piątek, 20 maja 2016

Wybiegowa paczka

Niemal że o świcie, czyli tuż po porannym spacerku i śniadanku i pospaniu trochę, dotarła do nas paczka. Duża i ciężka a z kuriera to pot spływał. Oj pudło wielkie i mimo naszych prób nie dało się otworzyć. Trzeba było użyć Pańcia do otwarcia, a w zasadzie to jego przeciwstawnego kciuka, który jakby był stworzony do nożyczek. W każdym razie udało nam się  dostać do zawartości. A tam w końcu suche jedzonko dla mnie. To za którym tak bardzo tęskniłem. 
a co to tam jest?
Od dwóch tygodni nie jadłem swojego jedzonka i przyznam szczerze, że chyba już nigdy nie będę narzekał na chrupeczki. W każdym razie mój gar z jedzeniem jeszcze nie był pusty to wiedziałem, że suchości tak szybko nie spróbuje. W każdym razie z Fuksją ciekawsko zaglądaliśmy do wnętrza licząc na jeszcze inne atrakcje. No i była też karma dla siostrzyczki oraz żwirek do jej kuwetki. Po cichu liczyliśmy na jakieś gratisy za powolną wysyłkę. Ech na poważnie rozważamy rezygnację z zakupów w tym sklepie, choć tak bardzo go lubimy.  Po wypakowaniu wszystkich zakupów karton posłużył nam za zabawkę. A to wyciągaliśmy różne rzeczy z niego a to znowu wkładaliśmy. Czasami nawet sami tam lądowaliśmy. Taki karton potem służy nam jako świetna zabawka, aż do czasu gdy się popsuje


a co tam jeszcze?

moje jedzonko

Po tej ekscytacji wróciłem do spania i tylko po to aby obudzić się na obiadek a potem na spacerek. Pańcio ostatnio bardzo mnie rozpieszcza. Po prostu znosi mnie ze schodów. Jakoś nie mam nic przeciw temu a wręcz przeciwnie. Pańco bardzo mnie zaskakuje czasami i to zwykle w ten pozytywny sposób. Muszę zapamiętać aby dbać o zdrowie Pańcia a przede wszystkim o jego ręce. Bo jak mu odpadną, albo coś to kto mnie będzie nosił i wyprowadzał?

to idziemy

Spacerek nie był jakoś wyjątkowo daleki i wyjątkowo męczący. Po prostu zwiedziliśmy nasze osiedle. Te kilka bloków a przede wszystkim kilka trawniczków, ba nawet na chwilkę zahaczyliśmy o pobliskie łączki. Trochę w drodze powrotnej się powściekałem na dyndającą smycz i za karę skończyłem uwiązany w środku lasu, ale tylko na sekundę a w zasadzie do czasu aż się uspokoiłem. Reszta spaceru przebiegła już bardzo harmonijnie i spokojnie. Udało mi się wszystko załatwić i na pięterko już niestety musiałem wejść sam. Na razie Pańcio mnie wnosić nie będzie.
ale trawsko!

no weź ja tylko żartowałem

między nami spoko?

Po powrocie do domku organizowałem sobie spanie. Jakoś nie miałem ochoty na pontonik ale liczyłem na kanapę. Niestety ta była zajęta przez pudła i stary odkurzacz. Na szczęście moja pomysłowość nie zna granic. Noskiem zdjąłem jedną z poduszek i wykorzystałem ją na swoją podusię. Tak powstała moja mała namiastka kanapy. Zasnąłem na niej jak suseł. Tym czasem Fuksja rozkoszowała się zabawami w wielkim kartonie. Wskakiwała do niego i wyskakiwała, drapała i podgryzała. Robiła przy tym taki harmider, że normalnie spać się prawie nie dało. I gdyby nie to, że wyłączyłem słuch, to pewnie bym się irytował. 
moja "kanapa"

Fuksja w swoim żywiole

Czwartek to poranny spacerek, który łączył w sobie przyjemne z pożytecznym. Łąkami i laskiem powędrowaliśmy do sklepu. Na łące było bardzo przyjemnie i bardzo fajnie. Buszowałem we wszystkich wysokich trawach jakie miałem po drodze. Czułem się bardzo bezpiecznie, bo miałem na sobie w końcu obrożę przeciw tym krwiopijcom na K. Łączka była tak fajna, że nawet się w niej wytarzałem, całej. Oj spacerek był naprawdę super. Ciepłe słoneczko sprawiało wielką przyjemność. Wędrówka nasza  choć i przyjemna to dobiegła końca. Nie musieliśmy na jej końcu wrzucać żadnego pierścienia do wulkanu, czy wyganiać smoka. My po prostu kupiliśmy chlebek. Droga powrotna była zdecydowanie krótsza, ale niestety mniej barwna. Po prostu wróciliśmy wzdłuż ulicy. Wróciliśmy do domku aby odpocząć. Nie za długo bo popołudniu znowu się działo.
jestem w trawie

ja tu biegam prawie wolno

bo zaraz szczeknę!

ach jak przyjemnie

teraz się otrzepuję

no dobra już idziemy

a marchewkę kupiłeś?

W trakcie odpoczywania często zmieniałem miejsca leżakowania. Największą przyjemność miałem z leżenia na łóżeczku człowieków. Wolałbym z nimi, ale wiem, że wtedy się najbardziej denerwują, więc robię to gdy nie widzą. Gdy jestem spokojny i nie bałaganie, to Pańcio nie reaguje. Gorzej gdy chce się przykryć kołderką. Na szczęście tego dnia po prostu sobie leżałem, ale nie długo bo dostałem informacje, że jedziemy na wybieg.
jak to na wybieg?

Wybieg odwiedizliśmy tylko na chwilkę, ale i tak działo się tam wiele. Na wstępie przywitała nas wesoła kłapouszka na długich nogach. Po chwili dołączył puchaty Pan, który jakoś tak nie dawał się za bardzo lubić i jakoś tak na niego ciągle warczałem jak mnie zaczepiał. Ech niestety niektórzy tacy są i nic się z tym nie da zrobić. Z czasem piesków przybywało. Jedne były szczekliwe inne po prostu były bardzo szybkie. Przy czym szybkie nie oddaje możliwości tego pisaka. To była rakieta. Mała rakieta i chyba atomowa, bo energia to nigdy się nie kończyła. W końcu dołączyło do nas stadko Dużych Szwajcarskich Psów Pasterskich. Jedną  z Pań już znałem i jak się okazało była to najmniejsza z nich. Ech kobieta wielka jak koń a przy pozostałych dwóch wyglądała jak kucyk. No nie powiem zamurowało mnie bardzo. Na szczęście tylko na chwile, bo biegaliśmy, bo szaleliśmy, bo były gonitwy, szczekanie oraz wąchanie. Dobrze, że była woda. Inne człowieki przyniosły. Wodę mieli wszyscy poza moim Pańciem, który zapomniał jej z autka. Niestety gdy zabawa zaczęła się rozkręcać na poważnie, po prostu musiałem się pożegnać i wracać do domku. Do końca dnia na wspomnienie tego dnia czułem w pyszczku białe "kudły" od białego "zaczepiacza". Do ugryzienia.
przywitanie z drzewem

już idę w centrum akcji

gonitwy za patyczkiem

uciekam przed białym oprawcą

zaciekawiony

uważaj sobie

no weź mu coś powiedz

dziewczyny ze zlotu

a tu Pan ze zlotu mnie goni

na pożegnanie wypiję wam całą wodę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz