego. Młody półroczny pies a wielki jak koń. Przywitaliśmy się i posłuchaliśmy o sobie komplementów od człowieków i ruszyliśmy każde w swoją stronę. W między czasie nasłuchiwałem śpiewu ptaków - tych ostatnich co się jeszcze nie wybrały za morze. Zrobiliśmy malutki postój przy stertach ściętych drzew. W końcu gdy dotarliśmy do zabudowań jakiegoś osiedla obróciliśmy się na pięcie i kierowaliśmy się już w stronę auta. Droga była dość daleka, ale na szczęście poszliśmy zupełnie inaczej i o dziwo nie zabłądziliśmy i wiecie co - było równie wspaniale. 
to biegacz, czy przynęta?

zapachy jesieni w wiosennym lesie?

o wyjątkowy patyczek, inny niż wszystkie

no weź człowiek odplącz

no i znowu

weź, człowiek przestań się wygłupiać i odwiąż

poczekaj, tam ptaszki śpiewają

no chodź nie ociągaj się tam z tyłu

mały łyczek z błotka

a teraz z kałuży

chwila przerwy

pędzą rowerzyści

czas wracać

będę pierwszy przy aucie

W końcu dotarliśmy na plażę z której startowaliśmy. Tam nagle pokazało się, że było całkiem sporo ludzi, co bardzo ale to bardzo mnie zaskoczyło. No, ale niestety nikt się nie kąpał, więc i ja nie wparowałem do wody. W drodze do autka byłem jeszcze wyczesywanie i w końcu jechaliśmy do domku - już się zmęczyłem i stęskniłem.  Tym razem całą drogę obserwowałem. Wszystko śmigało za szybą, rozmazywało się, a silnik wył niczym krwiożercze bestie walczące w jaskini o łup, a na liczniki było 50. Rakieta.
ale ludzi

wracamy do domku a ja pilot

W domu niedzielne kocie harce. Młody krzątał się gdzie tylko się dało. Raz zaczepiał człowieków a raz po prostu się bawił. Zaczepiał Fuksję. Ich zabawy czasem wyglądały bardzo niebezpiecznie i brutalnie. Młody czasem nawet piśnie. Jednak chyba im się to podoba, bo przecież nie przerywają zabawy i młody goni za Fuksją. W końcu się opanowali, gdy ja chciałem się pobawić z młodym. On niestety na razie ze mną bawić się nie chce i czasem syknie, czasem prychnie, ale zwykle ucieka. Kiedy na 100% do mnie przyjdzie, a wtedy ja oczywiście, będę się chciał z nim bawić. W końcu poszliśmy spać. Noc nas przywitała. Ja na pontonie, a swoim legowisku na drapaku. Tymczasem młody znalazł sobie miejsce drapaku kartonowym. Trochę to dziwne, zważywszy, że jest nierówne i twarde. No ale za kotami nie trafisz. Do ugryzienia!
ej pobaw się 

w samotni

młody się bawić ze mną nie będzie

Fuksja u siebie

młody u siebie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz