środa, 22 stycznia 2014

Tropiciel

Po pierwsze nadeszła pora na rozwiązanie KONKURSU. Prawidłowa odpowiedz to:
w dniu 16.01.2014 Wasz Furiat ważył 11 kilogramów i 400 gramów
Z nieznanych mi powodów nikt nie udzielił takiej odpowiedzi, ale najbliżej prawdy była:
która 17 stycznia 2014 10:17 napisała
"Hmmmm żeby się nie obraził 11 kg"

Oczywiście gratuluje zwyciężczyni i proszę o kontakt z moimi ludźmi celem podania adresu do wysyłki (borowski.artur@gmail.com).


Na szczęście to nie jedyna zagadka, którą dziś musiałem rozwiązać. Najpierw na spacerku porannym z Panem, poszliśmy daleko, na łączkę. Po drodze spotkałem kilka piesków. Na samej łące byłem tylko kilka minut, bo resztę czasu zwiedzałem okoliczne ścieżki i zakątki. 


Początkowo zauważyłem, że mnie ktoś śledzi. Jakiś podłużny dziki zwierz ciągle za mną łazi. Próbowałem go zmylić i oszukać, a on ciągle za mną łaził.

mnie tutaj nie ma, nawet mnie nie widać
W końcu gdy uchwyciłem chwilę słabości i nieuwagi prześladowcy, to wykorzystałem ją i go złapałem
 tu się jeszcze czaję
 tu atakuję
już jesteś mój gagatku i nic cię nie uratuje!
Na samej łące sobie pobiegałem za Panem, który w kieszeni miał kilka przekąsek. Troszkę poszczekałem, podałem łapkę, siadałem co w sumie mnie troszkę zmęczyło.
 biegnę na łące
dawaj przekąskę przecież przybiegłem!
Gdy już zmęczony wracałem do domku śpieszyłem się by jak najszybciej legnąć w swoim kojcu. Zapomniałem Wam wspomnieć, że było bardzo zimno, nawet uszka mi się skurczyły. 


 

Zauważyłem dziwne ślady, musiałem nad tym troszkę podumać w samotności, pozwalając Panu trochę się oddalić. No dobrze, to nie były przemyślenia, po prostu miałem nadzieję, że kolejny potwór zajmie się Panem, a ja spokojnie wrócę do domku.

Mój chytry plan nie wypalił i niestety kolejny dziki zwierz na mnie czyhał gdzieś w tych zaroślach. Cały czas czułem zagrożenie. Poprosiłem Pana by zrobił zdjęcie śladom które zostawia owa kreatura. 
po przyblokowym boisku szedł za mną, a mimo to go nie widziałem.
Niestety nie udało mi się go znaleźć i wyeliminować zagrożenia. No cóż świat będzie musiał jeszcze, żyć w strachu  przynajmniej do jutra. Jutro na niego zapoluje. Wróciłem do domku i padłem jak długi na pyszczek w swoim kojcu. 
Po drzemce, gdy przybiegłem do salonu przywitać się, Pan akurat się ubierał i wychodził. Moim zadaniem było pilnowanie domku, co czyniłem. Leżałem przy samych drzwiach tak, aby nikt niepowołany ich nie otworzył, a gdyby mu się to udało, to bym go zaskoczył swoim kumkaniem i oczekiwaniem na głaskanie - no po prostu twierdza nie do zdobycia. Pan szybko wrócił, ale zapakował mnie do autka i pojechaliśmy na zakupy, a w drodze powrotnej odwiedziłem Panią w pracy. Chciałem ją zabrać do domu, ale powiedziała, że nie może. Zupełnie tego nie rozumiem, w końcu co może być ważniejszego niż ja i domek?
No dobrze, trudno - Jej strata. Zakupy okazały się bardzo potrzebne, gdyż były to składniki do rogalików, które z Panem piekłem. No dobra On je robił, a ja początkowo szczekałem na maszynę miksując o-wałkującą, a potem poszedłem się bawić z misiem i spać! 

Obudziły mnie dźwięki sypanego jedzonka. Zjadłem i poszedłem z Panem, naprawiać autko. Nie działały mu światła cofania. Zasugerowałem, by nie bawił się bezpiecznikami i sprawdził czujnik na skrzyni - to był strzał w dziesiątkę. To nie był strzał, po prostu mam dużo czasu, gdy ich nie ma i siedzę na necie i czytam różne rzeczy, a przez sen zapamiętuje nowo zdobyte informacje.
Ale wracając do rozkładu dnia. Gdy Pan grzebał w aucie, przywitałem się z Panią, która pojawiła się znikąd. Pochodziłem z nią troszkę i zebraliśmy się całą trójką do domku. A w domku, oni zjedli pierogi, na które nie miałem co liczyć, a potem na stole wylądowały rogaliki, które przecież miały być dla mnie, a dnie dla NICH.
 oczywiście na stole, a nie w mojej misce
 na szczęście stół nie rośnie, a ja tak
 mimo, iż walczyłem, to nie dałem rady
Ech, ten los jest okrutny, tak bardzo się nade mną znęca. Robiłem te rogaliki, a ktoś inny je wcina. Prawie się popłakałem, no dobra bez przesady, ale troszkę było mi smutno, tak więc ofukam się na nich i idę spać!

1 komentarz: