sobota, 13 czerwca 2015

Upalne porządki

Poranne spacery w takich warunkach pogodowych jakie panowały w piątek są do zniesienia. Niestety im dłużej jest się na spacerku, tym spacer jest cięższy i trudniejszy do zniesienia. Każdy krok staje się coraz trudniejszy. My na szczęście uniknęliśmy największych upałów chowając się w domku. Mimo wszystko na spacerku było ciepło a słońce raziło i nie dało się tego wyeliminować zupełnie choć bardzo się starałem. Po załatwieniu wszystkiego szybko wróciliśmy do domku.
zgaście ten upał


kto zapomniał wyłączyć ogrzewanie?

i oświetlenie!!

Po powrocie do domku od razu zabrałem się za najważniejsze obowiązku. Uzupełniłem płyny i od razu poszedłem spać. Było tak gorąco, że nie było ta takie łatwe. Wentylator chodził na pełnych obrotach ale i tak sporo czasu poświęciłem na szukani najodpowiedniejszego miejsca do drzemki. Kot tymczasem nie zawracał sobie głowy takimi pierdołami jak wygoda i chłodek. Fuksja spała jak suseł na swoim legowisku.
w końcu na miejscu

wszystko zwisa a ta śpi

śpi w najlepsze!

Błoga sielanka trwała w najlepsze długie godziny. Niestety, zawsze musi być niestety. Borowski zaczął sprzątanie. Czy on zawsze musi sprzątać, czy to codziennie trzeba robić? Przecież takie sprzątanie ciągle jest dość czysto i nie ma moje zapaszku. Cały mój codzienny misterny plan jest niweczony przez odkurzacz i mopa. Do tego wycieranie kurzu. Kto to widział, żeby tak żyć. Byłem na to postępowanie trochę obrażony, więc unikałem pomagania a w zasadzie to najzwyklej w święcie spałem i to nie byle jak. Spałem na kablu z odkurzacza. Taka moja mała kara. Za to kot był bardzo mocno zaangażowany w sprzątanie, no może poza odkurzaniem, którego nie lubi. Za to mycie podłogi i wycieranie kurzu to są jej najlepsze zabawy.
zemsta

jeszcze tam wytrzyj!

W końcu wszystko było czyste ba nawet kanapa była wyprana więc mogliśmy się udać na spacerek a w zasadzie udać się po Panią i na spacerek. Pojechaliśmy do parku skałka na lody. Tym razem nie dostałem swojego. Na pocieszenie Borowscy poczęstowali mnie niewielką ilością swoich. Było to dobre i smaczne, ale wielka szkoda, że było tego tak mało. No nic ochłodę musiałem zapewnić sobie całkowicie sam. Poszedłem popływać i przy okazji się trochę napić. Wszyscy byliśmy szczęśliwi i uśmiechnięci zrobiliśmy jedno kółeczko wokoło jeziorka, bo więcej się nie dało, na więcej nie pozwalała pogoda. Wróciliśmy do rozgrzanego samochodu i do domku. Do ugryzienia!
"pływam"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz