poniedziałek, 15 sierpnia 2016

przegło

W poniedziałek od samego rana ruszyliśmy z Pańciem do Bojkowa aby pogrzebać w LaBuni. Coś tam trzeba było w niej zrobić więc się za to powolutku i nieśpiesznie zabraliśmy. Przednie koła zdjęliśmy i ostro zabraliśmy się za kręcenie, rozkręcanie i inne takie. Co chwila podpowiadałem Pańciowi co i jak ma robić, ale ten wiedział lepiej, ten mnie nie słuchał i w pewnym momencie utknęliśmy i nic nie dało się zrobić. Tak więc Pańcio postanowił wybrać się na spacer aby odetchnąć od tego i owego. Wybraliśmy się na spacer, ale nie byle jaki spacer. To był bardzo wielki i bardzo intensywny spacerek. Mało tego, że w łapkach miałem wiele kilometrów to jeszcze szliśmy bardzo, ale to bardzo szybko. W jego trakcie co chwilkę chciałem odpoczywać. Całe szczęście, że Pańcio miał wodę i to dużo wody. Bardzo szybko ją osuszałem. Na plac boju ledwo wróciłem. Łapkami przebierała chyba już tylko moja wola, bo ciało to nic nie wiedziało i nie rozumiało. Na miejscu był Fred ze swoim opiekunem, który nam trochę pomógł. Od tej pory ja spałem i drzemałem, a człowiek powoli i systematycznie posuwał się do przodu. Pojawił się nawet opiekun Franka, ale tylko na chwile. Jak wdrapałem się od autka na swoja wypasioną miejscówkę to przysnąłem całkiem mocno i nim się zorientowałem o na placu zostaliśmy całkiem sami.
Wszystko skręciliśmy, wszystko sprawdziliśmy dwa razy i w końcu mogliśmy się zebrać. Przez to, że Pańcio mnie nie słuchał to siedzieliśmy przy tym o wiele za długo, ale i tak było fajnie choć bardzo męcząco. Do domku wróciliśmy już sprawnie i szybciutko a co najważniejsze, w ciszy. Co prawda trzeba jeszcze ustawić kąty w zawieszeniu, ale i tak jechało się z wielką przyjemnością. Pod domkiem nie chciało mi się wysiadać z powodu tych wszystkich udogodnień i ciszy, a tak naprawdę to bolały mnie łapki i każdy krok był wielkim wyzwaniem. Zresztą Pańcio też sprawiał wrażenie obolałego i chodzenie sprawiało mu ból.
a nie mogę zostać?

Do mieszkanka ledwo się wczłapaliśmy i ostatkiem sił dopadłem do miski a potem to już tylko długie spanie i odpoczywanie. Nocny spacerek to sobie niemal odpuściliśmy, ale jednak Pańcio mnie przekonał i poczłapałem zrobić siku i nic ponad to. 
Wtorek przyszedł szybko, zdecydowanie za szybko i ja zamiast odpoczywać to po prostu ruszyłem w drogę załatwiać jakieś dziwne rzeczy. Pojechałem z Pańciem do Gliwic, gdzie musiałem załatwiać jakieś ważne rzeczy. Ja poczekałem w aucie a gdy Pańcio wrócił to pojechaliśmy do mieszkanka z kafelkami. Idąc z parkingu to sobie załatwiłem najważniejsze rzeczy. W zasadzie to ja nie szedłem, a człapałem. Powłóczyłem bolącymi łapkami. Na szczęście w domku z kafelkami sobie odpocząłem. Oj sobie bardzo odpocząłem. Leżałem tam i tylko co jakiś czas dostałem coś do chrupnięcia. Niestety wszystko co dobre musi się szybko skończyć i czas było wracać do LaBuni i znowu do centrum Gliwic. 

koślawy człapacz

W centrum Gliwic znowu sobie troszkę posiedzieliśmy a raczej pospacerowaliśmy. Łapki mnie tak bolały, że każdy krok musiałem bardzo dobrze przemyśleć, czy aby na pewno chce go postawić. Czekając na odebranie czegoś, Pańcio zakupił fryteczki. W zasadzie to głodni nie byliśmy, ale kasę trzeba było rozmienić na parking. Frytki były świetnym bonusikiem i nagrodą za tą ostatnią męczarnie. Kilka zjadłem ja i kilka zjadł Pańcio. Odebraliśmy co miało być odebrane a potem pojechaliśmy odebrać jakiś wielki rulon w innym miejscu. W końcu mogliśmy wrócić do domku. Oj jak ja się z tego cieszyłem. Jak ja byłem zadowolony z tego faktu. Szybka i łatwa droga powrotna i w końcu byłem w domku. W końcu mogłem odpocząć. W końcu łapki mogły odpocząć.


no weź wracajmy do autka

daj frytkę

odpoczywam w drodze do domku

Popołudniu i wieczorkiem relaksowaliśmy się w domku i mieliśmy odwiedziny małego człowieka, któremu przekazana została obszywana przez Pańcię huśtawka. Przy okazji zjedliśmy pizzę. Takie obiadki to ja rozumie. Mały człowiek przy okazji trochę pobawił się z Fuksją. Ta również była bardzo zainteresowana integracją i obwąchiwała ile tylko się dało. W końcu jednak odprowadziliśmy gości do autka i sami pojechaliśmy na zakupu. W zasadzie dla mnie to bez różnicy czy śpię a domku, czy w LaBuni.
Fuksja w zabawach

Po powrocie i po rozpakowaniu wielkich zakupów Fuksja razem z Pańciem zamknęli się w pokoju i coś tam robili z pudłami, papierami i kartonami. Oj długo im z tym zeszło, ale w końcu wszystko zrobili tak jak należy. Pewnie szło tak szybko, bo Fuksja pomagała. Ona jest taka, że jak za coś się weźmie to działa szybko i metodycznie a przede wszystkim bardzo sprawnie.

no bierz te kartony!

Po skończonej pracy w końcu mogliśmy położyć się spać. Sypialnia była wolna od kartonów i papierów i poszliśmy spać. To był bardzo męczący dzień i sen był zasłużoną nagrodą. 
W środę mogłem sobie mocno leniuszkować. Znaczy rano jakieś ważne rzeczy zrobiliśmy, ale potem po szybkim spacerku mogłem po prostu pospać sobie w domku. Jednak nie na długo, bo pomimo deszczowego dnia Pańcio gdzieś mnie wyciągnął. Na szczęście obyło się bez chodzenia. Spałem sobie w autku. W nagrodę za moje grzeczne i spokojne zachowanie Pańcio obiecał, ze będzie mnie znosił ze schodów tak długo aż będzie mnie łapka bolała. Tak więc, szczerze się zastanawiam, czy ta łapka nie będzie mnie bolała do końca życia. W ten deszczowy dzień to nie dość, że przez pogodę nie chciało mi się wychodzić, to jeszcze te łapki. Na szczęście Pańcio nie nigdzie nie ciągał i za bardzo nie przeszkadzał w relaksie. Co prawda odkurzał i sprzątał, ale w ogóle nie przesuwał mnie i nie zaczepiał. Gdy wróciły dziewczyny, a w zasadzie to po je przywieźliśmy mieliśmy okazję zjeść obiadek i wrócić do odpoczywania. Od poniedziałku nasze spacerki były bardzo ograniczone i w ogóle staraliśmy się nie chodzić za dużo. Wieczorem każdy znalazł sobie odpowiednie miejsce do drzemania i przygotowania się do snu. 
nowe miejsce Fuksji

We czwartek z samego rana udaliśmy się z Pańciem do Parku Skałka. Powolutku chcieliśmy się rozkręcić i wrócić do spacerowania. Znaczy Pańcio tak zadecydował, ja miałem na ten temat inne zdanie, które wyraziłem w trakcie spacerowania. I tak zamiast przynajmniej jednego kółka wokół jeziorka zrobiliśmy niecałą połowę. Przy okazji czas jaki na to poświęciliśmy, był o wiele dłuższy niż czas potrzebny na przejście jednego kółeczka. Ociągałem się bardzo. Wszystko co mogłem to bardzo dokładnie obwąchiwałem. Co chwila chciałem wracać do LaBuni. Oglądałem z wielką fascynacją mijających nas ludzi. No po prostu było bardzo powoli. Na szczęście załatwiłem wszystko co miałem i tylko liczyłem, że Pańcio w końcu załapie, że na takie spacery jakie on lubi jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Na szczęście zrozumiał to dość szybko i nie trzeba było się denerwować. Zresztą pogoda nie rozpieszczała. Droga powrotna również nie była zbyt szybka, ale gdy już dotarliśmy do LaBuni to wszystko przyśpieszyło. Znaczy powrót do domku był bardzo szybki. Bo potem znowu rozbestwiłem się w lenistwie i w nielegalnym wylegiwaniu się na kanapie. Przyszedł czas sprzątania i musiałem wrócić na swoje legowisko. Na szczęście ono też jest super. Reszta czwartku zleciała nam bardzo spokojnie i łagodnie. Na spacerki Pańcio mnie znosił zgodnie z obietnicą, więc pomimo bólu łapki było fajnie.
no weź wracajmy

ech daj spokój z tym chodzeniem

patrz jak tu ładnie, może sobie siądziemy?

albo poleżymy?

W piątek liczyłem na chwilę wytchnienia, ale gdzie tam. Znowu po odwiezieniu dziewczyn pojechaliśmy do Gliwic. No powiem szczerze, że miałem tego dość. Coś tam załatwiliśmy, ale głównie pojechaliśmy na wybieg. Tam było pusto, co w mojej sytuacji w ogóle mi nie przeszkadzało. Szwendałem się tylko troszkę i obwąchiwałem wszystko, ale głównie leżałem i podziwiałem wszystko. Mijały minuty a ja głównie obserwowałem jak Pańcio chodzi po wybiegu. Nawet zacząłem się zastanawiać, czy to nie jest jakiś spacerniak dla człowieka. Z czasem na wybiegu pojawiło się kilka piesków i trochę za nimi pobiegałem i pobawiłem. To jednak nie była najlepsza decyzja, bo nóżka znowu się nadwyrężyła. No i wróciłem do wylegiwania pod ławką i głaskania się człowieką.

dobra czas siadać

jednak sobie poleżę

wybiegowe wygi

Powoli psiaki zaczęły się zbierać, więc i my się zebraliśmy. Podjechaliśmy do jednego Parku Chrobrego, bo jeszcze chwilę musieliśmy poczekać na odbiór czegoś tam. Tak więc, delikatnie i powolutku sobie spacerowaliśmy po pięknym zielonym parku. Trawka wyjątkowo ładnie pachniała. Było pusto i wyglądało to tak, jakby cały park był tylko dla nas. Gdzieś w oddali krzyczeli robotnicy, ale ja byłem zajęty wąchaniem i wylegiwaniem się. Spacer był wielka przyjemnością, ale jednak wolałem wracać do autka. Co na szczęście dość szybko się stało. Wsiedliśmy do LaBuni i dość szybko uzupełniłem płyny w zbiorniczku, a potem to odebraliśmy co trzeba i wróciliśmy do domku. Mogłem w końcu się wykurować i odpocząć i wyleżeć. Koniec tygodnia, kończył jeszcze jedno. Wiki powoli się z nami żegnała i jak może się okazać, długo do nas nie wróci. Do ugryzienia

aa zmęczyłem się spacerowaniem

no dobra już idę

idę przecież 

chwila przerwy

daj poleżeć

kładę się i nie będę tu leżał

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz