wtorek, 13 maja 2014

Nowe ścieżki

Wczoraj Borowscy zostali w domku. Przynajmniej tak mi się zdawało i już się cieszyłem, gdy nagle Oni zebrali się, zostawiając mi pazura na pocieszenie. Troszkę rozpaczałem za Nimi, no dobrze - troszkę powyłem, by po jakiś 44532344355 minutach położyć się spać. Przespałem cały czas, aż do powrotu Pana, by mieć wiele sił na spacer z nim. Wyszliśmy i powędrowaliśmy na trawkę, a stamtąd prosto do autka, w którym czekała Pani. Pojechaliśmy na zakupy, które spędziłem w autku. Tylko na chwilkę wyszedłem pod sklepem na spacer. Gdy wracali to tylko z przerażeniem patrzyłem jak Pakują kolejne reklamówki do autka.
to gdzie jedziemy?

poniedziałek, 12 maja 2014

Złodziejski wiatr

Niedziela miała być spokojnym dniem po grillowaniu i długim sobotnim balowaniu, ale niestety tak pęknie nie było. Co prawda pospałem sobie bardzo długo i mogłem się poobijać po domku, ale cały dzień był jakiś taki smętny i ciągle się czuło, że zaraz coś niedobrego ma się stać.
śpiący Furiacik

niedziela, 11 maja 2014

Grilowo

Co tu dużo opowiadać, po spacerkach usłyszałem, że będziemy jechać do Bojkowa. Pomyślałem sobie, że to może oznaczać spotkanie z Fredem i może jakieś dobre jedzonko.

Do południa Pan robił coś przy komputerze, a Pani się krzątała po domu, a ja sobie ich oglądałem wylegując się na swoich podusiach. Nagle zaczęli się szykować, a to oznaczało, że ruszamy do w drogę. Byłem niemal w jednej chwili zwarty i gotowy. Torba wypchana różnymi rzeczami i już schodzimy do autka. Mały obchód po okolicy z Panią, bo Pan coś tam jeszcze robi przy komputerku - On go chyba naprawiał, co mnie dziwiło, bo nie  korzystał z młotka, ani z mojej pomocy.

W drodze do celu zahaczyliśmy jeszcze o sklepik. Musiałem poczekać w autku, ale na szczęście szybko się wyrobili i znowu w drogę. Auto zgasło i gdy tylko otworzyły się drzwi ja wystrzeliłem jak torpeda. Nie było nikogo. Po chwili dopiero się zorientowałem, że jesteśmy przed wjazdem na posesję, tak więc czekało nas jeszcze chwilowe dreptanie. Otworzyła się brama i była masa ludzi, znanych mi ludzi oraz Fred i Franczesko, ale najważniejsze, to było jedzenie w moim zasięgu - na stoliku, niskim stoliku. Przywitałem się ze wszystkimi obecnymi  tak dla niepoznaki i sru, szybki atak i nim się zorientowali, to  już w pysku miałem dwie kiełbaski. Krzyki i wrzaski nic nie pomogły bo one były moje i tylko moje. Wszyscy się trochę śmiali, a najbardziej zdenerwowana to była Pani. Po konsumpcji, która trwała jakieś 20 sekund poszedłem szukać więcej na stoliku, niestety znalazłem jedynie kaganiec. Od tej chwili mogłem jedynie obserwować wszystko, a nic nie mogłem spróbować.
to tutaj pochowali wszystkie pyszności

sobota, 10 maja 2014

Trening

Wczorajszy piątek zaczął się znacznie wcześniej niż zwykle. Spałem sobie w najlepsze, gdy nagle zaspanego budzi mnie Pan i oznajmia, że idziemy na spacerek. Jak to spacerek tak rano, tak skoro świt? No nic, wyszedłem i pospacerowałem chwilkę licząc, że wrócę szybko do domku i pójdę spać, albo inaczej - najpierw zjem, a potem położę się spać. Obym nie musiał wychodzić na dworek w najbliższym czasie. I się nie myliłem i moje życzenia się spełniły. Zjadłem, a chwilę potem Borowscy wyszli zamykając za sobą drzwi zostawiając mi szpon orła. Spokojnie mogłem sobie zjeść i iść spać. Spałem sobie długo, bardzo długo z małymi przerwami na picie i gryzienie zabawek. W końcu wrócił Pan z wielką torbą, która bardzo ładnie pachniała, niestety wylądowała w salonie za zamknięciem. Mogłem tylko ją powąchać. Po chwili na szczęście bariery zniknęły, torba się wypakowała, oczywiście nie sama, a dzięki pomocy Pana. Koniec końców była pusta i dostałem ją do obejrzenia i sprawdzenia co tak ładnie pachniało.

piątek, 9 maja 2014

Narodowy sport

To był dzień. Rano zostawili mnie na pastwę losu, zapominając zamknąć mnie w przedpokoju. Mogąc buszować po całym mieszkaniu, no oprócz balkonu i sypialni, postanowiłem najpierw wyłączyć komputer, aby nie było na nic dowodów, a potem to się zaczęło. Spałem u siebie w legowisku jak zawsze i nigdzie się nie kręciłem, bo byłem tak bardzo zmęczony. Pan szybko wrócił, więc poszliśmy na ekspresowy spacerek, bo niby coś tam miał robić, ale ja wiem lepiej - pewnie chciał sobie pospać. W drodze powrotnej do domku zabraliśmy ze sobą pocztę. Aby wykluczyć wszelakie zagrożenie dla otoczenia, to ja jako pierwszy zabrałem się za jej sprawdzanie. W mieszkaniu dokładnie przyjrzałem się kolejnymi folderom reklamowym.

czwartek, 8 maja 2014

Bez opamiętania w pracy

Środa minęła na ciężkiej pracy. Znaczy się rano było przyjemnie. Poszedłem z Panem odprowadzić Panią do pracy i na niewielki spacerek. Potem malutki spacerek, czyli droga na około do domku.

środa, 7 maja 2014

Było nas troje

Wszystko wróciło już do swojego pierwotnego ładu po ostatnich przestojach w samotności. Wczoraj znowu zostałem sam. Czas ten wykorzystałem w pełni na spaniu. Zrobiłem sobie jedynie malutką przerwę na picie wody i chwilową zabawę sznurem. Oczywiście zjadłem z samego rana wędzony pazur orła.

Pan pojawił się tak nagle, jak nagle zniknął rano. Po szybkim spacerku zabraliśmy się za szykowanie obiadku i sprzątanie mieszkanka. Oczywiście uczestniczyłem w tym bardzo aktywnie szczekając i podgryzając rurę - a to od odkurzacza, a to od parownicy. Koniec końców ziemniaczki się ugotowały, a mieszkanie niemal lśniło, więc zadowolony z siebie położyłem się spać. Zbliżała się szesnasta i Pan zaczął się krzątać. Niestety ja też zostałem zmuszony do wstania, znaczy sam chciałem, ale lepiej brzmi, że On mnie zmusił. Najpierw zjadłem przekąskę w postaci serka półtłustego. Tak przygotowany, miałem siły na spacer i ratowanie Pani z pracy. Wyszliśmy więc na dworek i już mieliśmy pędzić po Panią, ale najpierw rzeczy najważniejsze, trzeba się pobawić. Dziś Pan zabrał z nami świnkę, chrumkającą fioletową świnkę. Poganiałem za nią na trawniczku pod blokiem.
 znalazłem ją, teraz możesz tu przyjść i ją rzucić