piątek, 9 września 2016

nakrętka do nakrętki

Tydzień zaczyna się od poniedziałku, a my postanowiliśmy rozpocząć ten tydzień z przytupem. No więc ruszyliśmy na wybieg. Nie z rana, bo ten spędziłem na malutkim spacerku i długim spaniu. Popołudniu po całych porządkach i relaksie nagle wsiedliśmy w LaBunie i pojechaliśmy do Gliwic, gdzie czekała na nas Wiki. Z nią szybko wróciliśmy i odebraliśmy Pańcie. Całą ekipę zabraliśmy do dentysty a sami pojechaliśmy na wybieg. Liczyłem na doskonałą zabawę w dużym godnie, a tym czasem były dwa malutkie psiaki. "Rodzeństwo" znaczy się od jednej Pańci. Zupełnie niepodobne do siebie psiaki, z których jeden był całkiem otwarty i przyjazny a drugi trochę wycofany. Z tym pierwszym trochę się przywitałem i trochę pogadałem. Byliśmy jednak trochę do siebie zdystansowani.
witam!!
W między czasie na wybiegu pojawił się kolejny piesek. Ten bardzo lękliwy, a ja oczywiście starałem się jakoś z nim pobawić, jednak na wszystkie moje zaczepki się wycofywał. Szczekałem i merdałem ogonkiem a ten psiaczek pozostawał nieczuły i niewzruszony. Trochę poskakałem, ale nasza czadowa zabawa pozostała przerwana przez padający z nieba deszcz. Szybka uciekliśmy do LaBuni i podjechaliśmy poczekać na dziewczyny. 
ten nie chciał się bawić

mały przyjazny biegacz a w tle LaBunia

Gdy w końcu się zjawiły to akurat deszcz przestał padać. Okazało się, że pod LaBunią była kolorowa tęcza. To zły znak, to znak, ze coś wycieka. Odwieźliśmy Wikę i spokojnie wróciliśmy do domku, całkiem normalnie, zapominając o całej sprawie, aż do następnego poranka.
We wtorek mieliśmy całkiem sporo do załatwienia, a jadąc rano odwożąc Pańcie okazało się, że coś nie tak ze skręcaniem jest. Po dyskretnym otwarciu maski okazało się, że są pewne niewielkie braki a ilości płynu w układzie kierowniczym. Ech no to rozwiązała się zagadka wycieku.  Dolaliśmy płynu i pojechaliśmy do Bojkowa aby się szybko temu przyjrzeć. Wszystko wskazywało na to, że to chyba się rozszczelnił wąż - jakaś uszczelka czy coś. Pańcio tak mówił, a ja nie miałem okazji tego zobaczyć, bo najnormalniej w świecie człowiek mi nie pozwolił. No nic nie było czasu na naprawę i pojechaliśmy załatwiać dalej inne ważne rzeczy.  Po wszystkich ważnych rzeczach wróciliśmy do domku, aby odpocząć, aby dołączyć do Fuksji w jej wykańczającej pracy. W każdym razie było spokojnie i leniwie. Popołudniu ruszyliśmy po Pańcię, aby szybko wrócić i zjeść.
idziemy po Pańcię

W końcu mogliśmy całkiem spokojnie, bez żadnych obowiązków i problemów zająć się tym, co chcemy, oglądaniem seriali. Ja wszystkie przespałem, za to Fuksja z wielkim zainteresowaniem oglądała kolejne odcinki. To prawdziwa kobieta, serialowa kobieta.

no weź nie zasłaniaj

Środa była jeszcze bardziej aktywna i ważna niż poprzedni dzień. To nie było jakieś tam jeżdżenie, czy diagnostyka LaBuni. Zabraliśmy ze sobą zbierane kilka miesięcy kapsle. Długie miesiące zbierania nakrętek plastikowych zmieściło się w jednej torbie (strona projektu). LaBunia mimo bycia kapuśniaczkiem dowiozła nas do Katowic. Stanęliśmy przed miejscem, które wywoływało we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony schronisko dla zwierząt to wspaniałe miejsce w którym ratuje się te bezdomne i porzucone zwierzaki a z drugiej strony bardzo bałem się tam wejść, bo czułem tam jakąś negatywną energię i strach. Pańcio mimo wszystko mnie przekonał i weszliśmy do środka, do biura, gdzie przekazaliśmy nasze skarby miłej Pani. Bardzo nam podziękowano a wychodząc spotkaliśmy pieska, na smyczy, miał takie smutne oczka, chyba szedł do gabinetu lekarskiego. Minęliśmy się obserwując. Życzyłem mu dużo dobrego. Na szczęście szybko się ewakuowaliśmy i pojechaliśmy do hot dogi, te takie w sklepie z meblami i jeszcze kupić płyn do LaBuni. Odwiedziliśmy jeszcze wybieg dla psów w Parku Śląskim. Liczyłem, że będą Figa i Baks, ale niestety - byłem całkiem sam.

no dobra zanosimy tam

Schronisko w Katowicach

Wybieg od czasu "remontu" się trochę zmienił. Nie znaleźliśmy dziur w płocie. Bramka troszkę się nie inaczej zamyka. Powolutku sobie pooglądałem wszystkie zmiany w postaci nowych zabawek z opon. Jednak wybieg bez innych psów jest nieciekawy i postanowiliśmy wracać do domku. Jeszcze troszkę po drodze naczekaliśmy się na odbiór łańcuszka z naprawy i w końcu wylądowaliśmy w domku. O tak, to jest to!
w dzikich chaszczach na wybiegu

miska pełna, ale trochę piłem

góra patyczków w dole

Po długim, bardzo długim wypoczynku razem z Pańciem udaliśmy się na spacerek po naszej "górze". Piękna pogoda i przyjemna temperatura pięknie sprzyjała takim wyprawą. Obwąchałem wszystko po drodze. Chwilę zakręciłem się przy obalonym na drogę drzewku. Ten spacerek był połączeniem przyjemnego z pożytecznym. Przyjemny bo spacerek, a pożyteczne, bo po Pańcie. Dużym łukiem zmierzaliśmy w stronę Pańci, ale robiliśmy to bardzo powoli i udało nam się dotrzeć na czas. Akurat gdy Pańcia wychodziła my stanęliśmy pod bramą. Wszyscy razem wróciliśmy do domku by odpoczywać i się relaksować. Do ugryzienia!
na spacerku wącham rzeczy do wąchania

olaboga a to coś złamanego

a co tam się dzieje

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz