środa, 12 lipca 2017

Profesional foto sesjon

Postaram się aby szybko nadrobić zaległość. Tak wiec tylko krótko i zwięźle opiszę kolejne dni i tygodnie. Niedziela była dniem relaksu. Po sobotnim wysiłku należał się nam wszystkim relaks. Pojechaliśmy więc z Pańcią do Parku Kościuszki. Pogoda nie była jakoś zachwycająca wyjątkowo, ale na szczęście jakoś dało się przeżyć i wędrowaliśmy po parku przy okazji cykając sobie foteczki. No dobra człowieki cykali je sobie a ja tylko szwendałem się za nimi gryząc sobie patyczek. Co więcej może robi piesek o którym jego człowieki zdają się zapominać.
ja dopiero się za niego zabrałem

Nie martwcie się jednak, bo żadne "prfesional foto szeszyn" nie może się obejść beze mnie. Miałem nawet posłuchać jak Pańcia czyta bardzo wciągającą książkę. No po prostu zawsze byłem na przedzie.

no jestem tutaj i ja

poczytaj mi...

Po sesji fotograficznej, takiej w pełni profesjonalnej udaliśmy się na w drogę powrotną do LaBuni, ale nie było tak łatwo. Poszliśmy okrężną drogą i całe szczęście bo było nam dane obserwować szalejące wiewiórki. W Parku Kościuszki zawsze spotykamy wiewiórki, zawsze. Nawet za jedną popędziłem aby się przywitać, ale ona po prostu uciekła. Ech trochę smutne to, ale nie mieliśmy czasu na gonitwy, bo byliśmy zmęczeni, zwłaszcza Pańcia. Zjedzone przez nią dziecko dawało się już jej mocno we znaki.
Poniedziałek rozpoczęliśmy z przytupem. Po szybkim i malutkim spacerku po okolicy wróciliśmy do domku aby szybko zjeść śniadanko. Potem nie było już chwili na wypoczynek, potem ruszyliśmy do Chudowa. Pojechaliśmy obejrzeć zamek, ale z zewnątrz, bo tam psiaków nie wpuszczają. Może boją się, że zniszczymy dywany, albo coś takiego, albo tapety ze ścian byśmy zjedli.
coś czuję, że ten poranny spacer tylko rozpocznie burzę

Przeszliśmy się wokół zamku. Chodziliśmy w krzaczorach i wysokich trawach. Nie myśleliśmy wtedy o kleszczach tylko ochoczo przechadzaliśmy się po "ogrodach" zamków. Fajnie się spacerowało choć słońce nieźle dawało w palnik. Na szczęście my przebywaliśmy głównie pod drzewami. Przeszliśmy się miedzy drewnianymi straszydłami rozsianymi między drzewami.
a tam nad głową świeci słońce

wstrząsająca wiadomość

mimo wszystko relaksujący spacer

Każdą możliwą chwilę spędzałem na wylegiwaniu się i odpoczywaniu, bo przecież każdy basset musi wylegiwać się kiedy tylko może. Chwilę czasu spędziłem na podziwianiu zamku ze średniej odległości. Jednak czas na spoczynek się skończył i trzeba było szybko wracać do domku po drodze racząc się sałatką. To takie wspaniałe, że wszędzie rośnie sałatka, psia sałatka. 
chwila tarzania się

stąd widać cały zamek

weganin 

zamek? jaki zamek - nie widziałem!

Reszta dnia była w zasadzie w domku. Wrażeń z pobytu w Chudowie starczyło by pewnie na cały tydzień. Jeszcze z kotami żegnaliśmy słońce na balkonie i przyszła pora spać. 
no i słońce znika

Wtorek oczywiście był pogodny a więc i bardzo spokojny. Jest chyba takie przysłowie, że jak za oknem słońce to zwierzęta śpią. Skoro przysłowie tak mówi to taka musi być tradycja a przecież tradycja to rzecz święta i trzeba ją pielęgnować.  Były jedynie krótki spacerki fizjologiczne i wszyscy bardzo mocno spaliśmy, znaczy zwierzęca część rodziny bardzo mocno spała. Wtorek był dobrym dniem.
spacerek pod domkiem

i spanie

W zasadzie do końca tygodnia było już bardzo spokojnie. No może do końca tego nie weekendowego tygodnia. Środa przeleciała szybciutko i nawet się nie obejrzałem a był już czwartek wieczór. Całą paczką pomagaliśmy Pańciowi w szykowaniu czwartkowej kolacji. Pomoc nasz nigdy nie jest bezinteresowna. Zwykle coś nam spada i możemy sobie podjeść jakieś pyszności. Tym razem ja po prostu czekałem. Ja dobrze wiem, że jak koty działają to będzie nie tylko ubaw ale i zbierzemy porządne plony tej pracy.
obserwatorka




Jak po filmach widać, bez nas w domu nic a nic się nie dzieje. Jak to mówią: nic dla nas, bez nas. Po takich ciężkich pracach przyszedł w końcu czas na zasłużony sen. Odpoczywać trzeba porządnie by zawsze mieć siły.
wszyscy czekamy i pomagamy

dobranoc

W piątek z rana po szybciutkim spacerku i śniadanku zostałem odstawiony w odstawkę. Człowieki mnie zabrali i zawieźli i porzucili na cały dzień - caluśki do Gliwic, do Freda. Tam zamiast się relaksować to musiałem uciekać przed strasznymi, bardzo strasznymi fretkami, które szalały po mieszkaniu w którym zostałem prawie sam.W między czasie człowieki dostali paczuszkę z rzeczami dla nie, ale nie tylko. W zasadzie dla mnie to była obroża przeciwkleszczowa. No nic jakoś będę musiał to przetrać. W końcu lepiej cierpieć z powodu chorej skóry niż umierać na choróbsko przenoszone przez kleszcze. Teraz mnie nie będą już widzieć i basta.
coś ten spacer jakiś taki krótki

ratunkuuuuuuuuuu

paczuszka dla mnie

Długo czekałem na powrót człowieków. Objadłem się jak bąk, leniuchowałem i w końcu popołudniu pojawił się Pańcio i pojechaliśmy. Musieliśmy pojechać do Bojkowa, bo LaBunia znowu sobie kapała. Trochę nam się zeszło, ale w końcu udało się wszystko ogarnąć. No i spokojnie i bezpiecznie mogliśmy wrócić do domku a tam miałem wielką niespodziankę. W domku oprócz Pańci i kotów czekali na mnie goście. Wielkie pisarki w ilości dwóch sztuk. Oczywiście się z nimi przywitałem, ale byłem tak zmęczony, że bardzo szybko poszedłem spać.
Kolejnego dnia z samego rana załatwiliśmy ważne sprawy takie jak odstawić wielkie pisarki. Potem malutki spacerek i czekaliśmy do południa. I dobrze, bo musiałem tu wszystko odespać. Wiecie jak to jest z gośćmi. Wszystko fajnie i przyjemne, ale wywołują męczenie.
na spacerku

Popołudniu ruszyliśmy na w drogę. Pojechaliśmy do Zawady na grilla. Odwiedziliśmy najmłodszego w rodzinie. Tam sobie trochę pojadłem i nawet pospacerowałem. Z Pańciem sobie dreptałem po okolicy miejsca grillowania. W zasadzie sobie  Pańcio mnie trochę puścił i mogłem sobie pobiegać tak prawie swobodnie. Tym czasem ja zamiast szale po lasach i łąkach trzymałem się swojego Pańcia. Ostatecznie wróciliśmy do grillowania, ale tylko na chwilkę, bo musieliśmy się zebrać i pojechać do zamku. Pospacerować i pochodzić wokół zamku w Pławniowicach.

już biegnę


Na teren parku zamkowego udało nam się dostać bez najmniejszego problemu. Trzeba było tylko zapłacić 3 złote za wstęp od osoby. Na szczęście pieski wchodzą za darmo. Krążyliśmy wokół zamku i robiliśmy sobie zdjęcia. Trochę czasu tam spędziliśmy i nigdzie się nie śpieszyliśmy. W takich okolicznościach przyrody nie było sensu pędzi. 
pozuje 

halo ja tu czekam a zdjęć nie ma

w takim domku to mógłbym mieszkać

to kiedy się wprowadzamy?

W upalną niedzielę nie było sensu się przemęczać. Nikt nie chciał wstawać i się kręcić. Nikt nie chciał zaczynać dnia. Wszyscy chcieliśmy odpoczywać i ograniczaliśmy aktywność do minimum. Spacery były krótkie i oszczędne.
nie wstajemy - za gorąco

Dopiero popołudniu, gdy słońce trochę osłabło to po prostu udaliśmy się na przechadzkę po najbliższej okolicy. Chodziliśmy sobie w wysokiej trawie i cieszyliśmy się światem i resztą tego tygodnia. Do ugryzienia

no chodź już

prawie mnie nie ma

2 komentarze:

  1. boziu, gdzie wy jesteście. Ja już nie mam takiego brzucha... od tygodni!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha, ja tez troche przerazona zostalam, czekalam ze bedzie kontinuowac i tu...do ugryzenia. Pozdrawiam.

      Usuń