piątek, 26 sierpnia 2016

Gar

Pewnie doskonale wiecie jak to jest w poniedziałek, zwłaszcza taki trochę mokry poniedziałek. Po krótkim spacerku i załatwieniu podstawowych spraw fizjologicznych postanowiłem za namową Borowskiego wrócić do domku, ale tylko na chwilkę bo trzeba było dostarczyć Pańci zaopatrzenie, które zapomniała z domku. Tak więc po krótkim dwu czy trzygodzinnym śnie ledwo zwlokłem się z wyrka i udałem się do Pańci.
eeee wracajmy już!
Spacer do Pańci i powrót to droga wzdłuż ulicy, dość ruchliwej ulicy. Każdy większy samochód obowiązkowo oszczekałem, a gdy przejechała ciężarówka to musiałem jeszcze bardzo szybko pobiec. Szkoda, że ta smycz była jakaś taka wyjątkowo krótka i biec za daleko się nie dało. Na szczęście dwa razy przechodziliśmy koło worka na śmieci budowlane - przecież musiałem go obsikać i to dwa razy.

tu byłem- podpisano Furiat

Droga do Pańci jest dość krótka, więc Pańcio postanowił ją urozmaicić zakupami. Ja oczywiście nie mogłem iść wybrać sobie jakieś rzeczy dla siebie. Ja musiałem czekać na zewnątrz. Zupełnie nie rozumie, czemu nie mogę wchodzić do sklepów, przecież przy swoim malutkim wzroście to prawie nigdzie nie dosięgnę a przy tym prawie nie brudzę. Ech może kiedyś mi się uda niepostrzeżenie wślizgnąć i zobaczyć taki sklep od środka, na żywo. Może namówię Pańcia aby przemycił mnie pod kurtką, ale to poczekam jeszcze do zimy.
masz wszystko?

W domku wróciłem do spania, choć człowiek zamiast się relaksować jak jak to zabrał się za jakieś gotowanie. No i okazało się, że robi jakąś zupę. W naszym domku zupa to zapomniany relikt. Coś chyba mam wrażenie, że od tego poniedziałku będą miały renesans. No zobaczymy. W każdym razie pomidorówka pachniała wspaniale i naprawdę miałem na nią ochotę, ale jak to mówią, nie dla psa...zupa. No nic zrezygnowany zasnąłem zrezygnowany. Obudził mnie dopiero Pańcio, który zmusił mnie do wyjścia i pojechaliśmy. Ruszyliśmy po Pańcię, która okazało się nie czuła się najlepiej, więc pojechaliśmy na malutkie zakupy, między innymi do apteki po najpilniejsze leki.
no nie wiem czy wskoczę

no to hop

Po powrocie do domku człowieki zabrali się za jedzenie. Stygnąca na stole zupka sprawiała, że we mnie aż się trzęsło wszystko. Szczekałem i wdrapywałem się, aby dostać co nieco. Niestety nie udało się ze stołu, ale Borowscy mnie bardzo zaskoczyli. Do moje miseczki wlali trochę tego wywaru z niewielką ilością makaronu. Już się zabierałem za jedzenie, gdy się okazało, że jest to wszystko gorące. Z niecierpliwością leżałem przy misce i szczekałem na zupę aby szybciej ostygła. Nerwy i niecierpliwość dawały o sobie znać. W końcu się obraziłem na to i wróciłem do salony, gdzie człowieki już jedli swoje smaki. Ech jak ja im zazdrościłem. W końcu z Pańcią wróciłem do kuchni i wiecie co się stało? Zupka w mojej misce był zimna - zjadłem ze smakiem i poszedłem spać. Fuksja mi trochę zazdrościła, bo było jej dane tylko liznąć z łyżki tego smacznego jedzonka. No w nocy, nie chciałem nawet słyszeć o spacerowaniu i udawałem, bardzo długo udawałem, że mnie nie ma. Niestety nie udało się. Poszedłem i szybko opróżniłem pęcherz.
zazdrość w jej oczach

mnie tu nie ma!

Wtorek to można powiedzieć, że był dniem czyściocha. Po porannym spacerku człowiek dał mi chwilę pospać i takiego zaspanego zaprosił pod prysznic. Grzecznie wgramoliłem się i czekałem na to co miało nastąpić. Letnia woda w końcu poleciała po mojej sierści. Omywała mnie całego i nawet mogłem sobie trochę jej łyknąć. Potem szampon dla psów i dalej było już przyjemne szczotkowanie połączone z mizianiem i czółkowaniem. Po chwili płukanie i kolejne mycie tym razem lekiem. W czasie kiedy lek działał na mnie to Pańcio pucował mi uszka. Przemywał mi je różnymi specyfikami. W końcu nastąpiło płukanie ostateczne i suszenie. To było najdłuższe i najnudniejsze. Trzy ręczniki były całkowicie przemoczone a i tak podczas gonitwy z Fuksją całe mieszkanie wyglądało jakby przeszedł przez nie pułk nurków. W każdym razie to wszystko było wykańczające i musiałem to wszystko odespać - długo i bardzo dokładnie!
co teraz będzie? 

daj łyka

o tak miziaj mnie!

nic nie robimy - tylko się gonimy!

Reszta dnia była już bardzo senna. Naprawdę wszystkim udzieliła się ta atmosfera. Reszta spacerów była już krótka, Fuksja co chwilkę ziewała i zmieniała miejsce leniuchowania a Borowscy jak to oni, robili to co zwykle, czyli komputerowali i od czasu do czasu gadali - ogólnie sielanka!

a weź, ale nuda!

śpię i mnie nie budzić

Koniec końców na sam koniec dnia, tuż przed jego końcem zostałem brutalnie zmuszony do wstania i wyjścia na malutkie siku. Naprawdę opornie mi szło to wstawanie. Otwierając oczka starałem się nie widzieć Pańcia, zaklinałem rzeczywistość. Nic to jednak nie dało i po chwili, dłuższej chwili musiałem wstać. Na szczęście na krótko i po powrocie do domku od razu ułożyłem się w legowisku w sypialni i pożegnałem wtorek.
jeszcze pięć minut!

Środa to po prostu dzień porannego spacerku. Pojechaliśmy do Kochłowic do lasu nad jeziorka w okolice ulicy księżycowej. Zaparkowaliśmy autko i szybciutko ruszyliśmy. Między drzewami i krzakami czułem się jak w niebie. Pełno świeżych zapachów, których dawno nie czułem. Podążałem za zapachami jak ćma za światłem. Pańcio jakoś starał się za mną nadążyć odplątując smycz, która gdzieś tam między łodygami i gałązkami się plątała. Pogoda sprzyjała spacerowaniu a to, że woda blisko i wyjątkowo chłodna to tylko podnosiło wartość tego spacerku. Nie spotkaliśmy, żadnego innego pieska, ba nawet żadnego innego zwierzaczka. Było kilku wędkarzy, którzy tylko moczyli swoje kije w wodzie siedząc i ziewając z nudów. No byli też rowerzyści i biegacze, których szkoliłem z szybkiej ucieczki. Ruszałem za nimi w pełnym gazie szczekając przy tym wniebogłosy. Oczywiście działo się tak, gdy Pańcio się zagapił i dostatecznie szybko nie zareagował. Bo tak normalnie to byłem grzeczny i olewałem wszystkich mijaczy. Gdy my wędrowaliśmy ścieżkami leśnymi lub w ich najbliższym otoczeniu, to między drzewami gdzieś głęboko w lesie kręcili się grzybiarze. Pochyleni z patykami i koszami wypatrywali pod ściółką cennych okazów. Jak to grzyby znajduję jak na nie wpadam i powiem szczerze, że trochę tych grzybiarzy podziwiam za ich baczne oko i nieomylność. Ja to razem z Fuksją podkradam grzyby jak człowieki przyniosą ze sklepu - takie białe, ale wyjęte z pudełka nie są najlepsze. No nic - najdłuższy to spacer nie był, ale przy okazji trochę uzupełniłem płyny, trochę pobawiłem się patyczkiem, ale głównie to się plątałem między drzewami. Czasami znajdowałem jakieś porzucone butelki, które człowiek cierpliwie zbierał jak się chwile nimi pobawiłem i zanosił do kosza na śmieci. Kilka ich znalazłem i może dzięki temu las będzie choć troszkę czystszy. W końcu wróciliśmy do domku i mogłem się wyspać. 

no odplącz człowiek!

chwila z patyczkiem

tu jest butelka!

o tak pyszna woda!

to co wracamy?

a się ubawiłem na tym spacerku

Sporo czasu pospałem, a człowiek gotował inną zupkę, którą zresztą przesolił. Ech po cichu liczyłem, że ta wyląduje w mojej misce, bo mi takie przesolenie nie przeszkadza. Nie doczekałem się. Wieczorem przysnąłem nad książką. Niestety nie mogłem sobie spokojnie pospać, bo Borowski wyciągnął mnie na nocny spacerek. Ech niestety był trochę dłuższy i nie byłem z tego powodu zadowolony. No ale zrobiłem co musiałem zrobić i w końcu dzień się skończył. Do ugryzienia!

nad książką

ale musimy iść?

1 komentarz:

  1. Furiat ty leniuszku.. jak Pańcio mówi na spacerek to ruszaj chłopie i ciesz sie tym bo spacerki masz jak ta lala ;) pozdrawiam i ślę głaski dla ciebie i cudnej Fuksji Yoleck

    OdpowiedzUsuń