piątek, 3 lutego 2017

Fredziokalipsa

W piątek o świcie, czyli zaraz po tym jak człowieków obudziłem i po tym jak zjedliśmy śniadanko ruszyliśmy na zwiedzanie okolicy. Wyciągnąłem Freda i pokazałem mu moje okolice o poranku. Ja byłem zachwycony a Fred jak zwykle dreptał z nosem przy ziemi i coś wąchał i w ogóle się nie zachwycał. Jego naprawdę nie da się niczym zachwycić, no może oprócz... a nie jedzenie też go nie zachwyca - to gbur i tyle.
ty patrz jakie piękne słońce!

Ja jednak się nie załamywałem i namówiłem Pańcia, abyśmy zabrali Freda na wybieg do Parku Śląskiego. No więc jeszcze przed południem ruszyliśmy w drogę. LaBunia dzielnie przyjęła nas na swój pokład. Nawet nie buczała, że nas tak dużo jest.  Na miejsce dotarliśmy nadspodziewanie szybko i od razu udaliśmy się w trybie pilnym na wybieg. O dziwo mimo tak wczesnej pory na wybiegu były psiaki. Ja po przekroczeniu bram od razu ruszyłem w tango. Ganiałem się z psiakami i to mimo, że żadnego wcześniej nie znałem. W czasie, gdy ja szalałem to  Fred kręcił się przy wyjściu i wąchał. No gbur po prostu gbur. W dodatku bardzo nietowarzyski i niekulturalny. Z czasem udało mu się zmienić obiekt zainteresowania i wąchał drzewo po przeciwnej stronie wybiegu. Nawet podążał trochę za Pańciem, ale o zabawie z kimkolwiek to nawet nie było mowy. Im więcej czasu tym Fred sprawiał wrażenie, bardziej otwartego i nawet udało mu się z kimś przywitać. Ech no sukces pierwsza klasa - byli byśmy jeszcze z dziesięć lat na wybiegu to kto wie może by z kimś pobiegał i stałby się dusza towarzystwa. Choć przypuszczam, że i ten czas mógłby być trochę za krótki.
cześć?

mróz a tu miska wody z wodą

on jest starym samotnikiem...


Koniec końców wybieg zaczął się opróżniać i zostaliśmy sami. Miałem więc czas aby pobawić się z Pańciem. Chciałem aby Fred się dołączył, ale wiecie - gbur. Ja się wymęczyłem zabawą i ganianiem za patyczkiem. Sporo wysiłku wymagało noszenie takiego wielkiego badyla. Niestety i on w końcu nie wytrzymał moich potężnych szczęk i się popsuł. To mogło oznaczać tylko jedno - czas wracać do domku i odpocząć i iść spać.
pędzę 

na pełnym gazie

no wyślizgnął mi się, ale ogarniam

W domku nie było jednak zbyt wiele czasu na odpoczywanie i na spanie. Dość szybko ruszyliśmy z Pańciem na jeszcze jeden dłuższy spacerek. Pojechaliśmy nad jeziorko w Rudzie Śląskiej. Jest dość blisko i trzeba korzystać ze słonecznej aury puki możemy. Zaparkowaliśmy autko, tam gdzie zawsze i już po chwili dreptaliśmy nad jeziorko. Spacerek był wielką frajdą. Co chwilkę zaczepiałem Freda i zachęcałem do zabawy. Chciałem aby się oderwał od wąchanie, ale on co najwyżej to warczał na mnie.
no pobaw się ze mną

Z daleka widzieliśmy kilka piesków, z jednym nawet udało nam się pogadać. W zasadzie to się z nim mijaliśmy co chwila i okazji do rozmów mieliśmy sporo. Znowu miałem okazję obserwować krzątające się po wodzie ptaki. Zimowa aura i ptaki to naprawdę świetne połączenie a to wszystko skąpane w słońcu. Mógłbym na to patrzeć godzinami, ale żołądeczek zaczął się odzywać - to przyszedł głód. Najwyższa pora, aby wracać do domku.  
ptaki

o ktoś wraca

W domku każde z nas zabrało się za jedzenie tego i owego w swoich miseczkach. Każdy jadł ze smakiem i o dziwo Fredu zajadał się suchym. Myślałem, że drugiego dnia już mu przejdzie i wróci do grymaszenia. O dziwo tak się nie stało i wyglądało, że już mu się humor poprawia. Pewnie tęskni, za swoim domkiem, ale nie potrafi zrozumieć, że przecież nie zostanie z nami na zawsze. Trzyma się blisko Pańci jak tylko może i po prostu śpi. Jest jednak bardzo czujny, bo gdy tylko któryś z domowników zbliża się do drzwi wyjściowych to dziwnym trafem on już tam jest. W końcu poszliśmy spać. Bo to był bardzo męczący dzień.
niby kanapa jest, ale kocyk jest super

dobranoc

W sobotę rano znowu wyszliśmy na spacer aby pokazać Fredowi okolice. Tym razem udało się go od czasu do czasu dostrzec jak podnosi głowę. Kto wie może spodobało mu się to co widzi a może po prostu czekał na nas aż pójdziemy dalej. My mimo wyraźnej potrzeby spacerowania dostrzegaliśmy otaczające nas wszystko. On natomiast dostrzegał tylko ziemię i nas jak czekał. Może z powodu wieku on taki jest, może on już widział wszystko. Kto wie może, gdy na mojej głowie będzie las siwych włosów to też będę wszystkim znudzony.
idziecie?

no co się tak ociągasz?

śnieg, nawet to może cieszyć

Po powrocie do domku byliśmy zmęczeni. Razem z Fredem okupowaliśmy nóżki Pańci. Tam było nam najwygodniej i najprzyjemniej.  Zresztą nie mieliśmy innego wyjścia. Moja kanapa, moje legowisko stało w drugim końcu pokoju a ponton cały był zajęty. Fartowi się spodobał pomysł pontonu i dywanika. Jak jest się zmęczonym, to nie ma sensu gryźć się z takim młodziakiem. Zmęczenie jednak czasami przyczynia się do tego, że wyglądamy na jakiś słabeusz. A niech młody się nacieszy.
blisko, bliżej, Furiat

wygodniś

Po obiadku, lekkim obiadku pojechaliśmy razem z Pańcią w drogę daleką, bardzo daleką. Nie wiedziałem ani gdzie jesteśmy, ani po co. Człowieki sobie poszły, zostawiając nas w aucie - i dobrze, bo mogliśmy sobie pospać.  Po jakimś czasie wrócił Pańcio i nas wyprowadził. Pochodziliśmy sobie w pobliżu auta a po chwili pojawili się opiekunowie Freda. Najpierw zobaczyłem ich ja a potem Fredzio. Powitaliśmy się bardzo mocno ale na chwilę, bo zaraz przyszedł czas pożegnań. Oni pojechali z Fredem, Pańcio też poszedł, ale tylko na chwilkę. Wrócił już z Pańcią i pojechaliśmy. Długo trwało nim dotarliśmy do domku, bo jeszcze pojechaliśmy w odwiedziny do najmłodszego. W domu wszyscy padliśmy jak kawki. Nawet koty spały jak susły, mimo iż zwykle o takiej godzinie latają jak szalone.
spacerek malutki

na nóżkach

zmęczony ja

Niedziela była dniem relaksu. Udaliśmy się na spacerek po Parku Śląskim. Zaparkowaliśmy daleko z tyłu i ruszyliśmy na zwiedzanie. Miało być spokojnie i tka też było. Trochę brakowało mi Freda. Ze wszystkimi jego przywarami to jednak towarzysz obok jest super. No niestety maszerowałem sam z Pańciem. Przy okazji zauważyliśmy znak - nad jeziorem, o zakazie kąpieli psów. Park Śląski coraz bardziej odpycham nie od spacerów po nim. Jest malowniczy, jest duży i różnorodny, ale z drugiej strony jest tam bardzo wiele miejsc, gdzie psiak może wejść. Ech z takim niesmakiem wędrowałem w kierunku planetarium. Przy okazji co chwilę sprawdzałem, gdzie jestem. Aby poprawić mi humor Pańcio pozwolił mi na bieganie za patyczkiem. Sporo radości z tego miałem i nawet nie wiedziałem kiedy minęliśmy gwiezdny budynek. Nie było czasu żałować bo przez pole posągów i rzeźb przewędrowaliśmy na główną aleję parku, która powolutku prowadziła nas w stronę autka. 
a gdzie Fredio?

a gdzie my jesteśmy?

pędzę z patyczkiem

W ogóle na spacerku mieliśmy okazję po raz pierwszy wypróbować smycz, która otrzymaliśmy dzień wcześniej w ramach reklamacji. W porównaniu z poprzednią działa i ma inny kolor, ale i tak była super. Szaro niebieski to prawie fioletowy, przynajmniej tak mi się wydaje. Zwija się i rozwija płynnie a więc super. Pasuje zarówno mi jak Pańciowi. W drodze do LaBuni Pańcio zgrywał się ze mnie. Pozwalał mi wchodzić na murki, a potem nie pomagał z niego zejść. Taki śmieszek z niego. No dobra, prawda jest taka, że ja od czasu do czasu potrzebowałem pomocy aby znaleźć zejście i człowiek mój mnie kierował.
no i jak ja mam teraz zejść?

ale jak to wrócić?

Po powrocie do domku okazało się, że Pacia i koty wycinają materiały. Robią to na podłodze a ja chciałem się dołączyć, ale rycząca Fuksja nie dała mi nawet szans aby o tym pomyśleć, co dopiero realizować ten pomysł. Musiałem wyczekać na odpowiedni moment. Gdy koty udały się na spacerek po mieszkaniu a w zasadzie w poszukiwaniu jedzenia w miskach to ja od razu hyc i leżałem na materiałach. Byłem szczęśliwy, ale to niestety nie podobało się wszystkim. Po kilku prośbach ze strony Pańci przesunąłem się kawałeczek dalej. Wszyscy byli szczęśliwi. Pańcia mogła wycinać, ja mogłem spać blisko niej, materiały były czyste i mogły być wycinane aby stworzyć toś pięknego - oczywiście w rękach Pańci. Ta niedziela skończyła się dobrze. Po takim pełnym emocji weekendzie mam nadzieję, że tydzień będzie spokojniejszy. Do ugryzienia!
strażniczka materiałów

przy materiałacha

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz