piątek, 6 maja 2016

Majowie pierogi złego samopoczucia

O niedzieli nawet mówić nie będę. Bo mnie wywieźli i porzucili u Freda. No dobra nie było to takie straszne, bo pełna miska i w ogóle, ale przecież muszę narzekać aby Borowscy nie obrośli w jakieś tam piórka, czy coś takiego. Gdy wrócili to akurat byłem na spacerku, ale udawałem, że ich nie widzę. Grałem niedostępnego. W każdym razie po powrocie do domku od razu położyłem się spać z pełnym brzuszkiem. To była dobra niedziela. Poniedziałek to kontynuacja majowego długiego weekendu. Święto Flagi czy też Barw Narodowych spędziłem bardzo aktywnie, zaczynając swoje dreptanie po świecie od okolic Międzynarodowego Centrum Kongresowego w katowicach. Pańcie zostawiliśmy kilka metrów od parkingu na którym chwilę później staliśmy.
poczekaj ja tu spaceruje a nie biegam
Okazuje się, że jest to miejsce bardzo interesujące i to nie ze względu na jakąś tam historyczność. Po prostu bardzo ciekawie przeplatają się tu architektura z naturą, a raczej z trawą. Wszystko pięknie przystrzyżone. Chodzi się po tym trawniku jak po dywanie.  Polecam każdemu, szkoda tylko, że byliśmy już za późno, aby poczuć na łapkach poranną rosę. Z wielką radością szalałem po tym zielonym czymś, choć powiem szczerze ciężko się było na to wdrapać. Jednak czego nie zrobi basset aby zrobić to co chce. Problemem okazało się zejście i musiałem poro kroków zrobić aby móc łagodnie zejść.
ale tu fajnie

ja biegam

i jak ja tutaj mam zejść?

Potem mostem przeszliśmy nad drogą i trafiliśmy pod główny budynek centrum kongesowego. Tam jeszcze bardziej się zaskoczyłem, bo okazało się, że na budynek można wejść. Tak nie mylicie się, a budynek ten pokryty był trawą i mogłem sobie po tej trawie pohasać. W trakcie tego wdrapywania zobaczyłem swojego brata bliźniaka z którym chciałem się pobawić i zaprzyjaźnić, ale jedyne co ten robił to tylko małpował wszystko to co zrobiłem. Ech dopiero po jakimś czasie zorientowałem się, że ten mój nowy kolega to tak naprawdę moje odbicie w szybie. No kto by się spodziewał? A już prawie się z nim zaprzyjaźniłem. Troszkę się zawiodłem tym, no ale co robić? 
będziemy tam wchodzi?

a co to tam jest?

no weź się pobaw!

e to ja w lustrze

Trzeba było wdrapać się jeszcze kilka schodów, by ostatecznie na szczycie odpocząć podziwiając panoramę miasta. Byłem zmęczony, ale to pewnie wina całej tej aury. Mimo, że wiało dość mocno to było ciepło i momentami bardzo duszno. Jęzor mało mi nie wypadł z paszczy.  Na całe szczęście w aucie mieliśmy wodę. To była chyba jedyna myśl, która trzymała mnie przy życiu.
zmęczyłem się

bardzo się zmęczyłem

Całe szczęście nie miałem wracać aż do auta aby się napić. Bo w drodze powrotnej z mostu zeszliśmy o poziom niżej niż parkin na którym stała LaBunia. Początkowo byłem zły, że znowu nadrabiamy drogę, ale po chwili mi przeszło bo przed oczami ukazała mi się wielka fontanna, z której musiałem się napić i to bardzo musiałem się napić. W tym czasie zadzwoniła Pańcia, że czas wracać. Tak więc szybciutko do autka i w drogę.
ale dobra woda

ciekawe czy tam też jest taka pyszna?

tak, jestem pełny wracamy.

W domku byliśmy tylko chwilkę, bo popołudniu znowu ruszyliśmy w drogę. I wiecie co, po drodze zgarnęliśmy opiekunkę Freda i pojechaliśmy do centrum Gliwic. Pogoda była diametralnie różna od tej, która była z rana a raczej przedpołudnia. Spacerując z Pańciem po Parku Chopina miałem wrażenie, ze w każdej chwili może spaść deszcz. Tak więc szybciutko przeszliśmy cały park  i trochę poganiałem za gołębiami i innymi ptaszkami. Akurat gdy wsiadaliśmy do auta rozpadało się na dobre. Czekanie na Panie nie miało końca, ale na szczęście się nie nudziło, bo wyglądałem przez szybę, a gdy przestało padać, to przez okno. W końcu wszyscy wrócili i udaliśmy się do domku.
jedziemy w świat

na spacerze w parku

zaraz będzie padać

czuję deszcz

gołębie i polowanie

W święto Konstytucji 3 maja od rana czułem się jakoś nie najlepiej. Nie wiem, może to przez to spacerowanie dzień wcześniej, a może coś zjadłem i nie pamiętam o tym. W każdym razie nie było zmiłuj się i znowu pojechaliśmy do centrum Katowic. Z samego rana praktycznie, ale powiem szczerze, że nie żałowałem. Bo Pomnik Powstańców Śląskich był pięknie przystrojony w narodowe barwy. Oczywiście musiałem się im przyjrzeć z bliska, a potem poszliśmy na pobliskie trawniki, które tworzą zielone ostoje między blokami i chodnikami.  Tam męczyłem swój nosek pośród kwiatów i traw. Podczas gdy ja szukałem tego czegoś, to Pańcio robił mi fotki. Oboje czekaliśmy na Pańcię. Ten czas nam bardzo szybko zleciał. Powoli wsiadaliśmy do LaBuni. Trochę żałowałem, że to koniec, ale z drugiej strony nie najlepiej się czułem i dobrze było by poleżeć.
ale pięknie

chwila zadumy nad świętem

w trawie

niucham zapaszki

o chyba widzę Pańcię

W autku zauważyłem, że nie jedziemy normalną trasą do domku i mało tego, że gdzieś się zatrzymujemy. Już wiedziałem, że udamy się na wybieg dla psów i to z Pańcią. Szybciutko i dzielnie dreptałem i okazało się, że Pańcie zostawiamy po drodze na ławce. Ta niemal od razu zanurzyła się w lekturze a my spokojnie poszliśmy na wybieg. Było tam dość sporo psiaków. Wśród nich znane i nie znane. Był morderca w kagańcu zwany Szczotkiem, ale bez kagańca. Na szczęście nie taki wilk straszny jak go malują. Szaleliśmy  wszyscy z większym i mniejszym zaangażowaniem. Na wybiegu pojawiały się nowe psiaki a w końcu pojawiła się Gabi i Figa. No i jakoś tak odżyłem. Szkoda tylko, że mój człowiek nie zabrał ze sobą wody. No ale zawsze coś musimy zapomnieć. Na szczęście zabrał ze sobą przekąski, choć inni mieli lepsze, zdecydowanie lepsze. Po jakimś czasie spacerowałem z Moniką (opiekunką Gabi i Figi) i Pańciem. W zasadzie puki nie zorientowaliśmy się kto ma najlepsze przekąski to cała nasza bassecia paczka wędrowała dookoła  wybiegu. Przy okazji połataliśmy z Pańciem i Barkiem trochę płot wybiegu. Musiałem sprawdzić, czy opaski zaciskowe są dobre do tego typu czynności. W końcu o godzinie Z, po prostu się zebraliśmy i poszliśmy po Pańcie i do domku. 
znajomi

co tu się wyrabia?

to nie maskotka 

biegnę

biegnę bardziej

obserwuję wszystko z dystansu

moja Figa

przekąski i głaskanie

zabawy z figa a Gabi już przygotowuje teren

dalszy ciąg zabawy

na leżąco jest najlepsza zabawa

no weź, ale nie w szczepionkę

chwila odpoczynku

a ten to kto?

ktoś u ma przekąski

W domku czułem się coraz gorzej. Jednak mimo ciężkości na brzuszku to starałem się pomóc Pańciowi w lepieniu pierogów. Była to wielogodzinna praca, ale dawałem radę. Starałem się, choć szkoda, że po prostu nie odpocząłem, bo bym może nie miał przebojów w nocy.
ten jest ok

pomagam pełną parą

No właśnie, w nocy to działy się straszne rzeczy. Gdzie się dało to wymiotowałem. Całe mieszkanko było prze zemnie zapaskudzone. Pańcio obudził się, bo chyba czuł co się dzieje. Pogłaskał mnie i przytulił a potem po prostu poszedł sprzątać to co się podziało. Ja tymczasem kontynuowałem dzieło zniszczenia. Uspokoiłem się, gdy Pańcio położył się i zaczął mnie głaskać, ja tylko na chwile go opuściłem aby przytargać kocyk i się położyłem. W trakcie miziania po brzuszku zasnąłem i jakoś dotrwałem do rana.
Środa, to kontynuacja nie najlepszego samopoczucia. Po porannym spacerku od razu udaliśmy się na szybki spacerek. Jednak raz dwa wróciliśmy do domku. Mogłem spokojnie poleżeć i pospać i się wykurować, w czasie gdy Pańcio z Fuksją lepili pierogi. Wszystko było by dobrze, gdybym jeszcze nie miał pustego brzuszka. Pańcio postanowił mi ograniczyć a w zasadzie odebrać miseczkę. Tak aby w brzuszku wszystko spokojnie mi się ułożyło. Fuksja tym czasem bardzo pomagała Pańciow w tych wszystkich pracach kuchennych. Przed dwa dni Pańcio ulepił z naszą pomocą dokładnie 240 pierogów. Co wydaje mi się dość sporą ilością a najlepsze było to, że wszystko było tak precyzyjnie odmierzone, że farsz skończył się dokładnie wtedy, gdy skończyło się ciasto. Precyzja, dokładność? a może to, że trochę tego ciasta podjadłem?
poranny szybki spacerek z patyczkiem

wsparcie w pierogowaniu

Popołudniu znowu pojechaliśmy do centrum Katowic, ale w zasadzie tylko na chwilkę. Ledwo zdążyłem zobaczyć co się dzieje przy pomnik i już wracaliśmy do domku. Nie wiem po co my przyjeżdżamy pospacerować pod ten park, ale nie powinienem narzekać, w końcu to jakaś ciekawa odmiana.
po co tu przychodzimy?

W domku do wieczorka był już spokój. Jeszcze tylko musieliśmy pójść na ostatni nocny spacerek, który polega tylko na wyjściu przed klatkę i obniżeniu poziomu płynu w zbiorniczku. Spacerek ten jest szybki jak mrugnięcie, ale nie zawsze chce mi się wychodzić i tak właśnie było w ten środowy wieczór.  W cały dzień, ledwo co zjadłem jedzonka przygotowanego przez Pańcia. Żeby nie było, że nie chciałem, po prostu Pańcio mi bardzo mało dawał, a tu jeszcze nocą na spacerek.

weź mnie na rączkach wynieś

no już wstaję

2 komentarze:

  1. Co Was tak ciągnie do centrum Katowic? czemu akurat tam jeździcie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pańcia coś tam załatwia, więc mamy jakieś 30 minut na spacerowanie i korzystamy :D

      Usuń