wtorek, 2 maja 2017

odpocząć z brzuchem

W niedzielę o poranku słońce długo musiało na nas czekać. Nikomu nie chciało się wstawać. Nawet ze zmęczenia koty podpisały swego rodzaju rozejm i spały obok siebie. Dzieliła je tylko noga Pańcia i jakoś im to nie przeszkadzało. Powiedźcie mi jak tu zrozumieć te dwa kotły? To miłość, nienawiść a może koty tak okazują sobie oddanie. Kto wie może to ta różnica wieku tak na nie działa. W każdym razie długo wstawaliśmy i po krótkim spacerku zjadłem co nieco i wróciłem do spania.
w niedzielę nie wstajemy
Dzień leniwie wlókł się aż do czasu, gdy człowieki postanowili wykorzystać ten bardzo ciepły dzień na spacerek. Wsiedliśmy w auto i udaliśmy się do Parku Śląskiego. LaBunia dzielnie nas zawiozła i nawet aby nie tracić czasu na chodzenie to wjechaliśmy na parking w parku. Ledwo się zmieściliśmy na jednym z nich. Wszystko wypchane po same brzegi. Na szczęście udało się nam zaparkować w cieniu. I ruszyliśmy. Pierwsze kroki skierowaliśmy do sklepu z lodami. Wielka kolejka tam była i nastaliśmy się bardzo długo. Na szczęście w końcu się nam udało a człowieki podzieliły się ze mną swoimi smakowitościami. I mimo zmęczenia z dnia poprzedniego liczyłem na spacerek, ale się zawiodłem. Człowieki postanowili, zrobić coś innego - postanowili siąść na kocyku. Ech trochę się zdziwiłem, ale szczerze powiedziawszy to sobie wypocząłem i się powygrzewałem. Przy okazji załapałem się na kilka fajnych zdjęć.
a gdzie na kocyku miejsce dla mnie?

Tutaj muszę Wam o czymś powiedzieć. Ostatnio tak spoglądałem na Pańcie i co chwilę wydawała mi się jakaś taka większa na brzuszku. Tak mnie zastanawiało i zastanawia ciągle, jak to jest, przecież wcale dużo nie je i w dodatku zawszę trochę zostawia. Na tym leżakowaniu dowiedziałem się, że w brzuszku Pańci jest malutki dzidziuś. Ech tutaj poczułem się bardzo zdziwiony i zszokowany. Człowieki cieszą się z tego, że Pańcia zjadła jakieś dziecko. Gdzieś, kiedyś jakieś takie dziecko sobie szło ulicą a Pańcia je zjadła. A jak ja zjem kawałeczek ciasteczka z blatu albo coś innego to zaraz wielkie krzyki są. Gdzie tu sprawiedliwość? Ale patrząc tak na Pańcie i jej brzuszek to obawiam się, że od tego dostała skrętu żołądka i będzie miała problemy z pozbyciem się tego problemu. Pewnie wyląduje w szpitalu, albo coś takiego. Pańcio mówi, żeby nie panikować i cierpliwie czekać - samo się podobno zrobi. Musiałem się przespać z tym wszystkim, w domku.
mówiłem - bębuszek jest

Nowy tydzień rozpoczął się od kociego leniuszkowania. Leżały sobie na stole, korzystając z miękkich uszytków. Pańcia ostatnio szyje ich całkiem sporo, więc koty mają raj. Ja z Pańciem powolutku zbierałem się do wyjścia, aby sobie pospacerować. Najfajniejsze jest to, że wpakowaliśmy się do LaBuni i pojechaliśmy do Parku w Katowicach, do tego w którym zawsze spotykamy wiewiórki.  

na kocykach

Trochę zeszło nam z tym jechaniem, ale się udało. Zaparkowaliśmy jak zawsze w tym samym miejscu i ruszyliśmy na zwiedzanie, ruszyliśmy na spacerowanie. Spacerowanie mimo braku słońca było fajne i przyjemne. Całkiem swobodnie sobie spacerowałem na długiej rozwijalnej lince. Po parku spacerowało się całkiem przyjemnie. Jeszcze kwiatków wielu nie było. Widać było, że natura się jeszcze powolutku budzi. Na szczęście cały park był rozśpiewany, a to za sprawą ptaków. Ich dźwięki wypełniały każdy zakątek. Każde drzewo było przez nie oblegane. Wśród nich oczywiście rude ogoniaste zbóje. 
to idziemy

Ten park wbrew pozorom jest dość spory. Odwiedzenie każdego kawałka wymagać będzie co najmniej kilku wypraw i to takich dość mocnych. Fajnie jest, że jest w tym parku bardzo czysto i schludnie. Widać, że ludzie bardzo o ten park dbają. Podoba mi się w nim i bardzo żałuję, że nie mam możliwości być tu codziennie. Choć z drugiej strony pewnie wtedy by mnie aż tak nie cieszył. Nasz malutki spacerek był dość spory. Przewędrowaliśmy na około parku przy okazji trochę się powygłupiałem. Dość mocno się zmęczyłem i zadowolony z siebie wróciłem do domku odpoczywać.
już nie idę

po raz ostatni mówię dość - chce na rączkę

a czy tam jest piesek?

inspekcja parku zakończona pomyślnie

W domku się wyleniłem i dopiero ruszyłem dupkę na popołudniowy a w zasadzie to wieczorny spacerek. Ten wieczorny to tak trochę dziwnie brzmi bo teraz długo jest jasno i głupio mówić o 19, że jest wieczór. Spacer nie był długi, bo udaliśmy się tylko na okoliczne łączki i pola. Całe szczęście, że mogłem sobie zjeść jabłuszko który podzielił się, ze mną Pańcio.

moje jabłuszko

Szczęśliwy mogłem pójść spać. Po wysiłku sen przychodzi bardzo szybko i jeszcze tylko trzeba udać się z szybkie siku przed blokiem i w końcu mogłem się wyciągnąć na maksa w swoim legowisku. We wtorek udaliśmy się na szybki spacerek nad jeziorkiem w Rudzie Śląskiej. Nie ograniczyliśmy się do zobaczenia jeziorka a postanowiliśmy je obejść. Nie jest to takie łatwe bo trzeba iść spory kawałek, wzdłuż rzeki i to w obie strony. Spacerek był spokojny i w zasadzie nie wydarzyło się tam nic ciekawego. No może oprócz tego, że była tam wielka rura, którą trzeba było przeskoczyć. Człowiek na swoich długich nogach dał radę a ja? No dobra człowiek to też raczej wysoki nie jest, ale nóżki ma na pewno dłuższe niż ja, w zasadzie to prawie wszyscy mają nóżki dłuższe niż ja. Po wielu próbach nakłonienia Pańcia abyśmy jednak wrócili przeskoczyłem jak żabka. Mimo wszystko dobrze, że tej rurki nie ma z drugiej strony.
no idziemy idziemy

a nie lepiej wrócić?

Gdy przekroczyliśmy mostek to zaczęliśmy wracać. Droga powrotna nie była aż taka prosta i to mimo tej braku tej rury. Trzeba było się wdrapać na górkę i to nie jeden raz. Dreptaliśmy sobie w najlepsze słuchając ptaszków. Nawet między drzewami udało nam się wypatrzyć niewielkie stado dzików, które zerwało się z wylegiwania, gdy tylko nas zobaczyło. Popędziły tak, że nawet nie zdążyliśmy ich zliczyć, że o zdjęciu nie ma co mówić. 

wdrapujemy się

Jeziorko postanowiliśmy obejść dość dokładnie, więc aby się dostać na jeden z brzegów musieliśmy się trochę zawrócić. Nie był to jednak czas stracony, bo udało nam się dokładniej przyjrzeć kaczkom, które wygrzewały się w słoneczku. Lubię takie spacerowanie i podziwianie natury. W końcu zadowoleni wróciliśmy do autka i do domku, aby spać, bo co innego robić można.

skradamy się do kaczek

wracajmy

We środę i czwartek człowieki byli bardzo zajęci więc robili bardzo mało zdjęć. Głównie to sprzątali jakieś ubranka i układali je w kartonach i pudłach. Ubranka chyba były niepotrzebne, bo takie strasznie malutkie. Pewnie niski gatunek, bo strasznie się pokurczyły. Oczywiście zwierzęcą częścią rodzinki im pomagaliśmy, ale coś czułem, że to nie ostatni raz jak grzebiemy w tych rzeczach.
no ale jak to tak nieładnie układasz?

W piątek szybko się ogarnęliśmy się i pojechaliśmy załatwiać ważne ważności w Gliwicach. Przy okazji udaliśmy się na spacerek po parku Szwacjaraia. Nazwa jest trochę dziwna, bo w parku nie ma Alp, krów i czekolad, ale i tak jest ładnie. Zrobiłem małe okrążenie po parku, który nie należy do największych. Szkoda tylko, że lekko pogoda była niepewna, ale z drugiej strony to sprawiało, że w parku były pustki. Musieliśmy jednak się szybko z tym miejscem pożegnać, bo trzeba było załatwić najważniejsze rzeczy. Czekała mnie wizyta u Weta.
ja w a tle park

U weta mieliśmy tylko odebrać tabletki na odrobaczenie dla mnie i dla kotów. Te zważyliśmy w domku, więc nie braliśmy ich ze sobą. U weta jak zwykle była wielka kolejka. Sporo czasu czekaliśmy, bo było dużo psiaków. Niestety niektóre wymagały bardzo długiej uwagi doktora. Koniec końców i my dostaliśmy się do środka. Przywitaliśmy się ciepło i od razu oraz bardzo szybko załatwiliśmy nasze sprawy. Szybko wróciliśmy do domku i leki jeszcze przed obiadkiem były podane. Zwłaszcza Fuksja się dziwiła, bo ona bardzo nie lubi dostawać tej pasty na odrobaczenie. Zupełnie nie rozumie czemu, przecież to jest takie smaczne.
ech jak ja nie lubię czekania

ale jak to leki?

Sobota była kolejnym dniem, który przeleciał mi nawet nie wiem jak i nie wiem kiedy. Nawet się nie zorientowaliśmy jak dzień się skończył. Człowieki były bardzo zajęte i zapominały robić nam zdjęcia. W niedzielę pomimo pięknego słońca nie mieliśmy okazji na dłuższy spacerek i tylko sobie poszliśmy pozwiedzać najbliższą okolicę. I to też tak niechętnie. Może te leki były jakieś takie za mocne i nas wszystkich tak otumaniły. No ale z drugiej strony czasami trzeba sobie po prostu odpocząć i sobie pospać.
a nie lepiej wracać do domku?

tak wyglądała cała niedziela

2 komentarze:

  1. Pańcia kanibalka i tyle! Ale podobno te dzieci potem wychodzą!!!! AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA :) <3

    OdpowiedzUsuń