wtorek, 29 listopada 2016

Imprezownia

Sobota, deszczowa sobota już od świtu zapowiadała się, na niezłe ziółko. Wszystko zaprzysięgło się przeciw mnie. Biometr był bardzo niekorzystny. Nie wiedziałem, co ze sobą począć. W dodatku Pańcio zamiast pozwolić mi się wyspać to ciągał mnie po całym świecie. Na szczęście już wsiadając do LaBuni zrobiłem małe siusiu i potem nie musiałem się z niej w ogóle ruszać. Pańcio gdzieś po drodze się zatrzymał i gdzieś poszedł. Ja tylko się cieszyłem, że zostaje, bo deszcz lał jak jakiś szalony. Wrócił Pańcio w końcu i był cały przemoczony. Już wiedziałem, że dobrze zrobiłem, że nie wychodziłem i nie miałem zamiaru. Niestety, wyjść musiałem bo pojechaliśmy na otwarcie nowego wybiegu dla dla psów w katowickiej dzielnicy Józefowiec - Wełnowiec. Akurat, gdy wysiadaliśmy to padać przestało.
ile ludzi, a przed wszystkim ile psiaków
Trochę sobie pobiegałem i pochodziłem po całym parku. Trochę zapoznałem się ze wszystkimi a przede wszystkim przywitałem się z moim kumplem - z Foxem. Jednak czułem się trochę zestresowany i zdenerwowany. Nowe miejsce i hałasy z głośników bardzo mnie przytłumiło. Wycofałem się i krążyłem raczej po okolicach płotu, szukając wyjścia czy też po prostu ucieczki. Pańcio trochę starał się nakierować moje nerwy i odwrócić uwagę od hałasów - przekonywał mnie do korzystania z urządzenie. I powiem szczerze, że skorzystałem ze wszystkich, no może oprócz równoważni, zwanej huśtawką zagłady. Slalom przedreptałem w ograniczonej części, ale rura, podest i taką stromą przeszkodę to pokonywałem bez problemów.
hej co tam robicie?

przecież będzie się woda wylewać z rury jak taka dziura

obserwujemy hałasy z daleka

biegnę (foto DOG PARK Józefowiec-Wełnowiec)

hydraulik Furiat (foto DOG PARK Józefowiec-Wełnowiec)

Na wysoką równoważnie to zacząłem wchodzić sam, tak bez niczyjej pomocy. W końcu poczułem, że mam te moc i może warto zainteresować się psim "agility". No ale wtedy spadł deszcz, zaczęły bić dzwony. Po pokazie umiejętności takiego fajnego psa nagle wszyscy powoli zaczęli się rozchodzić. My również się pożegnaliśmy i szybciutko do domku. Nawet Pańcio nie wyjął aparatu przez ten siąpiący deszcz i w zasadzie to nie mam dowodu, że chodziłem po tych wszystkich przeszkodach. Ech szkoda gadać. W zasadzie deszcze niespokojne przegoniły nas do domku i już. Wychodziłem na malutkie spacerki i już.

to co zbieramy się? (foto Architektka)

Niedziela nie była spokojniejsza. Oj wcale a wcale. Z rana buszujące koty mnie obudziły i już były nici ze spania.Postanowiłem, więc obudzić i człowieki, żeby ich dzień też się zaczął. W zasadzie to chciałem aby mnie tylko głaskali. Mimo wczesnej pory wstania nawet nie próbowałem się zebrać na spacerek. Wolałem poleżeć. W końcu tuż przed południem udałem się z Pańciem na wyjazd.

człowieki wstańcie i okrzyczcie te głośne koty

W tym całym zamieszaniu pojechaliśmy do Parku Śląskiego na wybieg. Tam było bardzo dużo psiaków i dopiero wtedy Pańcio mi powiedział, że to impreza zorganizowana z okazji urodzin Ajriszy. Zabawa była przednia. Spotkałem dawno nie widzianych znajomych - nawet pojawiła się Koko. Jednak to nie było już to co kiedyś i po przywitaniu każde z nas zajęło się swoimi sprawami. Był Fox był RudoSzorski Team, ale nie było Figi i Baksa. Szkoda, bo tak bardzo liczyłem, że zobaczę te uchole. Niestety. Pozostało mi wiec bieganie za wszystkimi innymi psiakami. Skakaliśmy sobie, biegaliśmy a najwięcej hałasu robiła Freya, czyli panna owczarek niemiecki, która wyraźnie miała trochę niejasności ze Szczotkiem. Pojawił się też Norek, czyli dzielny wąchacz w malutkim ciele. Gdy większość przeniosła się na pobliską łąkę zwaną Polami Marsowymi to pojawił się na wybiegu Pascal. Z nim trochę pobiegałem, a w zasadzie to uciekałem przed nim jak starał się mnie odgonić od swoich człowieków. Koniec końców również i nasza mała grupka dołączyła na wspólne zdjęcie. Ciepło się pożegnaliśmy i wróciliśmy do domku. 
hej Koko

węszę w trawie

z Pascalem

ratuje swoje życie

ekipa się bawi (foto Dariusz Zawadzki)

zabawy (foto Gocha Glajcar)

przekąski (foto Gocha Glajcar)

wspólne zdjęcie (foto Ajrisza)

W domku należało mi się porządne spanie i odpoczynek. bardzo liczyłem na długie i spokojnie spanie, ale okazało się, że z kotami nic nie jest takie łatwe. Rozrabiając robiły trochę hałasu. Na całe szczęście, gdy w końcu przyszła noc to i one usnęły. Nawet dogadały się między sobą i dały radę spać razem - oczywiście na nogach Pańci. Co one zrobiły by bez Pańci. No więc jak widzicie, ten weekend był bardzo aktywny i naprawdę nie miałem chwili by odetchnąć, by się wyspać. Na szczęście idzie tydzień, oby on był spokojniejszy. Do ugryzienia
koty śpią

młody to wpasuje się wszędzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz