środa, 15 lutego 2017

II Gliwicki Walentynkowy Psi Spacer Wielorasowy

W niedzielę ciężko mi się wstawało. Mimo iż pogoda bardzo się zapowiadała. Nawet śniadanie się opóźniło a ja sobie drzemałem, to tu to tam i cierpliwie czekałem aż pójdziemy. Coś tam Pańcio mówił, że miał być jakiś spacer, a my siedzimy i się lenimy. Aż tu nagle bach i już wychodzę i nagle bach i siedzę w aucie. Ledwo zdążyłem puścić małe siku. Jedziemy. Odbieramy Pana z fajką i jedziemy dalej. Nasza droga zdaje się nie mieć końca, a dzielna LaBunia nas wiezie. Nie kapie i nie pęka a to najważniejsze. Nagle zjechaliśmy z głównej drogi i po małej chwili byliśmy pokierowani przez jakiś Panów na parking i wysiedliśmy. Długo się żegnaliśmy z LaBunią, ale w końcu odeszliśmy.
żegnamy się z LaBunią (foto Na Wypad z Psem)

wtorek, 14 lutego 2017

Katastrofalna katastrofa

W poniedziałek ruszyliśmy do Bojkowa. Fordzik mimo wieku dał sobie radę. Jechaliśmy dość wolno i głośno, ale ciągle do przodu. Już całą tylną kanapę zdążyłem "zasierścić". W Bojkowie musieliśmy przestawić LaBunie. Zimno było bardzo a kierownica bardzo ciężko się kręciła. Awaria dała o sobie znać. Gdy zaparkowaliśmy ją na właściwym miejscu to zabraliśmy się za wymontowywanie z niej kierownicy i innych takich  rzeczy.Tak zaopatrzeni ruszyliśmy w drogę do domu a raczej do Piekar Śląskich, gdzie to wszystko zostawiliśmy u Pana, który zajmował się obszywaniem takich rzeczy. Potem trochę smutni i zmęczeni wróciliśmy do domku jeszcze zahaczając o sklep. Miałem dość tego dnia i naprawdę marzyłem tylko o spaniu. Całe szczęście nikt mi zdjęć nie robił a człowiek w ogóle nie robił zdjęć. Jedynym pozytywem było to, że Farcikowi wypadł pierwszy mleczny, nadmiarowy kieł.

poniedziałek, 13 lutego 2017

Tydzień zmian

O świcie wstaliśmy i tylko zastanawiałem się po co? Nie chciało mi się i nie widziałem takiej potrzeby, ale przecież bez spaceru i jedzonka nie można żyć. Słoneczko dopisało i jadąc na zakupy zahaczyliśmy o dzikie tereny w centrum miasta. Taki ni to park, ni to miasto. Po prostu teren po jakiś budynkach. Pewnie jakieś ładne kamienice, które nie nadawały się do zamieszkania zamieniły się w kupę gruzu, która zarosła drzewami. Sądząc po rozmiarze drzew musiało być to bardzo dawno temu, a przynajmniej przedwczoraj. No ale ja nie jestem ekspertem, więc moje oceny nie mogą być, zbyt trafne.
ale ubity ten śnieg

piątek, 3 lutego 2017

Fredziokalipsa

W piątek o świcie, czyli zaraz po tym jak człowieków obudziłem i po tym jak zjedliśmy śniadanko ruszyliśmy na zwiedzanie okolicy. Wyciągnąłem Freda i pokazałem mu moje okolice o poranku. Ja byłem zachwycony a Fred jak zwykle dreptał z nosem przy ziemi i coś wąchał i w ogóle się nie zachwycał. Jego naprawdę nie da się niczym zachwycić, no może oprócz... a nie jedzenie też go nie zachwyca - to gbur i tyle.
ty patrz jakie piękne słońce!

środa, 1 lutego 2017

nieoczekiwany Gość

W poniedziałek z rana nigdzie daleko nie jechaliśmy - o nie. Postanowiliśmy pozwiedzać najbliższą okolicę. W zasadzie to dawno tam nie byliśmy tak naprawdę chcieliśmy zagłębić się w ten dziki las na około nas. No i ruszyliśmy. Słońce świeciło, więc wędrowaliśmy z uśmiechem i radością. Wkroczyliśmy w las szybko i szybko okazało się, że to była dobra decyzja. Szybko poznałem te wszystkie miejsca. i szybko czułem się jak w domu. Ogarnąłem najbliższe kąty.
ja to miejsce dobrze znam