środa, 28 grudnia 2016

wyprawa z pierogiem

Czwartek był raczej kocim dniem Przed świętami już od dawna planujemy aby sprzątać, ale nikt nie ma ochoty by się za to brać. Fart o operacji to już chyba zapomniał. Zachowywał się tak jak zawsze, czyli głównie spał. Wylegiwał się w okół Pańci, na kocyku lub podusi.
Fart śpi
Ja ze względu na pogodę i plany sprzątania mieszkania nie wychodziłem na jakieś długie spacery. Chodziliśmy sobie tylko tyle aby zrobić to co mam zrobić. W między czasie udało nam się tylko trochę ogarnąć mieszkanko i trochę pośmiać się z Farta. Magii świąt jeszcze nie czujemy. ale Fart przez swój spokój i lenistwo przez dłuższą chwilę wyglądał jak najsłodszy na świecie pomocnik świętego mikołaja. Chłopak z czasem zaczął odkrywać nowe miejsca do spania. Najbardziej upodobał sobie kaloryfer. Tam czuł się chyba najbezpieczniej i było mu najcieplej jak mi się wydaje. Powiem szczerze, że nie raz bym sobie wszedł na taki kaloryfer aby sobie pupcie odgrzać. No ale ja się tam raczej nie wcisnę. No ale kiedyś sobie spróbuję - na pewno.

pomocnik świętego mikołaja

najcieplejsza miejscówka

Piątkowy poranek wykorzystałem na odwiedziny u kotów. Razem Pańciem nasypaliśmy im trochę jedzenia i chwilę je obserwowaliśmy. Niestety już tam powoli rozgaszcza się bałagan. Jakieś nowe papiery tam się pojawiły, kawałki ryb i inne dziwne śmieci. Szkoda, że nasza praca trochę poszła na marne. No nic trochę smutni przewędrowaliśmy dalej. Postanowiliśmy jednak rozmówić się przed świętami z Prezesem związku wędkarskiego, który opiekuje się budynkiem. No nic w trakcie spacerku trochę powąchałem. Okrążyliśmy jeziorko. Śnieżna aura i słoneczko wywołało sporo radości. Jednak coś czuje, że taka aura nie utrzyma się do zbliżających się świąt. Wąchania i kręcenia się nie było końca. Jednak w końcu wróciliśmy do LaBuni i do domku. Nie mogliśmy być dłużej bo czekała nas wyprawa, daleko.
no to spacerujemy - długo mam czekać

wąchanie

no co tam? Wracamy?

ech poczekam, aż cykniesz fotkę i idziemy

W domku odpoczywałem podobnie jak człowieki. Zbieraliśmy siły aby tuż po obiadku pojechać. Pojechać przed siebie w siną dal. Znaczy ja myślałem, że jedziemy w sina dal, a człowieki doskonale wiedzieli, gdzie jechaliśmy - Częstochowa, była celem naszej wyprawy. Dokładniej to jarmark bożonarodzeniowy w Częstochowie. Jechaliśmy nie krótko i po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę w pewnej wykwintnej restauracji na M. Człowieki poszli i zostawili mnie samego do pilnowania auta. Najedli się i wrócili z frytkami dla mnie. Tak więc, moje czekanie było za darmo. W końcu dotarliśmy do celu naszej podróży. Zaparkowaliśmy niemal pod samym klasztorem na Jasnej Górze. I powolutku ale systematycznie dreptaliśmy ze wzgórza w dół, w kierunku jarmarku. Stoiska ustawione jedno obok drugiego, z czego niestety większość z jedzeniem i jakimiś perfumami i innymi dziwnym acz bardzo mało świątecznymi rzeczami. Muszę, powiedzieć, że gdy dotarliśmy na miejsce, to niektóre stoiska powolutku się zwijały. Wędrując w jedną stronę to tylko podziwialiśmy te nieliczne fajne stoiska a w zasadzie ich ofertę. Na końcu drogi był plac na którym było kilka pięknych ozdób przy których zrobiliśmy sobie fotki. No a w drodze powrotnej do LaBuni zakupiliśmy kilka bardzo fajnych rzeczy a w końcu Pańcia odwiedziła kaplicę w klasztorze a my z Pańciem robiliśmy fotki. W końcu zmęczeni rozsiedliśmy się w LaBuni i ruszyliśmy do domku.
jarmark za plecami

