niedziela, 22 maja 2016

Na spacer zawsze czas

Piątek, piątunio od rana rozpieszczał nas dobrą pogodą. Co prawda jeszcze super ciepło nie było, ale i tak warto było ten czas spędzać po prostu na świeżym powietrzu. Nawet Fuksja czuła, że musi wyjść bo inaczej ją rozniesie. Na pewno przyjdzie jej czas na wyjście, ale jeszcze nie teraz. My z Pańciem wybraliśmy się do Katowic. Zostawiliśmy po drodze Pańcie i pojechaliśmy odwiedzić jeziorka, tuż obok autostrad - zrobiliśmy szybki renesans na Dolinie Trzech Stawów. Zaraz na parkingu przywitał nas gospodarz. Jednak był trochę nieśmiały i zaraz zniknął w krzakach.
komitet powitalny
My z Pańciem ruszyliśmy na zapoznawanie się nowych terenów. Ostatnio byliśmy tu tylko chwilę i teraz pewnie też zbyt dużo czasu nie mieliśmy. Staraliśmy się więc ten czas wykorzystać jak najlepiej. Musieliśmy ruszać się szybciej niż światło a przede wszystkim szybciej niż oko może mrugnąć. Chciałem być wszędzie a udało nam się w zasadzie okrążyć najmniejsze jeziorko, ale za to z plażą.
w blasku słońca

Każdej chwili starałem się obwąchać jak najwięcej. Krążyłem od krzaczka w krzaczek a Pańcio to jakoś taki dzielnie i cierpliwie znosił. Przy okazji znaleźliśmy parking dużo bliżej niż ten nasz na którym stanęliśmy i przede wszystkim z drugiej strony. Tak więc pierwszy sukces z tego spacerku osiągnięty. Mimo dość wczesnej pory to było sporo osób. Nawet był pływak w jeziorku, który chyba ćwiczył na jakąś olimpiadę. Na pewno nie był zwykłym plażowiczem. Pianka i czepek raczej nie pozwoliły mu się opalać. Dodatkowo pływał jak motorówka i to nieprzerwanie. Ja tym czasem oczywiście musiałem spróbować wody z nowego miejsca. Podczas picia trochę bałem się, że upiję tyle, że pływak będzie szorował brzuchem o dno. Trochę mi zeszło z tym piciem, ale naprawdę starałem się minimalizować ilość pochłanianej wody. Podczas spacerku zrobiliśmy kilka przerw na małe drapanie i odpoczynek. Nawet pozaczepiałem trochę parę która spacerowała niosąc małego człowieczka. Ogólnie Trzy stawy to bardzo interesujące miejsce. Zapewne w sezonie upałów wypełniona jest do granic możliwości plażowiczami i jest tam bardzo tłoczno. 
otrzepuję się

chwila na drapanie

o tak mi dobrze

a co tam się wyprawia

Cało to miejsce jest interesujące i to nie ze względu na jeziorka, czystość, ale ze względu na to, że przecina jest autostrada, Jest ona tak wkomponowana w całą okolicę, że co prawda zwraca swoją uwagę jednak wydaje się pasować. Dodatkowo dobiega z niej jedynie szum i to niezbyt intensywny, który zapewne zanika gdy jest tu gwarno od wypoczywających ludzi. Chciałbym tu kiedyś wrócić na dużo dłuższy spacerek a tymczasem powolutku się zbieramy, bo Pańcia już na nas w zasadzie czeka.
wsiadamy i jedziemy

Odebraliśmy Panią i po chwili znowu gdzieś pojechaliśmy i znowu gdzieś poszliśmy. Jak się okazało znowu musieliśmy poczekać z Pańciem. Uf było gorąco i naprawdę nie miałem na nic ochoty. Po prostu położyłem się i czekałem, a Pańcio mnie głaskał. Te piękne chwile trwały aż do czasu powrotu Pańci.
uf jak gorąco

W domku do wieczora było już spokojnie, no może poza tym, że przecież trzeba było się spakować na sobotni wypad do Kalet. No pakowanie plecaczka to cały rytuał. Zabranie całego sprzętu fotograficznego, misek, wody i innego takie czegoś. Zastanawiałem się jakie zabawki zabrać i w ogóle. Gdy ja tak gorączkowo wszystkiego szukałem i wszystko wybierałem to Fuksja po prostu sobie nas olewała i spała. Tak normalnie i bezczelnie spała na swoim legowisku. Ta małpa tak ma, że się niczym nie interesuje, chyba, że jest to szyneczka, albo inne jedzonko dla niej. Gdy śpi to ma po prostu wszystko w nosie. Dodatkowo, gdy przestawione zostało trochę jej legowisko to może się bardzo wygodnie opierać i bardzo wygodnie jej się śpi, przez co jej sen jest o wiele bardziej twardy a przez to i dłuższy. Gdy wszystko było gotowe, to szybciutko poszliśmy spać, bo następnego dnia trzeba było wstawać z samego rana i ruszać w drogę.
śpiąca królewna

i jak tu jej nie lubić

Sobota od świtu to szybkie śniadanko i od razu zejście do LaBuni, która dzielnie wiozła nas na drugi koniec świata, przynajmniej takie wrażenie odniosłem. Czas mi jakoś tak się dłużył na tylnej kanapie. Szczerze powiedziawszy to chyba jakoś mi się tak trochę film urwał albo coś podobnego. Na szczęście gdy przyjechaliśmy na miejsce i przestawieniu auta szczęśliwie rozejrzałem się po okolicy i było pięknie, było cudownie.  Kilka psiaków spotkałem po drodze. Razem z Pańcią zajęliśmy miejscówkę do piknikowania i szykowaliśmy się na spacerek.
chwila cienia i odpoczynku przed wielkim spacerem

Potem szybko udaliśmy się na linię startu i po sprawdzeniu mojej książeczki zdrowotnej ruszyliśmy na trasę Zielonej Pętli. Spacerowało się naprawdę cudownie w gronie przyjaciół. Zaraz na starcie spotkaliśmy Rico, którego poznałem na poprzednim spacerku organizowany przez W górę bulle., z którym nie omieszkałem trochę pogadać. Większą część spacerku spędziliśmy w towarzystwie krwiożerczego Szczotka, który okazał się całkiem spokojnym gościem. Pozaczepiałem jego Pańcię jak jakiś wariat a to dlatego, że on sam nie chciał się ze mną bawić. Tak więc to jego wina. 
stary dobry znajomy

Niemal na początku spacerek groblą miedzy dwoma jeziorkami doprowadził nas do pięknej plaży, na której hasały psiaki. Pańcio w tajemnicy zdradził mi, że na koniec spaceru będą organizowane różne wybory, a w śród nich na najbrudniejszego psiaka spaceru. Tak więc miałem się nie krępować i mogłem szaleć do woli. Poczynając od szaleństw w wodzi i tarzaniu się na piasku to niemal każda kałuża po drodze była prze zemnie zaliczona. No po prostu się nie ograniczałem. Większa część spacerku odbywała się w pięknym lesie. Szliśmy szerokimi ścieżkami i co jakiś czas natrafialiśmy na namiot w którym oprócz wody można było uczestniczyć w konkursie i wygrać różne rzeczy. Na wszystkie pytania Pańcio dobrze odpowiedział, a jeden w którym brałem udział dotyczył pokazania sztuczki. Pokazałem siat, leżeć i podaj łapę - łatwizna. Dodatkowo zademonstrowałem nową sztuczkę w swoim repertuarze - miej długie uszy. Wszystko się udało i kolejny los był nasz. Spacerek powoli zbliżał się do końca i na mecie okazało się , że przeszliśmy ponad 9km. Dostaliśmy torbę z małym upominkiem i szybciutko powędrowaliśmy poszukać Pańci.
w wodziej

no dobra już wychodzę

cześć po raz setny Szczotek

no dobra wychodzę drugi raz

idą za nami

idą przed nami

pędzimy, nie chcę być na szarym końcu

chyba idziemy dobrze

ja w drodze (foto Marley i my

nasza trasa

Na miejscu było gwarno. Gdy my szukaliśmy Pańci to psiaki jeszcze ruszały na spacer. Tak więc psiaków było bardzo dużo i raczej wątpię, że ktoś je policzył. Gdy odnaleźliśmy Panią to okazało się, że byli razem z nią pozytywna mała blondynka i jej przystojniak oraz najmłodszy w rodzinie. Ucieszyłem się bardzo i się przywitałem, ale byłem bardzo zmęczony i po prostu musiałem odpocząć.
ech ale się zmęczyłem

