wtorek, 6 grudnia 2016

Furiat Development

W poniedziałek pojechaliśmy z Pańciem do lasu w Kochłowicach. Od głównej drogi na lewo, czyli zaparkowaliśmy koło "Rybaczówki"i ruszyliśmy w drogę. W okolicach pobliskiego blaszanego budynku, kręciły się koty. Dziko żyjące kotki. Tego dnia postanowiliśmy ich dokładnie poszukać. No i się udało. Okazało się, że do blaszaka dobudowana jest wielka klatka zamknięta na kłódkę. Ani pies, ani człowiek nie wejdzie a koty jak najbardziej. Pańcio był przygotowany na taką ewentualność i miał ze sobą puszkę karmy dla kociaków. Mają tam one fajną miejscówkę z kilkoma schronieniami - takimi prowizorycznymi. Widać, że co chwilę ktoś im coś dokłada do jedzenia, więc głodne nie chodzą, ale niestety raz włożona puszka lub miska zostaje tam na wieki i jest tam niewielki bałagan, raczej niewielki duży bałagan.
koty, dzikie koty
Po krótkiej obserwacji doliczyliśmy się pięciu kotów. Były trochę płochliwe, ale aromatyczne zapaszki wydobywające się z puszki przekonały niektóre z nich aby wyjść z ukrycia. Jednaj jadły dopiero gdy się oddaliliśmy. Razem z Pańciem postanowiliśmy, że może warto by jakoś im pomóc. Postanowiliśmy zbudować im domek i dowiedzieć się, kto ma klucze, do tego przybytku. Resztę spacerku rozważaliśmy co i jak trzeba zrobić. Zwykle na spacerku wyłączam się i zajmuje się spacerkowaniem, a teraz myślałem. Zresztą zimno było i śnieg sypał. Bo cały świat jak okiem sięgnąć był bialutki. Cieszyłem się, że idzie zima choć z drugiej stron wolałem słoneczko i ciepełko, a z tego co pamiętam, w zimę jest zimno.
a weź już wracajmy

W drodze powrotnej dowiedzieliśmy się w "Rybaczówce" kto ma klucze do przybytku. Tak więc musimy się skontaktować z przewodniczącym koła wędkarskiego Lin. No to jak już domek będzie gotowy to się skontaktujemy. Teraz pozostało nam tylko zorganizować jakieś materiały i to wszystko pociąć i poskręcać. Na szczęście już w drodze powrotnej udało się skombinować materiał. Jakieś płyty, deski i trochę styropianu. Jak wróciliśmy do domku to zabraliśmy się za projektowanie. Z Pańciem siedziałem nad "deską kreślarską" i w internecie. Już po kilku chwilach projekt był gotowy i mogłem odpocząć po ciężkiej i morderczej robocie. Koty początkowo się temu wszystkiemu przyglądały, ale w końcu padły. Z tym, że tym razem nie spał sobie tak całkiem normalnie, a spały razem. Prawie całe popołudnie i wieczór. Nie przypominam sobie, by kiedyś wcześniej tak się stało. No ale przecież zawsze jest ten pierwszy raz. W zasadzie kolejne spacery przebiegały szybko i śnieżnie.  
no weź tam dodaj kaloryfer pod oknem

koci sen

 Dobrze, że na kolację Pańcio szykował jakieś smaczne smaczności. Tak sobie troszkę siedzieli w kuchni i coś pichcili, a my całą bandą im w tym towarzyszyliśmy. Okazało się to być bardzo opłacalne. Część boczku wylądowało nam przed nosem. Tak w podzięce. Każde z nas dostało proporcjonalnie do swojej wielkości. Jedynie Fuksja zignorowała ten fakt, bo ona boczusiem gardzi. Ja oczywiście popisałem się paroma sztuczkami aby dostać jedzonko. Fart dostał je za darmo, a odebranie mu tego jedzonka wiązało się ze wielką ilością hałasów i gróź. Jakby się tak przysłuchać to pewnie cześć z nich była karalna.  
kto jest najfajniejszym psiakiem i ma boczuś?

kocia konsumpcja boczusiu

boczuś jest mój i go nie oddam

Nawet się nie zorientowałem jak dzień się skończył i bardzo fajnie, że skończył się takim boczusiowym akcentem.
We wtorek z samego ranka ruszyliśmy na spacerek po okolicznych łąkach. Całe utopione w śniegu były wyjątkowym widokiem. Spacer pełen był nowych doznań. Chodziłem po głębokim śniegu w którym moje potężne i długie łapki tonęły. Momentami tonąłem po same uszy i miałem problemy się wydobyć. Mogłem pobiegać całkiem swobodnie. Mimo tego, że kilka lat spaceruje tą okolicą, to ciągle mnie to wszystko zaskakuje. Tym razem zeszliśmy z niewielkiej górki i stanęliśmy nad miejscem, w którym często ludzie robią ogniska. Dość fajnie zabezpieczone i przygotowane. Miła polanka nad malutkim jeziorkiem, które zwykle obchodziłem z drugiej strony. Trochę podeptałem i pokręciłem się po tej ukrytej okolicy. Ostatecznie jednak dość szybko zebraliśmy się do domku bo było zimno.  Zresztą, gdy tylko wpadłem do mieszkanka to wyłożyłem się jak długi na swoim pontoniku i spać poszedłem. 
ooooooo czy tu jest śnieg?

czuję śnieg

na śniegu zimno aż się psiak zniekształca

ale fajna okolica

Ze snu wyrwał mnie dźwięk domofonu. Po chwili szczekania i pilnowania drzwi okazało się, że to był kurier. Pańcio wyszedł na chwilkę i wrócił z wielkim, ba z olbrzymim kartonem. Po jakimś czasie go rozpakował i powoli wszystko z niego wyjmował. Okazało się, że to to były zakupy dla nas, dla zwierząt. Zooplus popisał się aby szybko nam to wszystko dostarczyć. Okazało się, że wszystko było dla kotów. Stos mokrego żarcia i suchego oraz żwirek. Oczywiście młody nie wiedział co to jest i dla kogo, ale postanowił to zaanektować.  Ech ja się temu wszystkiemu przyglądałem i dostrzegłem, ze tam nie ma nic dla mnie. Może buła o mnie zapomniał? Na szczęście było inaczej, - po prostu, ja jeszcze karmę swoją miałem.
a gdzie karma dla mnie

Kolejny dzionek był bardzo, ale to bardzo spokojny. Ja nie głodowałem a śniegu dopadało jeszcze tyle, że aż chciało się lepić bałwany, ale pogoda była taka smutna, że aż miałem ochotę się pochlastać, albo przynajmniej przespać ten ponury dzień. W zasadzie spacerowałem tylko chwile bo od tej zimowej aury mój pontonik był wygodniejszy. Zważywszy, że śnieg zrobił się mokry i nieprzyjemny. A idźcie mi z tym, chodzić się po tym nie dało. Dodatkowo Pańcio mnie rzucał śniegiem. W zasadzie to prawie mnie w nim zakopywał. Ech jak tu z takim człowiekiem żyć, jak ciągle mi dokucza. Koniec końców w domu być trzeba. Tego dnia byłem jak kot, kot niewychodzący. 
a wracajmy już, bo mokro!

no jak tu spacerować?

no weź mnie nie rzucaj śniegiem!

Fuksja wylegiwała się na dekoderze a Fart próbował się wkupić w łaski Pańcia. Ten ostatnio jest w stosunku do niego troszkę nieufny. Po powrocie do domku pierwsze słowa Pańcia to "gdzie się zsikał młody". Pańcio jest pamiętliwy. Jednak coś mi się wydaje, że to tulaśne zachowanie Farta i jego moszczenie się koło Pańcia na fotelu szybko zmieni to nastawienie. Byle tylko młody nie popuszczał już po mieszkaniu. W czasie gdy koty wylegiwały się na wysokościach ja rozkoszowałem się na swoim pontoniku. Mogłem się wylegiwać i wyciągać do woli. 
tak się kot złożył

w pontoniku

Grudzień przywitał nas śniegiem. Nie padał a tylko bardzo mocno leżał na ziemi. Był twardy i zmrożony a chodzenie w nim było męczarnią. Szybko odwiedziliśmy Górę Hugona a raczej jej początek, czyli łąkę. Nie mogliśmy więcej się, rozkoszować tą niebywałą radością chodzenia po tym ciężkim śniegu. Musiałem jechać do Gliwic aby pociąć materiał do budowy domu, kociego domu. Pojechaliśmy szybko i zwarcie. Towar został wyładowany a ja pilnowałem wszystkiego z auta. 
ojejku tam też jest śnieg?

dobra mam dość - wracajmy!

Donośnym głosem nie raz szczekałem instruując co i jak mają ciąć. Dobrze, że był tam oprócz mojego Pańcia - gapcia gospodarz mieszkania z kafelkami. On to się zna na robocie i wszystko poszło rachu-ciachu. Po cięciu rzeczy w bagażniku w ogóle nie ubyło, ale pozostało nam tylko poskręcać wszystko. To musieliśmy zrobić już w domku. Pańcio to wszystko wtachał na nasze trzecie piętro a ja się zastanawiałem jak to się wszystko złoży, to jak to potem zniesie. No nic, ale to jeszcze odległa sprawa. W każdym razie wszystko wylądowało w malutkim pokoju i zabraliśmy się za budowanie. Wiertarka poszła w ruch. Klejenie i wiercenie szło na całego. Mieliśmy takie swoje puzzle 3D. Domek powolutku nabierał kształtu, niestety brakował nam kilku rzeczy, więc wiedziałem, że tego dnia nie skończymy. Ja od czasu do czasu zaglądałem i oceniałem postęp rac. Fart tylko wpadał zerknął i znikał. Pańcio mówił, że szedł szukać miejsca na siku. Fuksja usadowiła się na maszynie do szycia i oglądała wszystko. Oceniała swoim dostojnym wzrokiem i w zasadzie to nie wiemy, czy była zadowolona. Kto za kotami trafi, a już za kobietami kotami to w ogóle. Sporą część dnia poświeciliśmy na zabawę z puzzlami i nie chodzi, że było to trudne, czy coś, ale po prostu tak powoli i nieśpiesznie nam to szło, i chyba się tym delektowaliśmy.  Na koniec dnia z Pańciem doszliśmy do wniosku, że przydał by nam się garaż lub przynajmniej jakaś fajna piwnica. No nic. Do ugryzienia!
ruszamy z kopyta

dyrektorka na najwyższym szczeblu

już widać efekty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz