wtorek, 29 kwietnia 2014

Polowanie

Nawet nie uwierzycie co się dzisiaj stało? Po spacerku i śniadanku zostałem całkowicie sam. Opuścili mnie na całe tysiąclecia. No i co z tego, że zjadłem szpony orła, no i co z tego że się wyspałem? Byłem samotny, chciało mi się płakać i nie mogłem znaleźć sobie miejsca. No dobra, spałem w swoim legowisku, ale tu chodzi o symbol, a nie o jakieś tam głupie fakty. Nie szczekałem, nie wyłem i nie nawoływałem ich, bo wiem, że i tak by nie przyszli, po prostu cierpliwie czekałem.

Nagle słyszę dźwięk gmerania przy zamku. To pewnie włamywacza, porywacz albo co gorsza - akwizytor. Czekam w pełnej gotowości, by rzucić się na szyję i uśmiercić na miejscu, ale w drzwiach pojawił się Pan. Mój świat zmienił się o 360 stopni. Tak wiem, że to pełen obrót, ale taki nie jeden wykonałem w osi pionowej i poziomej, a to wszystko z radości. Pan o dziwo się ze mną przywitał jak tylko się uspokoiłem. Początkowo mnie zbywał wyraźnym "nie skacz" i "nie wolno". Obejrzał film z moim udziałem i muszę Wam powiedzieć, że czułem, iż był ze mnie zadowolony. W sumie naprowadziły mnie na to jego słowa - "o, nie płakałeś, nie wyłeś i nie szczekałeś, jestem z ciebie zadowolony". Tak więc teraz już mogliśmy ruszyć na spacer. Początkowo trochę niepewnie wyszedłem, zastanawiając się czy to aby nie podpucha i spędzę najbliższe długie godziny na dreptaniu przed siebie podążając za Panem, podczas gdy miałem ochotę tylko na siusiu i do domku.
ale chyba nie idziemy jakoś daleko?

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Piknik

Jak to mówią, kto późno wstaje ten się wysypia. Tak więc wyspałem się za cały poprzedni tydzień, a dobrze Wiecie, że mi się należało. Tak więc jeszcze tylko wspomnę, że od rana czułem się wyśmienicie. Z takimi informacjami możemy przejść dalej. Borowscy od rana martwili się, że będzie zła pogoda i nici z planów, które snuli od kilku dni. Nim doszło do realizacji owych planów ja kilka razy byłem na spacerku pod blokiem. Można te spacerki nazwać pakietem minimum, polegającym na spacerku wokół bloku i do domku. Ponadto psociłem trochę przy praniu, zabierając suszące się, lub już suche skarpetki. Borowscy za mną ganiali jak rakiety, zabierali mi moją zdobycz, a ja wracałem po kolejną i tak zabawa toczyła się, aż do czasu gdy trafiłem za karę do izolatki. Po tym wszystkim pospałem sobie trochę w nogach Pani, aż do czasu gdy zostałem zmuszony do wyjścia. Ruszaliśmy w drogę, czyli na tytułowy piknik. Zacząłem szczekać, gdy już dojeżdżaliśmy na miejsce parkowania. Już znam te okolicę i już się orientuję. Zabraliśmy ze sobą przygotowany w domku koszyczek i plecak, no i ruszyliśmy w drogę. Co krok i co chwila dało się słyszeć głosy: patrz jaki fajny piesek, ale ma fajne uszy, albo moje ulubione: patrz jaki smutny piesek i wiele wiele innych. 
tu ja na zebrze, choć bardziej przypomina to pasy na jezdni

niedziela, 27 kwietnia 2014

Ryżowy bunt

O nie! Na śniadanie miska znowu wypełniła się z górką zatrważającą ilością ryżu. Ponieważ byłem bardzo głodny to postanowiłem trochę skubnąć. Jedynym przyjemnym akcentem który trafił na ząbek, było ciasteczko, zwane bez Borowskich tabletką. Ledwo ryżu ubyło w miseczce, na szczęście zapiłem to dużą ilością wody, lecz nie z miseczki - bo ta nie smakuje mi za bardzo. Najlepsza woda jest z prysznica, który uzupełnia wodę w wiaderku do sprzątania! Borowscy przed śniadaniem zabrali się jeszcze za małe sprzątanko. Oczywiście Im w tym pomagałem, jak tylko mogłem. Szczekałem to na parownice, to na odkrzacz, a nawet robiłem ślady łapkami.
 tutaj czekam, aż parownica się nagrzeje i ruszy w ruch