ale się wdrapię na ławkę

teraz mogę odpoczywać

Po dłuższej chwili siedzenia i leniuchowania i gdy trochę popsuła się pogoda to poszliśmy na spacer z całą ekipą. W czasie gdy mijaliśmy dalsza część zabaw i gier organizowanych przez organizatorów ja spędziłem chwilę czasu na ponownej kąpieli. Poszedłem za przykładem innych. Dodatkowo zostałem trochę obfotografowany i ruszyliśmy za człowiekami w drogę, daleką drogę na drugą stronę jeziorka. Powolny spacerek był wielką przyjemnością zważywszy, że celem jego była lodziarnia, którą zupełnie przypadkowo znaleźliśmy. Po drodze zaczepili nas ze stoiska Psie Portrety, którzy organizowali konkurs na najlepsze zdjęcia psiaka. Ech postanowiliśmy nie brać w tym udziału, bo przecież muszę dać szansę innym psiakom. Dodam tylko z reporterskiego obowiązku, że lody były pyszne pyszne lody. Po powrocie zrobiliśmy jeszcze małą rundkę po stoiskach. Obserwowaliśmy wszystko z daleka a okazało się, że wszyscy mnie znają. Cieszyłem się bardzo, ale zmęczenie i wszystko inne dało o sobie znać. Czas było wracać do domku. Niestety dość szybko opuściliśmy imprezkę a w drodze do LaBuni dowiedzieliśmy się, że wołali nas do konkursu na najlepszego psiaka spaceru. Ech i to tyle mnie minęło, gdy delektowałem się lodami.


piękne zdjęcie Pani Anny 

Nie pojechaliśmy jednak do domku a do Zawady na grilla. Tam pyszne kiełbaski skwierczały na ruszcie a my się relaksowaliśmy przy rozmowie i w pięknym majowym słoneczku. Nasze łapki dały o sobie znać. Minuty zamieniały się w godziny i wszyscy jedli kiełbaski, ba nawet ja dostałem jedna. Pyszną kiełbaskę, choć trochę z nią musiałem walczyć, bo była bardzo gorąca. Na szczęście drapanie trawy i leżenie obok połączone z piszczeniem szybko schłodziło kiełbaskę i najadłem się pysznościami. Oj bardzo pyszne było. Potem jeszcze tylko zjadłem bułeczkę i byłem najszczęśliwszym pieskiem na świecie. Gdy wszyscy w tej błogiej atmosferze z pełnymi brzuszkami zaczęliśmy przysypiać, to Pańcio oznajmił, że czas się zbierać - i pojechaliśmy. Po drodze do domku odwiedziliśmy jeszcze mieszkanko z kafelkami aby podlać kwiatki a przy okazji odwiedziliśmy Freda a w zasadzie jego miski. W domku szybko opowiedziałem Fuksji jak minął mi dzionek i poszedłem spać. Nie przeszkadzały mi jej zdumione oczy. Nie mogła uwierzyć.
zaraz zjem tą kiełbaskę

Te dwa dni były niezwykle intensywne, a niedziela szykowała się na podobną. Bardzo dziękujemy organizatorom Spacer śladami Beco Psa w Leśnym Zakątku Śląska za taką świetną imprezę i żałuję, że nie mogłem z wami zostać do końca. Gratuluje zwycięzcą konkursów. Oby więcej takich spotkań i wyjazdów. Do ugryzienia.

1 komentarz:

  1. Furiatku bardzo sie cieszymy że w końcu mogłyśmy Cie poznać osobiście, Szczotek musi popracować nad formą bo przy Tobie wymiękł a Pańcia sie cieszy że ją zaczepiałeś i bierze to za przejaw Twojej sympatii .. Dziękujemy za superowe Towarzystwo i miłą rozmowę z Twoim Pańciem... Mamy nadzieję że do zobaczenia wkrótce... Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń