środa, 16 listopada 2016

Jesienny zwrot

Poniedziałki najlepiej rozpoczyna się od spaceru. Ciężko było nam wstawać i długo gramoliliśmy się z wyrek. W końcu jednak po śniadaniu i całym tym porannym zamieszaniu, ruszyliśmy z Pańciem na spacer - LaBunia zawiozła nas do Parku Śląskiego. Zaparkowaliśmy daleko od wybiegu. Wiedziałem więc, że nie będzie swobodnego biegania a jedynie chodzenie na smyczy. Na całe szczęście mieliśmy naszą lekko popsutą automatyczną smycz o długości 8m. Bieganie było dość swobodne. 
no rusz się.
Liście trzeszczały pod łapkami, gałęzie szumiały od delikatnego wiatru. Z wielką przyjemnością się spacerowało. Kilku biegaczy, trochę spacerowiczów. Spacer odbywał się raczej w okolicach Zoo tych bardziej dzikich. Jakoś tak na tą uporządkowaną część tak bardzo mnie nie ciągnie. Wolę biegać między drzewami, wolę czuć się jak w lesie, czy coś takiego. Może ja jestem jakiś prawdziwy wilk, albo coś. W trakcie drogi znalazłem sobie kilka patyczków i trochę z nimi pobiegałem. Ja nie wiem co mi jest z tymi patykami, ale jakoś bardzo je lubię. Czasem mam ochoty ponosić mały, czasem duży. Niestety wielka szkoda, że są one takie bardzo nietrwałe. Od tak pękają w pyszczku i po zabawie. Choć w sumie to nie, bo w takim momencie uaktywnia się mój nosek i mogę szukać kolejnego. I życie toczy się dalej. Czasami zastanawiam się, czy to przypadkiem nie sens mojego życia.
czuję patyczek

mam patyczek i go zabieram

nowy patyczek, bo stary się sam popsuł

W trakcie naszego spacerku jak zwykle zawitaliśmy w  okolicę małego jeziorka z którego co nieco się napiłem. Najważniejsze jednak było to, że wdrapałem się na wielką skałę i udawałem pomnik przyrody, albo pomnik bohaterstwa i odwagi w jedzeniu wszystkiego co się nawinie.
zjem cię 

W końcu przyszedł czas na powrót do LaBuni i oczywiście na około. Przecież nie można wrócić normalnie.  Tak więc szliśmy, tak więc dreptaliśmy i bardzo, ale to bardzo się męczyłem. Mijaliśmy wielki mur i wtedy do głowy przyszło mi, że doszliśmy do Chin co najmniej. Z tym, że ten mur taki wielki nie był. No na szczęście po chwili byliśmy znowu w okolicy Parku Śląskiego. Weszliśmy na torowisko kolejki wąskotorowej. Ciufica z okazji zimy poszła już spać. Zresztą nawet w lato nigdy nie widziałem jej aby jeździła. W końcu dotarliśmy do części bardziej rekreacyjnej gdzie spotkaliśmy spacerujące psiaki - chodziły bez smyczy i popędziły się ze mną przywitać. Po chwili zabawy poszły w swoją stronę. Jakoś nie były zainteresowane pogłębianiem naszych relacji. No trudno - my w końcu kierowaliśmy się bezpośrednio do LaBuni i w końcu do domku
wielki mur

pociąg Furii 

cześć

W domku leżakowaliśmy i leniuchowaliśmy. Spaliśmy w każdej możliwiej chwili. Kwintesencją tego była najmłodszy, który spał cały czas w swoim ulubionym miejscu - czyli na kolanach Pańci.

biegnie czy śpi? - o to jest pytanie?!

Słoneczny wtorkowy poranek postanowiliśmy wykorzystać na spacerowanie po lesie. Najlepszym miejscem do tego był położony dość blisko las kochłowicki. Zaparkowaliśmy blisko Rybaczówki i ruszyliśmy. Najpierw szliśmy jedną z główniejszych dróg w lesie, ale po chwili weszliśmy w największe krzaczory w okolicy. Przedzieraliśmy się gęstymi zaroślami. Czasami musieliśmy zawracać i zbaczać z trasy. Mimo wszystko było bardzo przyjemnie. Mój nos odkrywał zupełnie nowe zapaszki i prowadził nas takimi zakrętasami, że sam twórca labiryntów by się nie powstydził. Pewnie zastanawiacie się czego szukaliśmy. To proste, szukaliśmy światła. W słoneczny dzień też można szukać światła, snopów światła przedzierających się przez drzewa. Kilka razy się udało i prawie udało nam się zrobić fajne zdjęcia. Buła oczywiście nie stanął na wysokości zadania i zawalił. No niestety można być super psem i super modelem, ale jak fotograf jest do niczego to nic z tego nie wyjdzie.
ale pięknie

piękna istota i słoneczko

Nasz spacerek mimo wszystko przebiegał bardzo spokojnie i bardzo przyjemnie. Zbaczanie z utartych szlaków, gdy jest to możliwe i dozwolone prawnie jest naprawdę fajną sprawą. Gdy słońce grzeje po główce a jesień w pełni szalej kolorami to nie ma lepszego miejsca na ziemi niż las.

w lesie, pośród mroków

zawstydzony wąchacz

to słońca aż smakuje

a teraz gdzie?

idź za mną ja zjadłem zęby na przewodzeniu, albo na patyczkach

cudowne słońce

W końcu jednak wyszliśmy na główną drogę i powolutku wracaliśmy do LaBuni. Po drodze oczywiście zahaczyliśmy o jeziorko. Picie oczywiście było obowiązkowym etapem. Z pełnym brzuszkiem mogłem sobie wrócić do domku. 
dobra woda

W domku Pańcio mi trochę bardzo zaufał i zostawił otwartą sypialnie. Mogłem się więc w spokoju położyć na swoim legowisku. Miałem zakaz wchodzenia na łóżko, który respektowałem. Prawda jest taka, że trochę sam siebie nie poznawałem, może to przez to, że zjadłem coś w lesie.
drzemka 

Tym czasem koty zaczęły jeść ze wspólnej miski a w zasadzie to z misek. Bo miska na wodę, była nie używana, bo i tak Fuksja piła z mojej miski. Tak więc młody i Fuskja jedli wspólnie. W zasadzie to młody zachowuje się jak ja. Je szybciutko ze swojej i co chwilę zagląda do miski od Fuksji. Ta się obraża i odchodzi. Pańcio musi przy nich stać i młodego blokować a Fuksję przystawiać do miski. Ech taki to koci interes mamy, a tak pociesznie jedzą, że aż szok. Malaskają i ciamkają a uszy im się trzęsą. Fajnie to wygląda.
ciamkacze na obiadku

Nasz domek spokojnie i powolutk się toczył do czasu aż Pańcio gdzieś pojechał. Ja tak bardzo za nim tęskniłem i to mimo, że Pańcia była. Tak bardzo chciałem aby wrócił, a go nie było. Z tego smutku i z całego zamieszania z leśnym nielegalnym podjadaniem tak zakręciło mi się w brzuszku. Szybko ukryłem się najdalej od Pańci i puściłem co nieco. To ukryłem się, to w rzeczywistości to było łóżeczko. Pańcia trochę się zdenerwowała, że zabrudziłem trzy miejsca a wszystko przesiąkło przez kołderki, poszewki,prześcieradło, ochronę materaca i w końcu zabrudziło materac. Było małe zamieszanie i do tego wrócił Pańcio. Spodziewałem się porządnej bury. Tym czasem było zgoła inaczej. Spokojnie posprzątali i Pańcio powiedział, że nieładnie się zachowałem i było widać, że mu przykro - mi też było przykro, no ale przecież w takich chwilach trzeba się gdzieś chować - no i niestety źle wybrałem. Dostałem jeszcze informacje, że z mojego jedzenie w dniu dzisiejszym nici - trzeba głodować i tylko woda. Tej też nie chciałem i się obraziłem na te puste miski. Gdy ja głodowałem i cierpiałem, to koty po prostu spały lub oglądały inne koty w internecie. Robił to oczywiście maluch. Ciekawski maluszek interesuje się wszystkim. Zresztą siedział u Pańcia zamiast u Pańci - tak z przymusu. Ponieważ mu się nudziło to oglądał internety.
no człowiek daj spokuj

o jacie ale koty!

no weź zatrzymaj na chwile

Po wieczornym spacerku nie pozostało mi nic innego jak iść spać głodnym. Powędrowałem zaraz za Borowskimi. Z tego, że człowieki sobie poszły spać zadowolone były również kociaki. One wgodnie wyciągnęły się na szezlongu. Spały razem, ale osobno. Człowieki spali pod kocami, w końcu jeszcze prawie nic nie wyschło. Dobrze, że chociaż materac był już czysty i suchy.
razem a osobne

dobranoc

Po całej nocy w trakcie której śniło mi się tylko jedzenie, obudziłem się na dźwięk wsypywanych do miski moich chrupków. Popędziłem jak szalony i razem z kotami mogłem spokojnie zjeść śniadanko. Czułem, że mam olbrzymią ilość energii i swobody - aż chciało się żyć. Niestety pogoda nie dopisywała i przytłumiła cały mój optymizm. Mrozek na ziemi, brak słońca i ogólna szarość. Szybko przewędrowaliśmy po okolicznych polach. Zrobiłem to co trzeba zrobić i jak najszybciej chciałem wrócić do domku. Dobrze, że w tej sprawie doskonale zgadaliśmy się z Pańciem. Nim się zorientowałem kładłem się na swoim pontoniku blisko Pańci.
a krzaczory, czas wracać - już wszystko 

morozek

no i mgła!

Środa była bardzo senna i każdy szukał swojego miejsca do spania. Koty co chwilę zmieniały pozycje. Fuksja jednak skupiła się na dekoderze, a młody na suszącej się poduszce z papasana. Ja natomiast udałem się do sypialni. Tym razem miałem zamknięty dostęp do łóżka - te krzesła to jednak idealna bramka zakazując wstępu. Ja nie chciałem przez nie przeskakiwać, bo moje legowisko wydaje się lepsze.
na podusi

na dekoderze

na legowisku

najlepsze jednak spać u Pańci na nóżkach

Ledwo się wyspaliśmy i zrelaksowaliśmy a już przyszła noc. Koty oczywiście były pierwsze do spania, a ja zaraz za nimi. Jednak jak się okazało pościel jeszcze była nie ubrana. Znowu cenne minuty mijały i trzeba było patrzyć jak człowieki robią zamiast spać.
wszyscy gotowi

Cały czwartek był porządkowany wizycie u weta z młodym. Przy okazji ja też tam byłem. Wszystkie spacerki i odpoczywanie w domu to nic nie znaczyło. Liczyła się tylko wizyta u Weta. Oj długo się naczekaliśmy popołudniu u tego weta. Bardzo długo wyczekaliśmy w kolejce. Ludzie plotkowali i gadali a było ich sporo. Było gwarnie. Z pieskami się pobawiłem a koty obwąchałem. Niektórzy się denerwowali, że muszą tyle czekać i w ogóle, że ludzie na tyle czasu wchodzą do gabinetu. Potem sami wchodzili i spędzali tam bardzo dużo czasu. W końcu przyszła nasza kolej. My mieliśmy szybkie sprawy i od razu to naszemu wetowi zakomunikowaliśmy. Chwilę się pośmialiśmy i kot dostał zastrzyk z pierwszą szczepionką i nawet się nie stresował. W zasadzie będą wyciąganym ze swoje budki to dopiero się budził. Był grzeczny i się tulił. Potem ja wylądowałem na stole i szybko zostałem przejrzany. Uszko lewe troszkę mam w środku czerwone, ale to nic poważnego na razie. Ząbki ok, choć troszkę kamienia się pojawia. Wydaje mi się, że to za sprawą tego, że tuż przed wyjściem zjadłem obiadek. No a to pod nosem to tylko przebarwienie i należy tylko obserwować. Raz, dwa pożegnaliśmy się z Wetem i wyszliśmy sobie. Szybciutko podreptałem do domku i do spania.
cześć chore zwierzaczki siedzące w poczekalni

W domku po takim stresie młody przede wszystkim to spał. Spał ile tylko się dało. Spał w każdej możliwej pozycji i nikt nie raczył mu przeszkadzać. A w ogóle to wet bardzo pozytywnie był zaskoczony z rozmiaru młodego. Szybko przybiera nie tylko na bębuchu ale wszędzie. Powoli staje się dużym kotkiem i waży już ponad 1140 gram. W ogóle to ten czwartek to taki piątek we zwykłym tygodniu. Tak więc wieczorem witaliśmy się już z weekendem. Wieczorem Fuksja postanowiła troszkę zająć się młodym. Chyba dowiedziała się gdzie był i postanowiła trochę się nim zająć. Taka starsza siostra. Może też szykowała sobie posiłek, ciężko poznać, co im tam w głowie siedzi. Do ugryzienia!
pozycja a

pozycja b

pozycja c

opieka, czy mycie jedzenia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz