Wszystko wróciło już do swojego pierwotnego ładu po ostatnich przestojach w samotności. Wczoraj znowu zostałem sam. Czas ten wykorzystałem w pełni na spaniu. Zrobiłem sobie jedynie malutką przerwę na picie wody i chwilową zabawę sznurem. Oczywiście zjadłem z samego rana wędzony pazur orła.
Pan pojawił się tak nagle, jak nagle zniknął rano. Po szybkim spacerku zabraliśmy się za szykowanie obiadku i sprzątanie mieszkanka. Oczywiście uczestniczyłem w tym bardzo aktywnie szczekając i podgryzając rurę - a to od odkurzacza, a to od parownicy. Koniec końców ziemniaczki się ugotowały, a mieszkanie niemal lśniło, więc zadowolony z siebie położyłem się spać. Zbliżała się szesnasta i Pan zaczął się krzątać. Niestety ja też zostałem zmuszony do wstania, znaczy sam chciałem, ale lepiej brzmi, że On mnie zmusił. Najpierw zjadłem przekąskę w postaci serka półtłustego. Tak przygotowany, miałem siły na spacer i ratowanie Pani z pracy. Wyszliśmy więc na dworek i już mieliśmy pędzić po Panią, ale najpierw rzeczy najważniejsze, trzeba się pobawić. Dziś Pan zabrał z nami świnkę, chrumkającą fioletową świnkę. Poganiałem za nią na trawniczku pod blokiem.
znalazłem ją, teraz możesz tu przyjść i ją rzucić