to nie jest zwykły miś, to miś na miarę naszych możliwości

W domku szybko przywitaliśmy się z kotami i oczywiście szybciutko poszliśmy spać. No dobra może nie tak szybciutko, ale jednak dość szybko. Człowieki wskoczyli pod kołderkę a ja wskoczyłem do swojego legowiska i opatuliłem się w kocyki. Ledwo nosek wystawał. Spać tak mogłem do końca świata i o jeden dzień dłużej.
dobrano

W sobotę to głównie odpoczywaliśmy. W zasadzie to nie działo się nic. Jedynym wielkim wydarzeniem były odwiedziny Wiki, którą potem wieczorem dowieźliśmy do Zabrza na osiedle Dzierdźiołka. Tam wieczorową porą spacerowaliśmy po okolicy, bliższej i dalszej. Przeszliśmy park, przechadzaliśmy się w okolicach stadionu Górnika Zabrze, ale na zdjęcia było za ciemno i za zimno. Miałem tylko nadzieję, że bardzo szybko wrócimy do autka i do domku i tak się stało. Wróciliśmy, pojechaliśmy po Wiki. Odwieźliśmy ją i pojechaliśmy na zakupy i do domku. W między czasie jeszcze pojechaliśmy do Bojkowa zobaczyć, czy nasz domek dla kotów jest już suchy. Był już prawie suchy, ale jeszcze trochę było go czuć. Jeszcze musieliśmy czekać. No w każdym razie wróciliśmy do domku i była już późna noc. Wypakowaliśmy zakupy i poszliśmy spać.
W niedzielę do południa leniuchowaliśmy. Znaczy się prawie wszyscy leniuchowali. W zasadzie nic a nic nie dało się zrobić bo młody, bo Fart trzymał władzę, trzymał pilot do TV i w zasadzie nie dało się nic z tym zrobić. W zasadzie nie bronił tego pilota, ale nikt a nikt nie miał serca zabierać mu tego "berła". Spacerki były krótkie i szybkie, bo jakoś tak mamy awersje do spacerowania w takie dni, takie dziwne dni. Może to przedświąteczna gorączka? Kto to wie? Może to zwykłe lenistwo, przez które ostatnio mam awersję do dzielenia się z Wami swoim codziennym dniem. I zamiast kilkudziesięciu minut spędzam przy tym pół dnia i na koniec dnia wychodzi coś niezwykle miałkiego i nijakiego. Przepraszam Was za to, może w nowym roku wróci ta świeżość.
kot u władzy

Popołudniu i wieczorem poświęcałem się i pomagałem jak tylko mogłem człowiekom przy lepieniu pierogów. Z przyczyn oczywistych, czyli z powodu braku kciuków nie byłem w stanie lepić pierogów, ale ze względu na sierść nie mogłem ciasta wałkować. To zresztą robił robot. Ja zająłem się doglądaniem, czy wszystko jest robione tak jak trzeba a czasami nawet kontroluję jakość surowego ciasta i samych pierogów. Farsz to kapusta z grzybami, wcześniej doprawione i ugotowane więc w zasadzie samo zdrowie. Od tego sprawdzania jakości aż mi się nosek wybielił. Na szczęście nie było to zbyt trwałe. Po ugotowaniu tych wszystkich ponad stu pierogów w końcu wszyscy zmęczeni padliśmy spać. Do ugryzienia

jestem zadowolony z tych czterech surowych pierogów - moja ocena to 4+

no ale Ty lep to porzadniej

1 komentarz:

  1. Fajnie się ten nosek wybielił :)

    Pozdrawiam
    bialymaltan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń