wtorek, 8 kwietnia 2014

Nowa formuła - poniedziałek

Pierwszy dzień tygodnia jak zwykle jest najcięższym dniem. Muszę się przyzwyczaić, że Borowscy po weekendzie spędzonym ze mną wychodzą  z samego rana. Boli mnie to trochę, ale w zamian mam spokój i mogę robić to, co żywnie mi się podoba, czyli spać, smacznie spać, czasami bawiąc się kosteczką, lub inną zabawką. Koniec końców odpocząłem, ale byłem smutny. Takie sytuacje budzą we mnie (uwaga trudne słowo) ambiwalentne uczucia.

Koniec końców Pan wrócił i bez zbędnej zwłoki wyszliśmy na spacerek. Szybko zrobiłem to, co powinienem i ziewałem licząc, że szybko wrócimy do domku. No i się przeliczyłem, bo podreptaliśmy na spacer dalej przed siebie. Było to bardzo długie doświadczenie. Poszliśmy w zupełnie nowe dla mnie miejsca i choć nie były one wyjątkowo daleko, to jęzor wylądował niemal po kilku krokach na ziemi, a gdzie tam jeszcze do celu. Na miejscu spotkał mnie taki oto widok:
Próbowałem polować na to, co chodzi po wodzie, ale się nie udało

niedziela, 6 kwietnia 2014

Niedziela przygód

Jak wyobrażacie sobie, że po wczorajszym imprezowaniu ja dzisiaj byłem wykończony i nie do życia, to Jesteście w wielkim, ale to wielkim błędzie. Co prawda spałem sobie bardzo długo i nie miałem ochoty wstawać. Poranny spacerek był prawie o godzinkę opóźniony, ale nie owijamy w bawełnę - był bardzo owocny. W domku spokojne śniadanko i mogę już poprzeszkadzać przy Ich śniadanku. Oni się potem położyli na kanapie i leniuchowali. Chciałem się do nich dołączyć, ale nie było mi dane. Co prawda miejsce było, ale oni ostatnio są bardzo na nie, na moje przebywanie na kanapie, MOJEJ KANAPIE! Za karę zostawiłem im prezent w pokoju nr 3. Jak tylko się zorientowali to mi się bardzo dostało. Muszę Wam powiedzieć, że z odkryciem niespodzianki nie było problemu. Zapaszek był bardzo charakterystyczny i wyczuwalny nawet z mojego legowiska, na którym bardzo szybko się znalazłem.

No kara karą, ale spacerki obowiązkowe trzeba odbyć. Poniżej kilka zdjęć z jednego z nich. Nic specjalnego, po prostu mój trawniczek i moje bieganie wszędzie.
 ej ten ktoś przeszedł obok mojego trawniczka - dlaczego?!

sobota, 5 kwietnia 2014

Imprezowo

Od samego rana sytuacja była bardzo interesująca. No po prostu mówię Wam istne szaleństwo. Spaliśmy bardzo długo, nie zadzwonił ani jeden budzik. Nagle moja natura się odezwała i musiałem działać. Tuż po fakcie wstał Pan i zniesmaczony posprzątał. Zebraliśmy się na dworek. Dokończyłem rozpoczęte w domku sprawy i poszliśmy na zakupy. Pan zniknął za drzwiami sklepu. Ja zza parkingu wyglądam za nim i nagle wychodzi - dzierży w dłoniach torbę wypełnioną bułeczkami jak się później okazało, oraz bukiet pachnących kwiatków. Szybko wróciliśmy do domku. Pan ciągle mnie zaskakiwał, wstawił mleczko na ogień, kwiaty umieścił w wazonie i przygotował śniadanko. Ja natomiast ciągle byłem głodny, a moja miseczka była ciągle pusta. Gdy mleko się zagotowało i przelane zostało do kubków, ja w końcu dostałem jedzenie. Gdy pałaszowałem Pan przeniósł wszystko co przygotował na tacy do sypialni. Chyba moje mlaskanie i wycie Pana obudziło Solenizantkę - bo jak się okazało Pani dziś miała urodzinki, co prawda nie wiem co to jest, ale bardzo się cieszyłem. Pani też się cieszyła, ze śniadanka i kwiatków. Zjedli razem i jeszcze się zdrzemnęli a ja oczywiście chciałem z Nimi w łóżeczku, ale musiałem zadowolić się podłogą i mordką na kołderce, ale muszę Wam powiedzieć, że i tak było super.

piątek, 4 kwietnia 2014

Za butlą

Zgadnijcie kto rano poszedł na spacer, zjadł śniadanie, a potem został sam na całe wieki. Musiałem obgryzać kość, spać i bawić się swoimi zabawkami. Po prostu katorga, kto to widział, tak traktować biednego i starego Furiacika. Na szczęście gdy tylko wrócił Pan, to od razu polecieliśmy na spacerek z butelką. Poganiałem za nią jak szalony. Bo musicie wiedzieć, że uwielbiam jedzenie, uwielbiam spać, ale również bardzo lubię ganiać za plastikową butelką. Najpierw troszkę pospacerowałem i zrobiłem to co każdy piesek musi zrobić na dworku.
 piękny dzionek, słoneczko, zielona trawka to i sobie powącham wszystko

czwartek, 3 kwietnia 2014

Tortowo

Spałem sobie smacznie, gdy nagle obudził mnie dźwięk budzika. Już miałem wstawać i lecieć do łóżeczka, ale jak szybko się rozpoczął tak szybko zamilkł. No więc jeszcze mogłem podrzemać. Rzuciłem tylko okiem na Borowskich czy na pewno śpią. Drugi i trzeci dzwonek - w końcu wstają, więc i ja wstaję. Pan jak co rano ubiera się w dresik, idzie do kuchni, wstawia wodę na paróweczki, ubiera buty, zakłada mi smycz na wycieraczce i już jesteśmy na schodach. Szybki marsz na dół i drzwi, a za nimi wolność. Trawka, zrobienie tego i owego i szybki powrót do domku, bo już w brzuszku burczy. Szybkie śniadanko, a tymczasem Pani już szykuje się do Pracy, a Pan przygotowuje śniadanie. Podoba mi się to, jak tu wszystko jest poukładane i zharmonizowane, po prostu wszystko jest zgrane. Zasiadają do śniadania, a ja jak zwykle z nimi, licząc, że coś uda mi się upolować tym razem.

środa, 2 kwietnia 2014

Zawsze na 200%

Witam, nawet Sobie nie wyobrażacie ile dziś musiałem zrobić. Po pierwsze od rana spacerek, krótki ale bardzo intensywny, potem szybkie śniadanko. Borowscy zjedli swoje i widać było wyraźnie, że mają zamiar zaraz wyjść i zostawić mnie samego w domku. Na szczęście cały czas samotności nie został przeze mnie zmarnowany. Ot, po prostu musiałem obgryźć kość, pobawić się zabawkami i spać. Może się wydawać, że to jest takie proste, ale co to, to nie! To ciężka praca wymagająca wiele uwagi, skupienia i dokładności. Powiem Wam, że to jest strasznie męczące. Mało tego, gdy przyszedł Pan to od razu mieliśmy misję. Trzeba było zanieść do Pracy Pani jakieś śmieszne kolorowe foremki do babeczek. Niby nic wielkiego, ale to przeszło 500 metrów spaceru, pod górkę, z wiatrem i słońcem w oczy! Na szczęście się udało, a całą drogę tylko słyszałem od Pana: skończyły się worki, więc uważaj! Tak bardzo uważałem, że potem do sprzątania Pan musiał wykorzystać znaleziony kubek z pewnej restauracji z klaunem i kijem. Ten mój Pan jest bardzo pomysłowy, przy okazji stworzył najpotężniejsza broń na świecie.

wtorek, 1 kwietnia 2014

Mechanik pełną gębą

Rano mnie zaskoczyli, bardzo mnie zaskoczyli. Wstałem i nie było od razu spaceru, nawet nie było jedzenia - musiałem czekać, aż łaskawie zjedzą i się ubiorą. Za karę zmoczyłem im podłogę troszeczkę. Już byłem pewien, że mnie zostawią, że sam będę musiał spędzić cały dzień. Stało się coś co mnie zupełnie zaskoczyło. Dali mi jedzonko, poczekali aż zjem i cała nasza trójka wyszła na spacerek. Dreptaliśmy sobie w stronę pracy. Okazało się, że odprowadzamy Pancię do Pracy. Powrót mi się już zdecydowanie mniej podobał. Ciągle obracałem się za Panią, czemu została, czemu nie idzie z nami, gdzie ona jest?'

W domku Pan dalej siedział przy komputerach i coś tam naprawiał, postanowiłem wówczas, że jak nie naprawi do wieczora to mu pomogę. Ech, w sumie to niewiele więcej się działo, no bo zjadłem pyszną kosteczkę, tą którą wczoraj gotowali moi Borowscy i po domku roznosiły się takie wspaniałe zapaszki. Oni ciągle narzekali, że strasznie śmierdzi, zupełnie nie wiem dlaczego
ja i resztka kosteczki (poduszeczka mokra z powodu mojej paszczki)