Poniedziałek, to kolejny już dzień wspaniałej, ale mroźnej pogody. Zdawało się, że słońcu pomyliły się pory roku. Za to temperatura naprawdę była bardzo zimowa. Miałem wrażenie, że nigdy nie ustąpi. Z jednej strony widząc przez okno tak rozświetlony świat aż chce się wychodzić i potem po otwarciu drzwi spotyka się z mrozem. Tak oto niszczone są marzenia. No nic, o poranku, czyli tuż koło 10 udaliśmy się na mały rekonesans. Z sercem w gardle odpaliliśmy LaBunie i ruszyliśmy na małe zakupki. Oczywiście ja siedziałem w aucie, bo po co łazić po sklepach. Pańcio szybko wrócił i poszliśmy na spacerek po okolicy. Śnieg głęboki, obok droga dość ruchliwa a my kręciliśmy się po dzikich i opuszczonych terenach nad którymi górował stary bunkier. Już tu kiedyś się kręciłem i obiecałem sobie, że jeszcze tu wrócę, no i wróciłem, ale znowu bez aparatu. Tracąc zbędnego czasu zrobiłem to co musiałem. Szybciutko wróciłem do autka i od momentu wejścia do domku minęło ledwo 2 no może 3 sekundy, gdy jadłem swoje śniadanko. Teraz to ja już jem po spacerku a nie przed. Jakoś tak lepiej się spaceruje a potem lepiej się układa.

no zimno jest strasznie