sobota, 26 kwietnia 2014

Na okrągło piątek

Wstałem i zażyłem swoją poranną dawkę jedzenia i oczywiście tableteczkę, a to wszystko oczywiście po szybkim porannym spacerku. Tak, muszę jeść tabletki jakieś, choć mi się wydaje, że to taka pyszna przekąska, takie ciasteczko. Zupełnie nie wiem dlaczego Borowscy wmawiają mi, że jest to tabletka, przecież widzę, że to przekąska. No ale nie ważne, będę udawał, że nie wiem. Obym tylko za szybko się nie skończyły. Zjadłem i obserwowałem jak się szykują do wyjścia. Niestety wszystko wskazywało na to, że dziś zostanę sam. Jakie było moje zdziwienie, gdy się okazało, że ja też idę, że nie zostanę sam. Wsiedliśmy do autka i odstawiliśmy Panią do pracy. Droga przed nami była długa, na miejscu wyszedłem na chwilkę na spacerek i wróciłem do autka czekać na Pana, który gdzieś sobie poszedł. Drzemałem sobie chyba z 10 godzin, gdy nagle usłyszałem otwieranie autka. Od razu stanąłem na równe nogi i wypatrywałem Pana. Pojawił się i znowu zwiedziliśmy okolicę autka. No ale to była tylko chwilka, bo przed nami dalsza droga. Jechaliśmy sobie spokojnie przez miasto, a ja obserwowałem świat ze swojej kanapy przez otwarte okna. Tak sobie jechaliśmy zahaczając o jakieś miejsca i w końcu dotarliśmy do Bojkowa.

piątek, 25 kwietnia 2014

Leśna dzicz

Dziś na śniadanko znowu był ryż, rozgotowany ryż. No cóż wiem, że nic innego nie dostanę u tych okrutnych i wrednych Borowskich, więc zjeść trzeba. Poranne spacerki były owocne, a po powrocie byłem gotowy do snu. Chciałem zaznaczyć, że już czuję się bardzo dobrze, a przede wszystkim ciągle mam wielki apetyt, czyli dawny i zdrowy Furiacik wrócił. No nic ze snu wybudziły mnie przygotowania Borowskich do wyjścia. Już miałem się z nimi żegnać, gdy nagle usłyszałem: zbieraj się kluska, jedziemy do Weta. Jak to do weterynarza, przecież byłem tam wczoraj?


znowu? Przecież już jestem zdrowy jak żaba!

czwartek, 24 kwietnia 2014

Zwroty na torach

Środowy poranek był całkiem spoko. Zjadłem sobie spokojnie śniadanko (nie całe, ale za to z apetytem), odprowadziłem Panią do pracy i wróciliśmy z Panem spokojnie do domku. Trochę na około, ale wróciłem szczęśliwy, zrelaksowany i lekko zmęczony, więc od razu poszedłem spać. Spałem sobie smacznie i tylko krzątający się Pan mnie czasami budził.
no przestań łazić, próbuję tu spać!

środa, 23 kwietnia 2014

Zakupy z czajniczkiem

Apetyt w dalszym ciągu mi nie dopisuje, śniadanko po porannym spacerku ledwo powąchałem. Razem z Panem odprowadziliśmy Panią do pracy. Dreptałem tak sobie z nimi, od czasu do czasu podgryzając im nogawki. Gdy dotarliśmy na miejsce z wielkim płaczem i smutkiem pożegnałem Panią. Wracając do domku, co chwilę obracałem się za siebie licząc, że Pani jednak za nami idzie. No niestety, nie było jej i musieliśmy sami wracać do domku. Może jej nieobecność była spowodowana tym, że wracaliśmy na około, poprzez łąki i lasy. Moja apatia nie została nawet przerwana przez piłkę, która pojawiła się znikąd. Nie chciało mi się w ogóle za nią biegać, tylko ją obwąchiwałem.
 o, tutaj jest piłeczka!