Kto by pomyślał, że popołudniowe spacery mogą być tak intensywne i tak przyjemne, a co najważniejsze mogą zapewnić taki super spokojny i długi sen... ale od początku. Zostając samemu rano mam czas na przemyślenie swojego życia i znalezienie sensu w nim, oraz na sen i wypoczynek. Skrupulatnie z tego korzystałem przez całe 103434556432324 godzin, do czasu, aż wrócił Pan. Zwiedziliśmy razem najbliższą okolicę i zrobiłem to, co miałem zrobić i wróciliśmy do domku, gdzie szykowaliśmy jedzonko i sprzątaliśmy, czekając na powrót Pani. Nagle wyskoczyliśmy na dwór, jak błyskawice tylko po to by spotkać Panią w drzwiach klatki schodowej. Cieszyłem się jak mały szczeniaczek. Cała nasza trójka poszła na malutki spacerek po trawce pod blokiem. Ponieważ dokazywałem troszkę, to spacer nie był zbyt miły. Tak więc szybki powrót do domku, gdzie zjadłem swój obiadek, a Borowscy dokończyli jedzonko.
Pani nie czuła się najlepiej, a ja mimo, iż chciałem jej pomóc, nie mogłem wejść na kanapę, gdzie Ona leżała. Chciałem ją ogrzać wtulając się w nią, a nawet zmierzyć jej temperaturę na czole swoim noskiem. Niestety wszystkie próby zawiodły, więc postanowiłem się położyć i przespać.
Gdy już z wolna zmierzchało udaliśmy się z Panem na długi, bardzo długi spacer. Tak sobie szliśmy przez miasto do Parku i ciągle bawiliśmy się w przeciąganie mojego gryzaczka. Tak się w tym zatracałem, że nawet zapominałem chodzić i lądowałem na ziemi i szurałem podwoziem po ziemi.
czy my już jesteśmy na miejscu?