piątek, 16 września 2016

babysitter jak się patrzy

Ja wiem, że dawno nie pisałem, ja wiem, że mam wielkie zaległości. Naprawdę jednak mam sporo na głowie. Przepraszam, za opóźnienia i bez owijania w bawełnę przejdę do opisania ostatniego weekendu, ale w telegraficznym skrócie, bo właśnie się pakujemy powoli i jutro ruszamy w drogę.  No dobrze więc zaczynamy. W sobotę do południa było leniwie, ale było to tylko przygotowanie do masy atrakcji i męczarni popołudniu. No właśnie nagle wskoczyliśmy do LaBuni i pędziliśmy. No dobrze, nie do końca pędziliśmy, bo przypominam, że LaBunia ciągle kapusia. W każdym razie pojechaliśmy na wieś odwiedzić najmłodszego w rodzinie. Okazało się, że jego rodziców nie było i to my mieliśmy zająć się tym brzdącem. Dobrze, że człowieki mnie mają, bo z pewnością nie dali by sobie rady. W każdym razie zaczęliśmy od zjedzenia obiadku.
zapoznanie

Mały człowieczek nie bardzo chciał jeść i pić też jakoś mało, ale za to bardzo był mną zainteresowany. Zresztą ja też się im interesowałem a zwłaszcza jego jedzonkiem. To było bardzo pilnowane, więc nie było co liczyć. W każdym razie sprawdzał mnie nóżką a ja go noskiem. On mnie ugniatał po pleckach i za ogonek mnie łapał a ja go lizałem i moczyłem noskiem. Ech oboje byliśmy bardzo zadowoleni z tego faktu. W każdym razie po tym wszystkim udaliśmy się na długi spacerek. Słoneczko i ciepełko sprawiło, że spacerek był bardzo męczący, ale dawaliśmy radę. Dreptaliśmy po "mieście" Mały człowiek ciągle za mną wyglądał i to nie zależnie czy był na rączkach u człowieków, czy też w wózku. Gdy w końcu usnął to my zaczęliśmy wracać, a kawał drogi był przed nami. Na szczęście w zdążyliśmy w sam raz na rozpoczynający się grill. W między czasie widziałem koniki, krówki i dużo wesołych kotków, że o zażartej rozmowie z jednym lokalnych nie wspomnę.


piechotą będę szedł...

hej

daleko jeszcze?

zażarta dyskusja

W ogródku odpocząłem dość porządnie, nawet miałem okazję spróbować kiełbaski prost z rusztu. W miedzy czasie człowieki trochę pochodzili z najmłodszym. Przed malutkim kolejnym spacerkiem trzeba było zmienić pieluchę. Powiem Wam, że to trochę dziwne, bo te małe człowieki mogli by załatwiać się na dworze jak przystało na cywilizowanych.  Mimo całego zniesmaczenia zaistniałą sytuacją pomagałem w zmianie pieluszki. Została ona przekazana mi do paszczy i grzecznie zaniosłem ja do kosza na śmieci. Co prawda człowiek szedł ze mną, ale mimo wszystko dałem radę. Potem malutki spacerek po którym człowiek zjadł a ja z Pańciem poszedłem na zachód słońca. Zobaczyć co nieco i pozować. Ostatecznie wróciliśmy do domku, gdzie jeszcze chwile towarzyszyliśmy w kąpieli, jedzeniu kolacji i powolutku zebraliśmy się z Pańcią do autka. Przy okazji zjadłem resztkę obiadku. W zasadzie było tego całkiem sporo.
co tam słońce - patrz na mnie!

Zmęczony, ale szczęśliwy wróciłem do domku i po prostu padłem jak kłoda. Obudziłem się w sam raz na wyjście. Znowu nie było spacerku, tylko sniadanko i pojechaliśmy. LaBunia dzielnie nas wiozła i zatrzymała się pod Parkiem Chopina. Tam było trochę namiotów, piękna scena. Liczba człowieków wzrastała z minuty na minutę. Najważniejsze jednak były psiaki i kotki do adopcji. To dla nich była ta wspaniała impreza. To dla nich ta cała zabawa. Spotkaliśmy swoich przyjaciół. Najpierw była Gaje ze swoją Pańcią. Potem miłego Krzysztofa, który robił nam kilka zdjęć. Na sam koniec pojawili się Tiją z Na wypad z psem i po prostu W między czasie przewinęło się kilkoro znajomych i całkiem sporo głaskaczy. Na scenie podziwialiśmy psiaki do adopcji. Jeden wyjątkowo przypadł mi do gustu, ale lepiej wam mówić o tym nie będę. Najwięcej zabawy sprawiło mi podziwianie sportowców. Psiaki wspaniale wytresowane i cieszące się bieganiem po torze z przeszkodami. Skakały, przechodziły przez tunele. Obserwując to miałem wrażenie, że to musi być bardzo męczące. Były nawet wyścigi, ale słońce dawało nam się we znaki i po prostu wrócili sobie do domku aby leniuchować i odpoczywać zaraz po pokazie umiejętności wykonanym przez Gaję. Impreza była wspaniała i z tego co wiem, kilkoro zwierzaczków znalazło swoje domki.  Jeśli chcecie poznać niektórych z nich to zapraszam na stronę Schroniska w Gliwicach.

eeee też tak umiałem, jak byłem młody

ja mokry i brudny?

z opiekunką Gajeczki

z Tiją (foto - Na wypad z psem)

e też bym tak pobiegł, ale uszy moje straciły kondycję (foto - Krzysztof Kranz)

obserwujemy biegaczy torowych (foto - Krzysztof Kranz)

poznajemy nowych kolegów (foto - Krzysztof Kranz)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz