sobota, 14 maja 2016

Dwa samotne spacery

Czwartkowy poranek był cudowny. Naprawdę chciało się iść na spacer. Nawet nakłaniałem Borowskiego aby wstał i się zebrał ze mną. No i powiem wam szczerze, że nawet mnie posłuchał. Bo tylko 15 minut mojego piszczenia i już wychodziliśmy. Oczywiście nigdzie daleko nie szliśmy tylko zwiedziliśmy okoliczne łąki i lasek na górce. Słoneczko świeciło, ptaszki śpiewały a aromat wiosny rozchodził się po całym świecie. 
ale pogoda, w sam raz na spacer

Okazało się, że nas poranny spacerek był dość długi i męczący. Po drodze spotkałem pięknego owczarka. Biegał on ze swoim Pańciem po okolicy. W tym momencie bardzo cieszyłem się, że moja buła nie biega bo bym chyba wypluł płuca, a łapki to wlazłby by mi do - może lepiej nie kończyć. W każdym razie nasze spotkanie było szybkie. Od takie zwykłe zapoznanie i każde z nas poszło w swoją stronę. Z moją fotografującą bułą dreptaliśmy powolutki po lasku. Tak szczerze powiedziawszy to takie tempo mi odpowiada najbardziej. Tak nieśpiesznie, a w tedy to ja mogę przejść nawet i sto kilometrów. Zawsze znajdujemy chwilę na zdjęcia a raczej na sesję zdjęciową. W takich chwilach tak profesjonalny model jak ja marnuje się przy takim marnym fotografie jakim jest buła.
cześć kolego, gdzie tak lecisz?

dramatyczny look

uśmiech

W trakcie spacerku zrobiliśmy malutkie kółeczko na górce i powiem szczerze, że miałem wielką ochotę już wracać do domku. Nie musiałem długo prosić, aby Pańcio się zgodził. Powolutku dreptaliśmy przez łączkę. Kierowaliśmy się na domek. Gdy tam wpadłem to od razu położyłem się spać i tak aż do obiadku. Ostatnio wcinam ryż z różnymi mięskami. Tak w ramach tego, że moi Borowscy zapomnieli zakupić i teraz jestem w trybie przetrwania. Na szczęście za bardzo nie cierpię.  
wracamy już?

Po obiadku odczekałem grzecznie aby w brzuszku się ułożyło i ruszyliśmy na kolejny spacerek. Na długi spacerek przez nasze Świętochłowice. Liczyliśmy na spotkanie z obserwującą naszego bloga Panią i jej pieskiem o imieniu Dino. W każdym razie przedreptaliśmy około 6 km. Dotarliśmy w okolice jeziorka Ajska. Tam było kilka psiaków ale żaden z nich to nie był Dino. Niestety pomimo pokonania kilometrów nie spotkaliśmy naszego internetowego kumpla. No wielka szkoda, za to pozostało nam podziwianie widoków, zapoznawanie się z okolica i delektowanie się świeżą i orzeźwiającą wodą, pochodzącą z najczystszych źródeł bytomskich zlokalizowanych na górniczych hałdach. Troszkę podłamany udałem się w drogę powrotną do domku, która pomimo takiego samego dystansu była dużo bardziej męcząca. No nie wiem, może to niepowodzenia tak na mnie wpłynęło. Koniec końców do domku dotarliśmy mając w łapkach około 12 kilometrów. To był dobry dzień i bardzo męczący dzień. Sen przyszedł twardy i bardzo nagły. Tak dobrze nie spało mi się bardzo dawno.
cześć, ale ty nie jesteś Dino?

ale tu fajnie

ale smaczna woda

wracamy, a droga daleka

Piąteczek rozpoczął się od szybkiego porannego spacerku. Byłem bardzo zdziwiony, tym co się dzieje, bo Pańcio zwykle bardzo późno wychodzi ze mną na pierwszy spacerek. No i po śniadaniu się okazało, że Pańcio mnie opuszcza i zostawia na prawie cały dzień. Ja przez to wszystko nie mogłem zasnąć, jedynie drzemałem na czuwaniu. Chodziłem po całym mieszkanku i kładłem się na chwilę aby zaraz zmienić miejsce. Gdy wrócił Pańcio po południu a w zasadzie to prawie w nocy to dowiedziałem się, że beze mnie był na spacerku w Gliwicach i nie tylko. Oj byłem bardzo zły, że mnie nie zabrał ze sobą. Na szczęście przebaczyłem mu zaraz po obiadku jak poszedłem na krótki spacerek aby załatwić wszystkie psie sprawy. Już mi do szczęścia nic więcej nie było potrzebne a po powrocie do domku spałem jak suseł. W końcu mogłem się wyspać. Naprawdę nie podobało mi się jak Pańcio mnie budził na nocny spacerek. Całe szczęście, że wieczorny mi odpuścił. Za to w nagrodę Pańcio mnie wniósł do domku, po schodkach. Cieszyłem się i z wielką przyjemnością poddałem się poddałem temu. Do ugryzienia.
no gdzie ten Pańcio

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz