sobota, 20 maja 2017

I dog trekking w Parku Śląskim

W sobotę wstaliśmy skoro świt. Byłem podekscytowany na maksa i gotowy do działania, przynajmniej mój umysł, bo w aucie na te kilkanaście minut drogi przymknęły mi się oczy i podobno chrapałem. Choć to ostatnie to zapewne jedynie pomówienia. W każdym razie wjechaliśmy jak królowie do Parku Śląskiego. Zaparkowaliśmy niemal w samym jego sercu i już po kilku kontrolach, czy LaBunia jest zamknięta ruszyliśmy na miejsce startu
Po drodze spotkałem kilka psiaków, większość z nich dreptała w tym samym kierunku co ja. Im bliżej celu byliśmy tym więcej psiaków i człowieków było. Oczywiście co chwilę słyszałem "o Furiat". Oczywiście głaski i zachwyty z każdej strony. W końcu przeszedłem całą ścieżkę kwalifikacyjną. Przegląd książeczki zdrowia i odbiór pakietu startowego w postaci mapy. Niby Park Śląski trochę znam, ale nasza dziesięciokilometrowa trasa zapuszczał się w takie miejsca, że szok. No po prostu nigdy tam nie byłem i tyle. Mapę studiowałem bardzo dokładnie. Nie chciałem, aby cokolwiek mnie zaskoczyło na trasie. Nic nie chciałem pozostawić przypadkowi. Gdy uczyłem się trasy to nic a nic nie było w stanie mnie rozproszyć. Dopiero później zabrałem się za przywitania i rozmowy z "rywalami"


no dobra pokaż tą mapę

skręcić na rozwidleniu w lewo

Psiaków było całkiem sporo. Gdy kończyłem się uczyć trasy to zniknęły wszystkie te, które startowały na 15 km. My na swój start musieliśmy jeszcze sporo poczekać. Przed startem skorzystałem z przygotowanych przez organizatorów kraników z wodą. świetny pomysł z ich strony.
wiesz, że będę szybszy?



głaski od "Fanów" (foto Timing4U)

ci chyba na 5 km (foto Timing4U)

jeszcze nie zwycięzca a już obfotografowany (foto Timing4U)

W końcu i my ruszyliśmy. Start na dziesięć kilometrów. Niektórzy pomylili spacer z biegiem i szybciutko popędzili do przodu. Wszyscy ruszyli do przodu i my też gdzieś tam z tyłu. Wędrowaliśmy wśród ludzi i wesołych piesków. Trasa była kręta i bardzo malownicza a z czasem ludzie się rozeszli tworząc długi łańcuch ludzi. Niektóre grupy wybierały własne trasy inne podążały za jakimiś bardziej obeznanymi. My podążaliśmy za mapą i powoli kolejne punkty kontrolne zaliczaliśmy. Było ich tylko pięć, a powinno być więcej. Podsumowując cała trasa była świetna i dobrze oznakowana tak więc fundacja psi wybieg spisała się doskonale. Co prawda mogli zrobić więcej punktów kontrolnych, bo zdecydowanie utrudniło by to małym oszustom skracanie sobie trasy. W każdym razie na pewno zapiszemy się na kolejny spacerek. Na metę wpadliśmy wykończeni, ale bardzo szczęśliwi. Niestety po szybkim odebraniu dyplomu musieliśmy się zbiera do domku bo byliśmy umówieni. No cóż obowiązki wzywają. Dodam tylko, że otrzymany dyplom był bardzo piękny, no ale co się dziwić, w końcu autorstwa Łapeczkowo.  Do ugryzienia
udało się nam

a tu dowód udziału i wyniki - nie wiem czemu jest Pańcio a nie ja wpisany 

1 komentarz:

  1. Super!
    Zapraszam do mnie:
    http://zwierzetanamalymswiecie.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń