piątek, 1 lipca 2016

Wybiegowy

W poniedziałek jak to w poniedziałek, czyli dołek. Nudy i jeszcze raz nudy. Naprawdę nie chciało nam się nigdzie wychodzić i nigdzie ruszać. W dodatku było tak jakoś byle jak. Nawet Fuksja postanowiła tego dnia nic a nic nie robić. Wyczekiwaliśmy na powrót dziewczyn, przy okazji trochę sprzątając. W zasadzie to ten dzień mógłby zniknąć i po niedzieli mógłby być piątek, drugi piątek. Tego dnia Fuksja na powrót zaprzyjaźniła się mocno ze swoim drapakiem z dziuplą i legowsikiem. W zasadzie można powiedzieć, że do niego przyrosła. Dzień trochę przyśpieszył przy obiadku jednak wszyscy czekaliśmy na koniec tego strasznego dnia i wtorek. W końcu wtorek to dzień bliżej piątku.
nudyyyyy
Po spokojnej nocy w końcu przyszedł wtorek. I po wszystkich porannych sprawunkach pojechaliśmy z Pańciem na wybieg na Batorym. Tam przez dłuższą chwilę byliśmy sami. Nudziłem się a co za tym idzie i łobuzowałem. Zaczepiałem Pańcia. Na szczęście nim sytuacja się rozwinęła to na wybiegu pojawił się Szczotek i przerzuciłem się na niego. Zaczepiałem go i zachęcałem do zabawy a ten jedynie szczekał na mnie i mnie ganiał podgryzając za ogonek. W między czasie pojawił się kolejny piesek, ale w ogóle nie chciał się ze mną bawić. W zasadzie to jeśli chodzi o zabawy to Szczotek go trochę pogonił a ja szczotka, ale to sekundy dobrej zabawy. Mój człowiek kręcił się gdzieś w oddali a ja zainteresowałem się człowiekami piesków, towarzyszy wybiegowych. Tak sobie je obwąchiwałem i w końcu zacząłem zaczepiać. Pańcio raz mnie ostrzegł, ale gdy nie pomogło to po prostu przypiął smycz i musieliśmy się pożegnać. No niestety Pańcio stanowczo zareagował i skończyło się rumakowanie.
cześć pobawisz się?

biegnę za tobą

no weź się pobaw Szczotek

ale przecież jestem grzeczny

no i co, ze tam wlazłeś

ej ja też to chcę

oni się trochę wywyższają, czy mi się zdaje?

chwila biegania

gonitwa

a się zmęczyłem łobuzowaniem

Pojechaliśmy, ale nie do domku. Pojechaliśmy do Gliwic odwiedzić wszystkich a potem odwiedziliśmy najmłodszego w rodzinie. Wszędzie jednak byliśmy tylko na chwilkę. Dzień powoli leciał a my wszystko ekspresem załatwiamy. Nim się zorientowaliśmy to byliśmy już w drodze do domku.
wracamy?

W domku dzień upływał jak zwykle. Leniwie i sprzątając. Znaczy ja obserwowałem jak Pańcio sprząta a Fuksja doglądała suszącego się prania. Dzionek leciał spokojnie a po obiadku moi Borowscy wyszli a ja musiałem pilnować Wiki. Na szczęście prawie dawaliśmy sobie radę, a moje piszczenie Wiki interpretowała jako chęć wyjścia na dworek. No i byłem z nią dwa razy, przy czym za drugim nie chciałem wracać, aż moje człowieki nie wrócą. No i się doczekaliśmy. Na szczęście dobrze opiekowałem się Wiki i przeżyła ten straszny czas samotności. Wtorek się prawie skończył i wiecie co to był fajny dzień i to mimo tego, że trochę łobuzowałem
schnie

Środa o świcie to znowu poranne sprawunki i poranne wyjście. Chwilę musieliśmy poczekać na dziewczyny, ale po odwiezieniu ich wróciliśmy pod domek i poszliśmy na spacerek po naszej okolicy - poszliśmy na Górę Hugona.
długo jeszcze będziemy czekać?

Spacerek po lesie mimo upału i duchoty był wielką przyjemnością. Las się trochę pozmieniał, przez ostatnie wichury i burze. Sporo drzew połamanych i powalonych drzew. Całe szczęście, że się tędy nie przechadzaliśmy w takich niesprzyjających warunkach. Po kilku kilometrach po prostu wróciliśmy do domku. Zmęczeni tymi niesprzyjającymi warunkami musieliśmy trochę odpoczywać zważywszy, że popołudniu Pańcio planuje wyjście na wybieg, ten w Parku Śląskim. Oj na to musiałem zbierać, długo zbierać siły.
ale powalone drzew

ciągle muszę skakać

Gdy nastała godzina zero to pożegnaliśmy Fuksję i ruszyliśmy po dziewczyny a potem do Parku Śląskiego. Zaparkowaliśmy i szybciutko ruszyliśmy w drogę. Dziewczyny odprowadziliśmy na kocyk i z Pańciem ruszyliśmy na wybieg. Tam kilka psiaków biegało i szalało więc się do nich dołączyłem. Na początku trochę niepewnie, trochę oszczędzałem siły. Wiecie, upał dawał się wszystkim mocno we znaki. Wszystkie psiaki się mocno i szybko męczyły, ale całe szczęście na wybiegu wszędzie jest cień i co najważniejsze woda. Ja po początkowych szaleństwach oddychałem wyczekując na pojawienie się Figi i Baksa.
cześć

gonitwy

zmęczyłem się!

czas na łyczka wody

W końcu się pojawiła banda dwojka. Z Baksem chłodno, po męsku się przywitałem a Figę musiałem długo namawiać na zabawy i figle. Na szczęście w końcu zaskoczyła i szaleliśmy i figowaliśmy. Zmęczenie szybko przychodziło i dawało o sobie znać bardzo mocno. Figa się bardzo rozleniwiła i po prostu kładła się i odpoczywała. Baksik tym czasem biegał za nowo przybyłymi psiakami i głośno szczekał na biegaczy. Czasami dołączył się do nas, ale się nie bawił, tylko po prostu obserwował nas. Może jeszcze nie wie jak bawią się bassety. Po półtorej godziny byłem bardzo zmordowany i przyszedł czas aby się pożegnać ze wszystkimi. To były dobre chwile, po którym byłem bardzo zmęczony. Poszedłem po dziewczyny i wróciliśmy do domku i poszedłem spać. Byłem wykończony jak koń po westernie. Do ugryzienia!
część Figa

iść do niej, czy najpierw się napić?

bawmy się!

zapasy znaczy się figle

i ciąg dalszy

wspólne picie bo zabawach

a ty się bawisz, czy tylko biegasz?

o ktoś idzie?

buziaki na dowidzenia

1 komentarz: